Szaleństwo tego dziennika

Jacek Malczewski: Wizja

Jacek Malczewski: Wizja

Rzut oka naprzód bądź poza siebie, dla natur tak chimerycznych jak moja, oznacza niekończący się zamęt, utratę równowagi. Gdybym tylko był nieco silniejszy! Gdyby ktoś władny był wydrzeć ze mnie te chore myśli i odrzucić je na bok, i zastąpić świadomie innymi!

Ale nie; należę do istot, które nie pragną pocieszenia i nie znajdują go przypadkiem; ludzi, których wrażliwa pamięć nigdy nie spuszcza ze swej smyczy, tych, których najniewinniejszy w świecie widok łacno przyprawia o cierpienia.

Antoni Czechow: „Ludzie zniewoleni zawsze mają zamęt w głowie”.

***

Nie wiem dlaczego, ale odkąd sięgam myślami wstecz, odnajduję tę potrzebę przewidywania najgorszego, prawdopodobnych i nieprawdopodobnych upokorzeń, które przyniosą mi spodlenie: absurdalnych konfliktów, których będę żałobnym herosem.

***

Jacek Malczewski: Rusalki

Jacek Malczewski: Rusalki

Bez wątpienia kieruje mną pragnienie wypowiedzenia się; kuriozalna potrzeba zwierzenia milionom nieznanych dusz tego, czego nie ośmieliłbym się wyznać matce, a może i skryta wola zaznania poklasku, pisarskiej sławy, podsycana tajemnie w historii świadomości. Ale tym, co porusza skrzętny mechanizm jest najżarliwsza ambicja, aby zaistnieć dla swych bliskich.

***

Zaiste, chętnie godzę się na tę otchłań niebytu, w jakiej próżniaczo trawię dnie, i dokąd wygnał mnie mój los, żeby tylko postacie, jakie wskrzesiłem moim piórem, a raczej jedna niezmienna postać, mogła do woli żyć i oddychać, i uszczęśliwiać serca bliźnich, ale niestety nigdy nie słyszałem, by uczyniono bodaj najlżejszą aluzję do tych wytworów mego ducha!

***

Jacek Malczewski: Śmierć Ellenai

Jacek Malczewski: Śmierć Ellenai

Myśl przystojnego prowadzenia diariusza sięga, jak mi się zdaje, okresu mego dzieciństwa, gdzie widok pewnych zdarzeń, dziś już nieistniejących, wywarł na mnie wrażenie na tyle przykre i druzgoczące, abym czuł ochotę uwolnienia się od nich na sposób możliwie bezkrwawy, to znaczy przenosząc je do zapisków i komponowanych prac, tak by zaludniające je postacie przemawiały wyłącznie w moim imieniu.

***

W moim dzienniku lubię notować różne aspekty tego, co można by nazwać życiem wewnętrznym, gdyby nie było ono tak pretensjonalne, tak beznadziejne i bezbarwne.

Ale tak już jest, że zajmujemy się zbyt często tym, co pokutuje wewnątrz nas, w mikroskopijnym wszechświecie, gdzie tak blado unoszą się gwiazdy, i tak „niedużo zdatnej do zamieszkania ziemi wylania się z niepoznawalnego chaosu” (J. Green).

Jacek Malczewski: Śmierć na etapie

Jacek Malczewski: Śmierć na etapie

Na cóż przydadzą się te rozpaczliwe próby powstrzymywania życia? Dotkliwa teraźniejszość z każdą sekundą bieży w nicość. Gdy zanotuję udręki stycznia, nie zdołam sprawić, aby te chmurne chwile nie utonęły w zapomnieniu, jak wszystko inne, jak my wszyscy.

Będąc o cal od śmierci, czując jej chłodny krok, myślę o roztkliwionym zaufaniu, jakie w dzieciństwie okazałem życiu. Pojmuję, iż byłem ślepy, i że przybyłem z niemej nocy, aby powrócić w jej ramiona, nic nie pojąwszy z przeznaczenia. Może to nawet nie jest przeznaczenie, może to wszystko tylko sprawia sens, to rozognione wściekłe słońce, te chimerycznie wiotki wiatr, które wydają się przypadkowe, czymś, co przybrało kształt z nicości, i równie dobrze mogłoby wcale nie istnieć.

Jacek Malczewski: Spłoszony koń

Jacek Malczewski: Spłoszony koń

Antoni Czechow: „W przyszłości już nas nie ma, dlatego wydaje się nam ona wspaniała”.

***

A jednak nie ma zapisków zmyślonych, koncypowanych w ciszy mroku! Zmyślone dane, złe historie, nie są dziennikiem godnym prawdy, nie są powieścią ni esejem.

Prawdziwy twórca nic nie zmyśla; dzięki jakiemuś darowi jasnowidzenia przenika to, co się ukrywa pod pozorami, co upoważnia go żyć cudzym życiem, nawet jeśli rozgrywa się ono w realiach innej epoki, innej sfery.

Pisarz staje się na koniec tym, o kim pisze.

***

Moim największym rywalem jest samo życie – „pisarz potężny i niezręczny, którego gadanina jest nużąca, ale odkrycia pozostają dla nas zawsze nieosiągalne” (J. Green)

***

Jacek Malczewski: Rusałki

Jacek Malczewski: Rusałki

W moich esejach wypowiedziałem to, co miałem do przekazania; teraz nauczyłem się, jak wyraża myśli ten, kto nie ma nic do zakomunikowania. I do nużących, bezużytecznych stronic, dodaję systematycznie następne, równie żałosne i wytrwałe.

Ale z pewnością przyjdzie czas, kiedy ten tumult nagromadzonych, pstrych słów, ściśniętych bez poczucia piękna i bez najmniejszej wiedzy o świecie, podniesie swoją bolesną wrzawę, i mnie zadławi, i porzuci.

***

Jacek Malczewski: Aniołowie z Tobiaszem

Jacek Malczewski: Aniołowie z Tobiaszem

Często wydaję się sobie zwierzęciem, ściganym przez okrutnego myśliwego, jakim jest życie, i powodowany instynktem szukam schronienia w tych wątłych murach, gdzie mogę oddać się zmęczeniu, i gdzie nikt się nie zjawi, by mnie dłużej ranić, a ja udręczony, nikły i drżący, zastygnę w posąg i odpłynę w czas.

Gdyby mnie zapytano, dlaczego trwam tu zmaltretowany i nieporuszony, odpowiedziałbym z pewnością, że to jedyne miejsce nieobjęte toczącą się wokół wojną, ale na dnie kryje się coś więcej, i jest to naglące oczekiwanie cudu, bo w nim wyrazi się moja natura, i w nim pokonam dzieje świata.

Ta myśl nawiedzała już przede mną tysiące bezimiennych, ale ja należę do tych, których dręczy ona najsilniej.

***

Jacek Malczewski: Grabiące siano

Jacek Malczewski: Grabiące siano

Gdy mocno cierpię, kurczowo czepiam się teraźniejszości, a kiedy przepełnia mnie rzadkie szczęście, zbyt mocno bawię się w przyszłość.

***

Antoni Czechow: „Fizjonomia to zwierciadło duszy, które łatwo stłuc, jak każde inne zwierciadło”.

Co się gnieździ za tym bladym czołem, za tym spuszczonym wątłym wzrokiem? Czy tkwi tam coś ponad przeczytane księgi, jakieś marzenia, jakieś plany?

Czy ja poznałem kiedyś miłość, czy uroniłem o niej słowo?

***

Jacek Malczewski: Madonna

Jacek Malczewski: Madonna

Całymi latami wmawiałem sobie, że mej inteligencji potrzebne jest miasto z prawdziwego zdarzenia, ze swymi poglądami, literackimi salonami, rojem znakomitości przemierzających jego jądro. Marzyłem o tym nieprzytomnie, lecz teraz już nie, teraz pozwalam się z wolna pożerać czasowi, który zastygł w miejscu.

W sączącej się poprzez szyby nieruchomości tutejszego życia, jest coś hipnotyzującego i potwornego zarazem. Mija ono nieodwracalnie, ale godziny nie ruszają z miejsca.

Hieratyczna bezczynność prowincjonalnych dni i nocy wgryza się w ciało zgniłym jadem, odbiera władzę w chorych członkach, spowija je bielą trądu, tak że nawet nie spostrzegamy, kiedy jesteśmy już nieżywi.

Jacek Malczewski: Bajki

Jacek Malczewski: Bajki

Ten czas wypełniam zapiskami, bo tylko wówczas wydaje mi się, że jeszcze nie umarłem, a jednak oddycham wonią śmierci, która pozbawia treści oddech, spowalnia tętno ciała, wstrzymuje rozwodniony puls. W jej drętwym świetle daremne zdaje się samo pragnienie życia, sama jego wola.

Strawione wnętrze spowija pył, to dlatego, że od wnętrza zaczął się rozpad, wdało się w mroczny dyskurs ze śmiercią. Zawiedzione ambicje, pohamowany siłą gniew, zwietrzałe i dezintegrujące się na moich oczach dążenia – wszystko to bierze udział w mym upadku, zatruwa zmysły jak gangrena, odcinająca ropiejące członki, centymetr po centymetrze tak, że w czterdziestym roku życia noszę już w sobie żywe truchło, to znaczy niosę moją duszę.

Jacek Malczewski: Idź nad strumienie

Jacek Malczewski: Idź nad strumienie

Czy przyszło komuś do głowy, że piekło, że cała rozpacz pozbawiona Łaski, może się mieścić w tych ścianach, w tych czterech kątach mego biura? Czuję, jak krąży po nim zło, jak się rozpiera wśród tych mebli, wśród tego brudu i niechlujstwa, gdzie się nagromadziło tyle smutków, gdzie tyle gorzkich, nędznych słów, wyrzekło zdania pełne grzechu.

To miejsce, które budzi tylko nienawiść, gdyż jestem jego bohaterem, a własnych nieszczęść się nie znosi – można wyłącznie strawić cudze.

***

Czyż życie gromadne, życie w stadzie, nie jest dla jednostek mego pokroju wystarczającym umartwieniem?

***

Jacek Malczewski: Bajki

Jacek Malczewski: Bajki

Minęły dwa lata, w czasie których nie ukończyłem żadnego eseju. Ale cóż mógłbym więcej w nich wyrazić, skoro już nie mam nic do dodania?

To, do czego pragnę się przyznać, nanoszę lekko w tym dzienniku, który zajmuje pomału miejsce wszystkich esejów, i który stał się moją powieścią.

***

Ten dziennik staje się powoli acz nieubłagalnie dziejami mojej rozpaczy, i wątpliwości, i znużenia. Zachowują one jeszcze spokój i nie szafują hydrą słów, ale tak samo są śmiertelne i nic nie zdoła ich powstrzymać.

***

Jacek Malczewski: Janko Muzykant

Jacek Malczewski: Janko Muzykant

Zdarza mi się pisać bez namysłu, ale często słowa postawione bez refleksji przychodzą z większej dali niż inne, i zastanawiam się nad ich sensem.

***

Cisza wypełniła mnie na tę chwilę, kiedy przyjrzałem się sobie w lustrze, rozpiętym drętwo na ścianie locum, w głębokiej niszy, obok progu.

Twarz, jaką w nim ujrzałem zdawała się podobna do tysięcy nieznanych ludzkich twarzy, ukształtowanych przez dziedziczność, przez namiętności i skupienie. Są na niej rysy wyrzeźbione przez jedność losu i przypadku, ale tym, co zostaje wieczne, i co nie zmieni się już nigdy, jest nieme, wstydliwe spojrzenie, zwracające się ze swym pytaniem do wieczności: Kim jestem?

***

Kto chce napisać coś znaczącego, musi nosić w sobie odrobinę szaleństwa, musi być sobą urzeczony.

To dzieło żyje, karmi się moją istotą i mnie pożera krok po kroku, po to, by sięgnąć w doskonałość, która jest celem unicestwienia; pragnie, abym nie istniał, abym uczynił z siebie dar.

***

Jacek Malczewski: Bajki

Jacek Malczewski: Bajki

Trawi mnie nie tyle chęć podobania się Bogu, co niemożność podobania się ludziom.

***

Mój rozsądek i moja pamięć toczą ze sobą stałą walkę, i zwykle pierwszy odmawia wiary w to, co beznadziejnie mówi druga.

***

Siedzę w tym ciemnym wnętrzu, w którym spodziewałem się znaleźć nieco pociechy w lekturze mistyków, ale czymże są ich doświadczenia wobec straszliwej rzeczywistości, z jaką spotykam się w tym życiu?

Toteż niejednokrotnie odnoszę wrażenie, iż namiętności nurtujące świętych nie dorównują tym, które niweczą mnie samego, i że ich najgłośniejsze nieszczęścia bledną nieco przy własnej niedoli.

***

Jacek Malczewski: Polonia

Jacek Malczewski: Polonia

Dotychczas pokładałem wiarę w to, co mówiły mi mój rozsadek i wiara, ale od pewnej chwili wydaje mi się, że zarysował się przede mną jakiś odmienny, groźny świat, gdzie prawa rządzące ludźmi zostały gwałtem obalone, i gdzie to, co było dotąd odrażającym pozorem, zajmuje miejsce zwykłej rzeczywistości.

Ale może to nie tak, może przez całe życie byłem srogo mamiony, i wziąłem udział w tej wstrętnej maskaradzie czy grze aktorskiej obcych potęg, których dekoracje pojąłem za najprawdziwsze? I oto w tej chwili, czuję się prowadzony wprost za kulisy, gdzie sięga po mnie jakaś cienkość, jakaś przejrzystość tej zasłony, oddzielającej śmierć od życia.

I z przerażeniem odkrywam, że już znajduję się po tamtej stronie.

***

Jacek Malczewski: Idź nad strumienie

Jacek Malczewski: Idź nad strumienie

Noszę w sobie posępną tajemnicę – nie jestem taki, jakim pragnąłbym być. Jestem znudzony i rozczarowany sobą, bo stałem się kimś przeciętnym i niespełnionym, bo podobnie jak setki innych przeraźliwie chybiłem życia.

A przecież mogłem zeń wydobyć coś szlachetnego i pięknego, i to nie pycha przemawia przeze mnie, ale trwoga i pewność, że przeszedłem pomimo, że ominąłem przeznaczenie.

A są też ludzie, których całe życie jest zmarnowane. To są ci, którym On nałożył trud zbierania i gromadzenia po to, by później zostawili wszystko tym, których On sobie upodobał” (Koh. 2, 26).

***

Jacek Malczewski: Skończona pieśń

Jacek Malczewski: Skończona pieśń

W niedorzeczny sposób marnuję dary udostępnione mi przez Boga, i pozostaję zbuntowany. Tak bardzo lękam się cierpienia, że się zanurzam w jego odmęt, i tonąc cieszę się z tak zmyślnej ucieczki.

***

Od dzieciństwa żywiłem świadomość, iż nie przywyknę nigdy do świata. Nie to, że czułem się w nim nieszczęśliwy, ale w ukryciu dziwiłem się rzeczom, które w oczach tak wielu ludzi, uchodzą za w pełni naturalne.

I chociaż nie wspominam o tym nikomu, jestem świadomy, iż ta niezgodność wzrasta z upływem moich lat.

***

Należę do istot, które tylko nieznacznie wiążą się z piekłem, w nadziei, że w końcu niebiosa przemówią, i otworzą dla mnie swoje podwoje.

***

Jacek Malczewski: Idź nad strumienie

Jacek Malczewski: Idź nad strumienie

Zamknąłem się w swoim pokoju i zacząłem się modlić tak, jak umiałem najlepiej, to znaczy bardzo źle. Uświadomiłem sobie, iż odmawiam modlitwy raczej wargami niźli sercem, a ilekroć staram się zastanowić nad znaczeniem wypowiedzianych słów, tyle razy myśl moja błąka się bez celu i spogląda dokoła, jakby ujrzała mnie po raz pierwszy.

O czym tak roję, usiłując ująć w karby to życie? Czy oddalam swój smutek, chyląc ku ziemi korne czoło, wnikając w przemądrzałe księgi, trwoniąc najniewinniejsze zyski świata? Czemuż nie spodobało się Bogu, bym tkwił w spokoju, i bym nie igrał z własnym cieniem?

Jacek Malczewski: Moje modele

Jacek Malczewski: Moje modele

Wśród ksiąg wypełniających moją izbę, zbyt wiele znajduje się takich, które traktują o śmierci. Nic dziwnego, że ze stronic tych nieugiętych dzieł, unosi się coś nieuchwytnego i złowrogiego, coś, co mogło wreszcie przeniknąć do mego serca, i je zagarnąć pod swą władzę.

I oto tkwię tu w kaftanie wiecznej trwogi, która tylko z rzadka rozluźnia swój twardy uścisk, jak gdybym obudził w niej jakąś litość – ja człowiek biedny – i która odnajduje mnie nieomylnie na swoim zwykłym miejscu, i nie opuszcza już przez noc.

Klęczę z brewiarzem w ręku, z twarzą bledszą niż zwykle i ostudzonym, niemym wzrokiem, oddycham z jawnym trudem, czując, że wokół mnie krąży to wszystko, co się unosi z głębin duszy. I nie porusza mnie już śpiew, i nie łagodzi recytacja, ale staję się pastwą jakiejś chimery, która bezwzględnie dzieży prawo, i która zmienia wszelkie myśli.

***

Przez dłuższy czas sądziłem, że gdy tylko moje pożądanie rzeczy światowych dozna szczęśliwie zaspokojenia, wypłynę na szersze wody, ale nic z tego – stałem się jeszcze większym odludkiem i zapragnąłem zasmucenia.

Jacek Malczewski: Rusałki

Jacek Malczewski: Rusałki

Zrozumiałem poniewczasie, że to, w czym widziałem swoją niedolę, było w rzeczywistości szczęściem, ofiarowanym z niebios, ale spowitym szatą melancholii. Wszyscy albowiem jesteśmy tak ślepi, że nie jesteśmy zdolni wyznać, czy to, co akurat otrzymujemy od życia, jest wartościowe czy też nie.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 lipca 2012 at 10:15  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/10/szalenstwo-tego-dziennika/trackback/

%d blogerów lubi to: