Poeta opowiada się za egzystencją

Max Ernst, ---

Max Ernst, —

André Gide: „Ta książka to owoc pełen piołunu; jest podobna do pustynnych arbuzów, które wyrosłe w miejscach nasyconych wapnem, pozostawiają spragnionym dotkliwsze niż oparzenia pragnienie”.

I.

Nie jestem smutny ani wesół. Sądzę, że to tutejsza aura napawa nieokreśloną egzaltacją, wprowadzającą w stan tyleż odległy od wesołości, co od zmartwienia. Być może stan ów zwie się szczęściem, ale moje niezdecydowanie w tym przedmiocie, niejasność będąca pewną oznaką uwielbienia, o ile nie oddanej sobie samej światłości, nie pozwalają na stanowczą konkluzję. Ale i ona nie jest tutaj potrzebna, gdyż nie pragnę innej pomocy poza możliwością stwierdzenia prawdy i cierpliwością jej wysłuchania.

Max Ernst: Oedipus Rex

Max Ernst: Oedipus Rex

Po cóż o tym mówić? Otóż nie posiadając przyjaciół, nie posiadając w istocie siebie samego, wybrałem egzystencję pełną wspomnień i nigdy nie przyszło mi na myśl, że można kiedyś żyć inaczej. Co pozostało z owych wspomnień? Są nieme. Nie znając siebie, dawno przestałem już pojmować, gdzie przebywam; widzę jedynie jak słabo pochyla się nade mną życie i rozpaczliwie brak mi miłości, sedna dni. Śmierć mnie musnęła zimnym tchnieniem, a jednak żyję, nadal trwam.

Dryfuję jak rozbitek na falach, co nagle spostrzegł obce światło; czuję, iż budzi ono we mnie krew. Jestże więc Miłość, co ocala? Jest gdzieś Istota wobec nas?

Max Ernst: Ubieranie panny młodej

Max Ernst: Ubieranie panny młodej

Ileż to razy pogrążony w samotności bez biegu godzin, deszczu fal, przeżywam w sobie ową powolność nic nie czynienia w oczach Boga, wzlatanie cieniem przed zegarem słońca. Siedzę i obserwuję jak przesuwa się jego napięta linia i wchłaniam pustość nagich myśli, które są męką, osłabieniem; oddycham z trudem, czytam słowa i to zajmuje mnie bez reszty.

Uświadamiam sobie, że to, co dotychczas pojmowałem w kategoriach życia, jest zawieszeniem w niemej próżni, nieokreśloną beznadzieją, pomiędzy fobią a niewiarą, i że istota tej egzystencji znajduje się pod nieustannym ostrzałem, została zaatakowana zjadliwie u podstaw, w samym jej centrum, w miękkim jądrze. „Liczny, aktywny wróg żył we mnie” (A. Gide).

Niepełność i chaotyczność mojej relacji wobec świata była zamierzona. Nie żywiłem nadziei, nie przejawiałem sił, aby podtrzymać bycie ciała wraz z trwaniem ducha, wraz z umysłem. Troskę o nie pozostawiłem bezmyślnemu korowodowi godzin, w których mniemałem czuć się lepiej.

Max Ernst, ---

Max Ernst, —

Już od samego rana ogarnięty obsesją narastającego zmęczenia i tkwiący bezsilnie w fotelu, egoista, zobojętniały na bieg zewnętrzności, celebrowałem wyłącznie mój oddech. Oddawałem się mu z wyjątkowością precyzji, starannie i metodycznie, dogadzający słabej woli.

Cierpiałem zarówno na zimno, jak i gwałtowne uderzenia ciepła, którym ofiarowałem własną histerię, nie przestając dygotać, aż się pociłem, po czym drżałem i zakrywałem nagie członki. Skontrastowane partie mego ciała na przemian lodowaciały to okrywały się wodą, tężejąc w pożyłkowany marmur, którego nic nie było w stanie rozgrzać. Nadczułość stała się wieńcem mej udręki.

II.

Max Ernst, ---

Max Ernst, —

Nadczułość jest koroną rozkoszy, a wszystko, co „niegdyś mi wadziło, stało się dla mnie mocne” (A. Gide).

Z dna mej przeszłości zapłonęły tysiące liliowych świateł, wychynęły się prawa dni zagubionych w mej pamięci, tysiące odzyskanych odczuć. Ponownie uświadomiwszy sobie istnienie zmysłów, oddaję się ich radosnemu poznawaniu. Tak, wreszcie żyję! Rozpromieniony, rozbudzony, świetlisty, odtwarzający własną przeszłość, w której już trwałem przed wiekami, przez lata badań, lata błąkań.

I oto uczę się ich na pamięć, tych moich zmysłów, które skryte, drżą swoim rytmem wokół ciała, czyniąc je żywym, „bardziej żywym – aniżeli mógłbym to sobie wyobrazić – z umysłem ociężałym od szczęścia” (A. Gide).

Płonąc gorączką szczęśliwości, która jest życiem w całej pełni, podnoszę się w uśpiony podmuch południa i nasłuchuję śpiewu ptaków, które rzucają krótkie dźwięki poprzez szerokość sąsiadującego podwórka. Stojące w regularnych odstępach śliwy karmią się własnym cieniem, pulsując porannym unieruchomieniem wśród zwichrowanych płatów trawy.

Max Ernst: Miasto

Max Ernst: Miasto

W tym wszystkim jest moja cząstka, bez nazwy i bez koloru, przenikająca swym spokojem, zachwycająca niemą ciszą, jak nagi protest, jak zły bunt, wola zakosztowania dziejów – tragiczne pragnienie życia, gwałtowne i dokuczliwe, tak władcze i cudowne zarazem.

W trakcie choroby żyłem bez planów na przyszłość, bez egzaminów i bez praw, pragnąc po prostu zaistnieć, jak czynią to żaba bądź szpak. Lecz oto jestem odmieniony i otoczony przez precjoza chwili, która nie absorbuje już chorobą, i która dzieli mój czas pomiędzy teraźniejszość a miniony smutek, i jest peanem świadomości.

Max Ernst, ---

Max Ernst, —

Poczucie rzeczywistości unicestwiło we mnie dawne upodobania, a odległość dziejów stała się w moich oczach przerażającą martwotą, znieruchomiałym cieniem śmierci, ruchem bezwładu, który zezwalał na precyzyjną pracę umysłu, na beznamiętne katalogowanie faktów, których obecność jawiła się teraz czymś pozbawionym zasadności i których „idealna suchość pozwalała mi zapomnieć, że dawniej, bogate soki żyły w słońcu” (A. Gide).

Jakże radosnym jest istnienie wyrastające na ruinach śmierci! Jakże żałosną moja wiedza. Cóż ja w istocie wiem o sobie, o tym człowieku, co się rodzi, co wnet przybierze nowy kształt? Tego trzeba się będzie dopiero nauczyć; odzyskać to, co muśnięte skrzydłem nędzy, co było iluzją czystej wiedzy, lecz taką nie jest i nie będzie.

Max Ernst, ---

Max Ernst, —

Ważne się stały inne nazwy, te których trwania nie podejrzewałem, nie przypuszczałem ich wartości, tak śmieszne były w moich oczach. Stos pustej wiedzy ciążący na mym sercu kruszy się groźnie cal po calu, odchodząc zmurszałą farbą i odsłaniając nagi szkielet: ciało istnienia, ciało wiary. I to jest droga prawdziwości, droga zniszczenia się w zarodku, trakt by odzyskać autentyczność: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24).

Odcyfrowanie istoty prawdziwej jest osią naszej egzystencji, spowitej zasłoną nawarstwień, zatartej i żmudnej do odczytania jak wysmakowany palimpsest, odkryty trudem uczonego. Czym był ów cenny tekst przysłonięty? Czym zabrudzony, zamazany? Cokolwiek to było, należało owe nawarstwienia strzasnąć raz na zawsze.

Max Ernst: Ubu Imperator

Max Ernst: Ubu Imperator

Nie jestem więc już istotą słabowitą i niegorliwą w pracach ducha, omdlałą orchideą spętaną w całun bezbronności. I jest w tym coś więcej aniżeli rekonwalescencja; tkwi we mnie rozrost i bujność życia, przypływ bogatszej krwi, która przepoi każdy zamiar, jeden po drugim, bez wytchnienia, poruszy wszystko i zabarwi, najdelikatniej, najsekretniej.

Mój mózg spoczywa teraz w cichym zagłębieniu. Leży odłogiem, beznamiętny, gdyż całą namiętność kieruję w siebie, w rzeczy, istnienie, wydarzenia; pędzę po stromej ścieżce życia.

Przenikające ciepło pól, bezmiar powietrza, nagość skał – wszystko napełnia mnie świeżością, urokiem trwania i istnienia, zadowolenia wśród radości: lekkiej, przejrzystej, transparentnej, w której wspomnienia i nadzieje, żale tęsknoty lub pragnienia, przeszłość i przyszłość tkliwie milczą, nie wiedząc o życiu zgoła nic prócz tego, co niesie ze sobą chwila.

Max Ernst: Dzień i noc

Max Ernst: Dzień i noc

Lecz cóż jest warta wizja szczęścia, tak nieznacząca, tak spokojna? „Najpiękniejsze ludzkie dzieła dotyczą spraw niezmiernie bolesnych, a szczęście można ująć w słowach kreślących jego przygotowanie bądź niszczenie, unicestwienie bezpowrotne” (A. Gide).

III.

Przez jakiś czas ulegałem złudzeniu, że większość znanych mi osób odznacza się nazbyt uproszonym spojrzeniem na życie, a jeśli w jakimś stopniu rozumieją byt, to nie okazują tego, zadowalając się czystym udawaniem trwania, i niewiele brakuje, aby uznali, iż życie jest irytującą przeszkodą w samym życiu.

Max Ernst: Podejrzana kobieta

Max Ernst: Podejrzana kobieta

Ale co ja właściwie pojmuję pod frazą: życie? Czyż nie jest raczej tak, że chętnie wiodę dysputy o najosobliwszych przejawach egzystencji, nie pochylając się nad tym, czym są one umotywowane? Tak, nie potrafię wyjaśnić, co pojmuję pod słowem „żyć”, ani mojego upodobania do nieskrepowania, do pełniejszego trwania w czasie, uwolnionego z pęt przymusu i konieczności liczenia się z tłumem. Jest to „sekretem wskrzeszonego” (A. Gide), gdyż w stosunkach z innymi pozostaję niezmiennie obcy, jak ktoś powracający z krainy umarłych.

Przerywam na ten czas formę kokonu, w jakiej znieruchomiałem i stwardniałem, przeciwstawiając się doskonałemu zespoleniu umysłu z naturą. Wypływam na powierzchnię społeczeństwa jak wydzielina uporczywie czepiająca się życia i jego przejawów, by móc rozkwitnąć, wznieść się w pąk.

Max Ernst: Ogrody Francji

Max Ernst: Ogrody Francji

Tutaj czuję w sobie osobność, różnienie się od innych właściwie czymś należącym do rzadkości, tym, co przydaje mi ceny, i czego nie chcę zniszczyć pod pozorem miłości do życia, do tych jego symptomów, które wskazują na wykoncypowany wzór, na prawa naśladownictwa.

Moje życie stało się czymś na przemian sennym i rozognionym, a jednak nie rezygnuję zupełnie z twórczej pracy i każdego dnia podsycam w sobie godziny, aby rozmyślać o tym, co powinienem jeszcze przekazać. Zauważam przy tym, że dawne badania i dociekania natury psychologicznej, ugruntowane na chlubnej przeszłości, stały się niewystarczające. I wiem już, że „nagabując zmarłych nie zdołam uzyskać od nich jakiejś tajemniczej wskazówki dotyczącej życia” (A. Gide).

Max Ernst: Słowik

Max Ernst: Słowik

Cóż zatem mógłbym jeszcze dokazać, jak siebie oddać, co uczynić? Czy to, co dotychczas w znikomym stopniu przekazałem innym, jest zgoła wszystkim? Czy nic nie zostało pominięte, nic zatracone, odepchnięte? I każdej chwili płonie we mnie przytomność nieprzebranych bogactw, których jeszcze nie tknięto, które tkwią tu przysłonięte przez czas i społeczność, udrękę i Los.

I myślę o tylu mękach i o łzach, jakimi przyszło mi okupić własne powołanie, i wiem, że są radości „silne dla silnych, a słabe dla słabych, których silne ranią” (A. Gide), i przyjemności, co upajają się same sobą, i które niszczą ludzi wątłych, unicestwiają ich w zarodku.

Nie chcę, nie pragnę wypoczywać, osiąść wśród mdłego blasku szczęścia, co jest doktryną filozofii i nagich poetyckich ścian. Nie zamierzam odseparować się od życia, teraźniejszości wątłych bram, ulec egzaltacji i hegemonii ideałów. Nie chcę, aby moje życie, życie artysty stało się samospełniającą realizacją literacką, scenariuszem mojej niewyszukanej filozofii, ale aby wtopione w samo życie, zamiast się wspólnie ignorować, odżywiały się i zasilały nawzajem, tak by zachwycić, oddziaływać.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 12 lipca 2012 at 11:23  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/12/poeta-opowiada-sie-za-egzystencja/trackback/

%d bloggers like this: