Faulkner. Wściekłość milczenia

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

Pieniądz sam w sobie nie ma żadnej wartości, jak przez to, na co zostanie spożytkowany. Pieniądz nie należy do nikogo na stałe, po cóż go więc gromadzić? Jest przejściowym atutem tego, kto go potrafi raźno zdobyć, i się pobawić nim przez chwilę.

***

Dobrze, że Bóg uczynił coś dla tej ziemi, bo ludzie, którzy tu egzystują, nic dla niej nigdy nie zrobili.

Jest piątkowe popołudnie, i z okna mojego biura widzę sto arów ziemi, której nawet dotąd nie zaorano, a każdy zdolny do wysiłku mężczyzna z całej gminy, obsługuje Norwegów i starych Niemców, i siedzi tam bez końca, trwając na dobre w urzeczeniu.

***

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

Nie wiem jak to się dzieje, ale ciągle nie mogę przyjąć do wiadomości, że kobieta jest zdolna naprawdę do wszystkiego.

***

Szadź powietrza jest rześka, ruchliwe plamy cienia tchną świeżością, i dogania mnie wrażenie, że sam fakt rozpogodzenia się dnia jest jeszcze jednym chytrym posunięciem nieprzyjaciela, kolejną bitwą, do której on zmierza wraz ze swoimi starymi ranami.

***

I ponad wszystko kocham śmierć, i do niej tęsknię i rozmyślam, tkwiąc w tym perwersyjnym prowokowaniu końca, jak postępuje chciwy kochanek, który świadomie powstrzymuje swe żądze przed zespoleniem z ukochaną, aż już nie może dłużej znieść nie tyle pohamowania, co napięcia, więc rzuca wszystko i się stacza, i odnajduje się w objęciach śmierci.

***

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

Paul Claudel: „Wyniszczające rozkosze nawyku”.

Wstałem, podniosłem się i usadziłem na miejscu przy oknie, gdzie w niemym lęku, płacząc cicho, spoglądam na to biedne miasto, uciekające pomimo swojej nieruchomości i już pozostające w tyle, i wciskam głowę bezpiecznie w kąt, który zawiera w sobie wszystkie niezwykłe namiętności, i stały zamęt, i rozkosze, i wściekłość, i wrzask zranionego dziecka.

Tak trwam tutaj o zmierzchu, i zamykam okładkę mojego życia, a delikatna ręka starca wsuwa ją lekko na wiecznotrwałe półki losu, pośród bezosobowych krewnych bólu, i przekręca za sobą klucz „na całą noc bez snów” (W. Faulkner).

***

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

Spoglądam na zegar nie po to, abym pragnął pamiętać o czasie, ale żebym mógł o nim zaciekle zapomnieć, i bym nie trwonił sił na starania, by go zwyciężyć i odrzucić. Gdyż nikt nie wygrał bitwy z czasem, a nawet nie chce się jej toczyć.

Pobojowisko unaocznia człowiekowi tylko własne szaleństwo i wierną rozpacz, a triumf jest szyderstwem głupców i filozofów.

Paul Claudel: „Bunt nie daje klucza do boleści”.

***

Kobiety nie zdobywają o świecie tej wiedzy, której my tak szukamy; one po prostu przychodzą na świat wyposażone w podejrzliwość i wścibstwo, co sprawia, że rezultaty są jakie są.

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

Kobiety mają zdolność prowokowania zła, przyciągania go i uzupełniania o brakujące ogniwa. Wloką je za sobą instynktownie, tak jak szarpiemy we śnie pościel, i przygotowują pod nie grunt, jak pod spóźniony zasiew, aż zło wypełni marny cel, bez względu na to czy on istniał, czy też nie.

***

Każdy żyjący jest bez wątpienia lepszy od umarłego, ale żaden żyjący ani zmarły, nie jest istotnie lepszy od innego żyjącego i umarłego.

***

Człowiek jest sumą swoich własnych nieszczęść. Przychodzi taka chwila, kiedy podejrzewam, że nieszczęście ma mnie już dość, ale wówczas moim nieszczęściem jest sam czas, a nędza frustracji ciągnie się w przestrzeń i nieodłącznie wnika w wieczność.

***

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

Kobiety posiadają wrodzoną skłonność do zła, do przekonania, że żadnej innej nie można ufać, ale niektórzy mężczyźni są zbyt niewinni, aby umieli się obronić.

***

Latem, w porze bujności i rozkwitu, kiedy wieczorem padał deszcz, zapach pobliskiej rzeki przenikał wszędzie. W innych porach roku nie notowało się go tak wyraźnie, ale kiedy przebrzmiała letnia burza, zapach o zmierzchu przenikał wątle ściany domu, był najsilniejszy i najcięższy, aż wreszcie kładłem się przy oknie, i naciągałem na twarz pościel, myśląc, kiedy przestanie i czy przestanie kiedykolwiek.

Podmuch w otwartym oknie tężał maciejką oraz wodą: mglisty, wilgotny, lekki wiew. Czasami udawało mi się zapaść łagodnie w sen, marząc i powtarzając zbędne słowa, aż wreszcie woń maciejki dławiła warzywnik potężniejącym akordem nocy, i wszystko było jej symbolem, i niepokojem bezsenności.

Garry Winogrand, ---

Garry Winogrand, —

I rozwierałem moje oczy, zdając się wznosić pomiędzy jawą a snem, i spoglądałem w wąską gardziel izby, opływającej w szarą słodycz, w której wszystkie przedmioty tkwiły paradoksalnie mroczne, i każdy mój czyn szybował zwinnym cieniem tego, co przecierpiałem i przeżyłem, przyjmując formy przekorne i kuriozalne, i plączące się tak bez sensu… Byłem, lecz nie chciałem; tkwiłem, myślałem, lecz nie byłem.

Emily Dickinson: „Wejść do twych poświęcanych stref, spożywać twój anielski chleb, i pić nieśmiertelne twe wino”.

***

Miłość i ból są tylko „zakupioną przypadkiem obligacją” (W. Faulkner), która chcąc nie chcąc, nabiera złudnej wartości, i zostaje zdjęta z parkietu bez ostrzeżenia, by na jej miejsce przyszło coś bardziej na czasie.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 lipca 2012 at 10:54  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/10/faulkner-wscieklosc-milczenia/trackback/

%d blogerów lubi to: