Poeta opowiada się za egzystencją

Max Ernst, ---

Max Ernst, —

André Gide: „Ta książka to owoc pełen piołunu; jest podobna do pustynnych arbuzów, które wyrosłe w miejscach nasyconych wapnem, pozostawiają spragnionym dotkliwsze niż oparzenia pragnienie”.

I.

Nie jestem smutny ani wesół. Sądzę, że to tutejsza aura napawa nieokreśloną egzaltacją, wprowadzającą w stan tyleż odległy od wesołości, co od zmartwienia. Być może stan ów zwie się szczęściem, ale moje niezdecydowanie w tym przedmiocie, niejasność będąca pewną oznaką uwielbienia, o ile nie oddanej sobie samej światłości, nie pozwalają na stanowczą konkluzję. Ale i ona nie jest tutaj potrzebna, gdyż nie pragnę innej pomocy poza możliwością stwierdzenia prawdy i cierpliwością jej wysłuchania.

Max Ernst: Oedipus Rex

Max Ernst: Oedipus Rex

Po cóż o tym mówić? Otóż nie posiadając przyjaciół, nie posiadając w istocie siebie samego, wybrałem egzystencję pełną wspomnień i nigdy nie przyszło mi na myśl, że można kiedyś żyć inaczej. Co pozostało z owych wspomnień? Są nieme. Nie znając siebie, dawno przestałem już pojmować, gdzie przebywam; widzę jedynie jak słabo pochyla się nade mną życie i rozpaczliwie brak mi miłości, sedna dni. Śmierć mnie musnęła zimnym tchnieniem, a jednak żyję, nadal trwam.

Dryfuję jak rozbitek na falach, co nagle spostrzegł obce światło; czuję, iż budzi ono we mnie krew. Jestże więc Miłość, co ocala? Jest gdzieś Istota wobec nas? (więcej…)

Reklamy
Published in: on 12 lipca 2012 at 11:23  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Poeta wikła się w labiryncie

"Zeszłego roku w Marienbadzie" (1961)

„Zeszłego roku w Marienbadzie” (1961)

Pierwsze lata dzieciństwa spędziłem w krystalicznej niewinności, niezakłóconej, przenajświętszej. Płynąłem wiatrem, piąłem falą, parłem rośliną ku przestworzom, łagodnie zanosiłem ptactwem. O, jak beztrosko przemijałem, niepowiązany z samym sobą!

Czysta zewnętrzność, przepływ zdarzeń nie naruszały mej istoty, tkwiłem w jej żądzy i pieściłem, karmiąc się korą nagich dębów, głaszcząc kamienie, ciepłą sierść, zanim potknąłem się w ramiona.

***

Czy człowiek, którego napotkało fatum, stał się ofiarą swej słabości, czy złośliwości innych istot, nędzną igraszką w dłoniach Boga?

"Zeszłego roku w Marienbadzie" (1961)

„Zeszłego roku w Marienbadzie” (1961)

Szatan, Chimera i Meduza z rąk li ludzkości się pobrały, czy może triumfem naznaczone, nietłumaczone, nienazwane, wzięły się z wyżyn nam nieznanych, co sieją trwogą i klęskami?

Być heroicznym, nieugiętym, zwie się niekiedy świętokradztwem. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 11:04  Dodaj komentarz  
Tags:

Nieroztropność. Ściąga z Emersona (II)

"Ostatni seans filmowy" (1971)

„Ostatni seans filmowy” (1971)

André Gide: „Był tak głupi, że nic nie można było z niego wydobyć prócz heroizmu”.

Jedyną racją, dla której człowiek przyszedł na świat, jest nieustanne bojowanie. Jego dobrobyt, jego plemię są demonami, które zajadle domagają się krwi, by ów przypadkiem nie „tańczył w szatach pokoju, ale kroczył ostrożnie, w skupieniu, nie wyrywając, ani nie obawiając się pioruna” (R. W. Emerson). Aby czuł bohaterstwo w kościach, lecz nie zaprawiał go rozsądkiem i przypisywał słuszność sobie.

Nieroztropność, nosząca niekiedy miano bohaterstwa, nie dba o własną sławę i gardzi życiem jako takim. Ujmując sprawy w swoje dłonie, szydzi równo z motłochu, co i plutonu egzekucyjnego. W bezwzględnej frondzie własnych prawd i nieomylnie wzniosłych czynów, podąża bez wahania naprzód, rychło stwierdzając swoją moc.

"Ostatni seans filmowy" (1971)

„Ostatni seans filmowy” (1971)

Nieroztropność jest gotowa stanąć w pojedynkę do krwawych zapasów z przeważającą siła wroga, szermując hasłem cnego męstwa i namawiając nań żołnierzy. Pod jej urokiem chętnie wyrzekają się oni spokoju i elementarnych zasad bezpieczeństwa, a nawet przypisują wojnie wartość pociągającą i odżywczą.

Upojoną energią i mocą, i zahipnotyzowaną samą sobą nieroztropność, przenika upojne drżenie i niewzruszoność wyższej woli; posuwa się ona ze śpiewem na ustach, niejako w takt własnej muzyki, tak w czas pokoju, jak i wojny. W podkasanej i rozhisteryzowanej czynem jest wówczas coś niefilozoficznego i nie-świętego, coś stawiającego opór sądom, głosowi ludzi wielkich i dobrych. Staje się ona opozycją, nieposłuszeństwem wolnej woli, czystym impulsem dla pogardy. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:54  Dodaj komentarz  
Tags:

Lęk przed transcendencją. Szkice z Kołakowskiego (II)

"Andriej Rublow" (1966)

„Andriej Rublow” (1966)

Prawdziwy Stwórca jest Bogiem cierpiącym, a zatem Bogiem wyszydzającym własną boskość, jak to uczynił Chrystus własnym ciałem.

Jest to Bóg nadreńskich mistyków, projektujący swoją duszę w świat i przyoblekający ją w ciało po to, by ją na nowo zrodzić w ludzkiej duszy.

***

Andriej Rublow: Archanioł Michał

Andriej Rublow: Archanioł Michał

Angelus Silesius: „Zaprawdę Bóg jest niczym, a jeśli jest czymś – to tylko we mnie, skoro wybrał mnie dla mnie”.

Wszyscy uczestniczymy w Niewysłowionym, a zatem w każdym z nas tkwi coś z Niewysłowionego.

***

Heinrich Böll: „Minuta nadziei – dwadzieścia trzy godziny i pięćdziesiąt dziewięć minut rozpaczy. Tym żyję”.

Wolę balansować niewyrażalnie na krawędzi nieznanej otchłani niż zamknąwszy rozmyślnie oczy, twardo przeczyć jej obecności. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:47  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Roztropność. Ściąga z Emersona (I)

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Bernard z Clairvaux: „Sprawiedliwość, by była sprawiedliwością, musi uczynić swoją normą umiarkowanie (…) Znaczy to, że nie można pochwalać takiej sprawiedliwości, której umiarkowanie nie wyznacza właściwych granic”.

I.

Pragnąłbym wypowiedzieć się na temat roztropności, aczkolwiek nie wiem, czy mam do tego moralne prawo – ja, który jej nie posiadam w stopniu wystarczającym, a i ta garść nie wydaje się darem pierwszego sortu.

Roztropność moja polega – jak zauważył Ralph Waldo Emerson – na „unikaniu i obywaniu się bez środków i metod, a nie na ich wynajdywaniu, naprawieniu”. Trafna diagnoza, jako że nie dysponuję ani umiejętnością należytego wydawania pieniędzy (których w istocie nie zarabiam), ani walorem tak zwanej utylitarności społecznej, do której zobowiązują nowe czasy.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Mam wszelako prawo do pisania i formułowania swych opinii, także a propos roztropności, gdyż wielbię fakty i rozwagę, miłuję świętość i cny czyn.

Będąc osobno poetą, czynię to przy tym z niekłamanego natchnienia i woli, z chęci sprzeciwu i doświadczania – doznania wzgardy ze strony prostactwa, jak i samej roztropności, którą poważam się malować. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:36  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Pod słońcem Bernanosa

Brassai, ---

Brassai, —

W godzinie zmierzchu, bezbrzeżności, w której horyzont barwy kości słoniowej dotknięty samotnością i lodem milczenia, przekształca, przeistacza się w krew mroczniejącą w martwym sercu, w godzinie tej poeta destyluje w swoich myślach życie, waży jego esencję na szali, aby wydzielić złowrogą treść, rozkapryszoną i zatrutą.

Zapadający rdzawy zmierzch wypełnia tumult wątłych rąk, pęcznieją usta, błyszczy wzrok, on zaś „łokciami wsparty o marmurowy blat stolika, patrzy, jak otwiera się noc niczym lilia” (G. Bernanos).

***

Przypadki są bez znaczenia; tragedię nosi się już w swoim sercu.

***

W cudzym cierpieniu rozkwita nienawiść do własnego upodlenia.

***

Brassai, ---

Brassai, —

Jestem już w wieku, kiedy sam na sam z kobietą, staje się nazbyt szybko nieznośne.

***

Chełpiłem się z pozy uważnego obserwatora, usiłującego podążać krok w krok za namiętnością, za polorem, kapryśnym znakiem namiętności, mocniejszym w treści, nieuchwytnym, jak błyskawica, jak mdły ton. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:26  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Lęk przed transcendencją. Szkice z Kołakowskiego (I)

"Kontrakt rysownika" (1982)

„Kontrakt rysownika” (1982)

Heinrich Böll: „Kiedy mogą na podstawie liczb dowieść, czego potrafią dokonać, upajają się tą bezsensowną nicością, złożoną z kilku cyfr […] Uwielbiają czas przyszły złożony – czas przyszły złożony to ich specjalność”.

To, co przez wieki stanowiło oś metafizycznej refleksji: byt oraz niebyt, dobro, zło, ja oraz wszechświat, zostało wyszydzone i odepchnięte ze wzgardą na bok.

Wszelako problem nie ustąpi; żadna banicja i stłumienie nie są w stanie unicestwić nieusuwalnych aspektów ducha, które przetrwają katastrofę w podziemiach: ranne i uciszone, w formie spaczonej i pokrętnej, w każdym razie ekskomunikowane ze świadomości, lecz pulsujące, lecz podskórne.

***

"Kontrakt rysownika" (1982)

„Kontrakt rysownika” (1982)

Filozofia jest umiłowaniem mądrości, ale jest to afekt niepozwalający na spełnienie.

Nie chodzi tu o efekt mniej bądź bardziej próżnego dociekania, o jego owoc dotykalny, co o badanie samo w sobie, spozierające za zasłonę, pragnące nie tyle ją zedrzeć, co stawiające w sytuacji wiedzy o jej istnieniu, o jej trwaniu.

W tym sensie filozofia jest, jak pragnął Karl Jaspers, raczej wezwaniem do beznadziejnych poszukiwań wiedzy, niż samą wiedzą, sytą w sobie. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:20  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

Oczarowania i rozczarowania (II)

"Czerwona pustynia" (1963)

„Czerwona pustynia” (1963)

Wzgórza, jedne po drugich, wyłoniły się zza morza mgieł i przedłożyły pielgrzymowi, mnożąc doliny i krawędzie odcinające się lotem ptaków, ciągnących brzegiem pod chmurami, co się rozpędzą, oddalają, jak turnie grani, jak zły sen.

Ciężar cierpienia, bezbronności, nosimy w sobie przytuleni, tląc się w ukryciu i bez siły pod jakimś mostem, pod platanem, i każdy sądzi, że jest godzien, i że miłuje z wzajemnością.

***

"Czerwona pustynia" (1963)

„Czerwona pustynia” (1963)

Pragniemy wierzyć, przypuszczamy, że chwila ulgi nie nadeszła, że się rozpocznie, rozpłomieni cieniem przyszłości, nurtem życia.

Tak się boimy, tak lękamy pośrodku lustra zgasłej wody, co nas okala niemym gestem, co nas odcedza cegłą mgieł.

Jak nasze cienie tracą wzrok…

***

Śniłem z szeroko rozwartą twarzą, a zmrożony pejzaż szczelnie rozsnuwał zbędny kokon. Byłem kolumną, prętem klęski, cisnącym serce, rwącym garść. Jak potworniałem, jak zastygłem. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:09  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Przytomność tego rozdwojenia

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Kościół spoczywał we mgle indygo, w szponach błękitu tężejącego w atramentową czerń, u szczytu schodów, przed mym wzrokiem. Zrywał się ku mnie rannym graniem, powiewem wiatru nicującego niemilknącą głuchość dzwonów. Zastygły w pozie, zbuntowany, zrazu nuciłem im do wtóru, aż pordzewiały w głębi duszy, aż się przeistoczyły w bryłę rudy, świetlisty poblask, co roztrwania, brylanty rosy, szmery drzew.

Stałem u progu zakrystii, gnąc się w rytm rozbujanej kadzielnicy, w akordzie organów tępo wybijających rytm, co falowały z chóru, krypty, rozbierające rozżaleniem, przenikające fibry zła. I ja w tym tkwiłem, tym uczuciu, bezimienności, odrętwieniu, i porywałem je wraz z sobą, gdy pośród hymnów i zgryzoty, usiłowałem dotrzymać kroku Najwyższemu.

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Przylgnąłem drżący i mimo woli do drwa framugi, do jej słojów, sądząc czy może przeczuwając niepowstrzymany strumień myśli, co grał obrazem chorej psyche, jej zgniłych mroków, jej trzęsawisk.

Zamknięty w murach, osaczony, trawiony wizją serii doznań, złością przedmiotów, wśród rozmyślań, upadałem na skutek gorączki sumienia, jego miazmatów i płomieni. I spontanicznie popadałem w obłęd. (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 10:04  Dodaj komentarz  

Wielka Wojna Jakuba Thibault (II)

Jacek Malczewski: Krajobraz z Tobiaszem

Jacek Malczewski: Krajobraz z Tobiaszem

Chrześcijanin to człowiek wierzący, ja zaś jestem kimś, kto rozmyśla i kto rozmyślnie trawi dnie, jeden za drugim, na różne sposoby myślenia, na niezliczone warianty pojmowania życia. W tym sensie mógłbym się nazywać człowiekiem myśli acz nie wiary, istotą, która żywi jakieś poglądy, lecz nie jest zdolna przyjąć Łaski.

I tak się błąkam, powątpiewam, szukam na prawo i na lewo, w sprzecznych twierdzeniach, aksjomatach, jakie spostrzegam i hołubię, w których się nurzam i podsycam, w jakich odkrywam tautologie, a może nawet przedmiot wiary.

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (IV)

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (IV)

Jestem niedoskonałym dyletantem, racjonalistą, protestantem (cokolwiek to słowo miałoby oznaczać), pielęgnującym suwerenność badania i sumienia, wolność poglądu i rozumu.

Szczerze sympatyzuję z Bogiem i religią, i daję się unieść sakramentom, ale odnoszę obsesyjne wrażenie, iż nie zawsze zmierzam do celu przez Kościół danego, i że zatruwam Jego mury. Jakże ciążyć musi ta moja biedna obecność, owa prezencja nieśmiałego, który od zawsze waha się i pragnie sądzić swą doktrynę!

Pozwolono mi pójść wraz ze wszystkimi do ołtarza, lecz może nie było w tym racji, w tej akceptacji zgubnej manii, jaką jest intelektualny dyskurs: suchy, dwuznaczny i zaraźliwy. I czyż nie będzie dalej tak, że cały świat odczuje wątpliwość, że przyoblecze się w wahadło, usiłujące dotknąć pełni? (więcej…)

Published in: on 12 lipca 2012 at 9:43  Dodaj komentarz  
Tags: ,