Piękny czas Jakuba Thibault (II)

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Wspominam pewne moje obsesje z ostatnich miesięcy i nie mogę wyjść z podziwu, jak byłem skłonny powierzyć czas i wolę tak bezprzykładnie niskim żądzom, i stoję teraz oto niczym w ruinach dekoracji, z których nie pozostało nic prócz zgliszcz, i jawnie cierpię, i dryfuję będąc dotkniętym w miłości własnej.

I człowiek porusza się sporadycznie, a wiosna go nie cieszy” (T. Tranströmer).

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Z tej bezładnej szarpaniny, jaką się stało moje życie, mój los, tak samo nie można dowiedzieć się niczego, jak z drgawek zarzynanego wołu. I to trapiące uczucie żalu, z którym potykam się od chwili starcia z męskością, które wezbrało we mnie do żaru, aż do bezbrzeżnej beznadziei!

Aby uratować to chore życie, tą egzystencję utraconą, pożerającą się bez zwłoki, gotów jestem pokusić się na czyn niebezpiecznie zuchwały: wziąć na siebie odpowiedzialność za jakieś szaleńcze ryzyko, byle nie utkwić w sytuacji bez wyjścia i nie znajdować się pozbawionym działania, byle nie patrzeć obojętnie jak śmierć się zbliża, i jak prostuje swoje kroki.

Jej triumf jest ponad moje siły.

***

Człowiek nie powinien być zagadką, a raczej rozwikłaniem zagadki –oto, co pragną współcześni filozofowie. Ale czy tak w ogóle może być?

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Można zwątpić i zburzyć wszystko, zidiocieć lub wyzwolić się z nędznych, przygnębiających pęt, a jednak pozostaje niezmienny Bóg, którego żadna febra rozumu i żadne drgawki majaczącej duszy, poruszyć nie są zdolne; nie zmuszą do porzucenia o Nim myśli.

***

Życie da zawsze radę wszystkiemu – nie ma zaiste takiej rany, której by nie zabliźniło po mistrzowsku.

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Wcale nie życzę sobie stać się kimś innym; chciałbym tylko zrozumieć, dlaczego jestem właśnie taki, jaki jestem, tak niespokojny i ciekawy.

Czy każdy człowiek nosi w sobie zagadkę, czy kiedyś znajdę klucz do swojej, czy sformułuję własne prawo? I czy w ogóle dowiem się dlaczego?

***

Wystarczy umysł nastawić na błąd, a wszystkie zmysły poczynają chętnie pracować w infantylnej potrzebie zaspokojenia rozumu. O jakże nędzne to narządy, i jak szaleńczo im ufamy!

A przecież głowa, ten włochaty garb, ma swoją dumę kolosalnej kuli” (S. Grochowiak).

***

Spokój umierających jest dowodem na to, że w głębi duszy wszyscy chorzy instynktownie nie wierzą w bliskość śmierci.

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Tomas Tranströmer: „Słońce znajduje się już nisko. Nasze cienie są olbrzymami. Wkrótce wszystko będzie cieniem”.

Pozbawiony przyjaciół, straszliwie zamknięty w sobie, wpatrzony w swój wewnętrzny chaos, zostałem wydany na pastwę jego niemych wstrząsów.

Ulice opustoszały w podejrzanym chłodzie marca, i oto tkwię tu sam z udręką, gotów upaść najniżej i najokrutniej; wysuszony, bezsilny i spotworniały wobec otaczającej grozy, „jak historia świata chichocząca w niewłaściwym miejscu” (T. Tranströmer).

Zimowa noc kończy się w trzasku dogasającej latarni, i jest za późno na milczenie, na czystą nagość złego świtu, i na samotność uświęcenia.

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Moja literatura jest spiętrzeniem brutalnych, ostrych i krótkich pchnięć, jest przerażeniem bez zbawienia.

***

Stanisław Grochowiak: „A ja tu sterczę – kukła – a ja tu sterczę – kukła. I utrwalam to wszystko dla sławy”.

Cofnąłem się, i odsunąwszy się od stołu, zrobiłem dwa niepewne kroki, a potem, jak gdybym pragnął opaść aż na dno mego cierpienia, rzuciłem się z łkaniem na fotel.

Nie czując potężniejącego z chwili na chwilę chłodu nocy, wtuliłem głowę w wątle ramiona i zanosiłem się od szlochu, wiedząc, iż oto wali się mój schron, który usiłowałem wznieść rękoma, budując kamień po kamieniu, w trudzie, i w dumie, i obcości.

W dławiącej krtań rozterce spostrzegłem, iż nadszedł czas na poddanie i zaniechanie hardej walki, i że chwila oszukującej mnie wolności już się skończyła, już minęła. I zmuszony skrajnością klęski, muszę zaprzestać i odstąpić, ale jej niemoc jest tak bezbrzeżna, tak nieugięta i miażdżąca!

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Najosobliwsze jest to, że ja już w ogóle nie myślę o temacie, o jego związku z moim życiem.

Odkąd sznuruję moją przeszłość i teraźniejszość, której nie posiadam, w minoderyjną postać artystyczną, tak więc odkąd zamykam to wszystko w formy cyzelowane i groteskowe, wydaje się, iż odrzucam je od siebie, a jeśli stale wracam do tych bolesnych doświadczeń i zdarzeń, to tylko jako wynik manii, po to by stwierdzić: Jestem chory.

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Odwykłem już od tego, aby się mną zajmowano, by litowano się przez moment, i oto najmniejsze zainteresowanie z czyjejś pobudki, wydaje mi się zamachem na wolność.

***

Ta rozkosz bezustannego pochylania się nad samym sobą jak nad porwaną krawędzią źródła!

Rozchylam trawę, delikatnie odsłaniam jej tłusty miąższ, spostrzegam roznegliżowaną taflę wody, wytryskującą z ciemnej głębi, i z pedanterią nurzam stopę.

***

Jacques Henri Lartigue, ---

Jacques Henri Lartigue, —

Nienawidzę standaryzacji i klasyfikacji, i obdarzam awersją wszystkich, którzy stoją za tym bezwzględnym fastrygowaniem duszy, za kaleczeniem i skracaniem!

***

Tylko upadek na samo dno grzechu i uznanie ludzkich bezeceństw, są zdolne oczyścić człowieka z brudu. Tylko zniknięcie pod powłoką.

***

Rozwarłem oczy i ujrzałem, jak niewiarygodne piekło ciągnie za sobą to, co nazywamy cywilizacją.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 lipca 2012 at 11:22  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/10/piekny-czas-jakuba-thibault-ii/trackback/

%d blogerów lubi to: