Przytomność tego rozdwojenia

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Kościół spoczywał we mgle indygo, w szponach błękitu tężejącego w atramentową czerń, u szczytu schodów, przed mym wzrokiem. Zrywał się ku mnie rannym graniem, powiewem wiatru nicującego niemilknącą głuchość dzwonów. Zastygły w pozie, zbuntowany, zrazu nuciłem im do wtóru, aż pordzewiały w głębi duszy, aż się przeistoczyły w bryłę rudy, świetlisty poblask, co roztrwania, brylanty rosy, szmery drzew.

Stałem u progu zakrystii, gnąc się w rytm rozbujanej kadzielnicy, w akordzie organów tępo wybijających rytm, co falowały z chóru, krypty, rozbierające rozżaleniem, przenikające fibry zła. I ja w tym tkwiłem, tym uczuciu, bezimienności, odrętwieniu, i porywałem je wraz z sobą, gdy pośród hymnów i zgryzoty, usiłowałem dotrzymać kroku Najwyższemu.

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Przylgnąłem drżący i mimo woli do drwa framugi, do jej słojów, sądząc czy może przeczuwając niepowstrzymany strumień myśli, co grał obrazem chorej psyche, jej zgniłych mroków, jej trzęsawisk.

Zamknięty w murach, osaczony, trawiony wizją serii doznań, złością przedmiotów, wśród rozmyślań, upadałem na skutek gorączki sumienia, jego miazmatów i płomieni. I spontanicznie popadałem w obłęd.

***

Byłeś zawsze swobodnym, wesołym i chciwym życia młodzieńcem – mówi matka – Cóż cię tak do cna wytrawiło, co spopieliło śpiewność treści?

Cóż tak gwałtownie, tak stopniowo, pędząc powoli i pełzając, wynaturzyło widok ludzi, ich prężność torsu, śniadą płeć? Skąd ta bezczynność męża w sile, co wątpi w stałość, w nieruchomość?

***

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Im usilniej podejmuję trud, by potrącić struny mojego nastrojenia, które tak wdzięcznie brzmiały ongiś, tym głębiej czuję, tym dobitniej, iż zimna ręka przeznaczenia więzi mnie w garści i klinuje. I tak z pękniętej i wzruszonej wśród przygód lutni drgają tony – akord fałszywy, nie na czasie.

***

Jestem tym, kim się wydaję, i nie wydaję się tym, kim jestem naprawdę. Któż to jest, ta osobliwa zagadka, ta wielość bytu, ta dwuznaczność?

***

Pozostaję z duchem świata w stopniu daleko bardziej ściślejszym, a tym samym o wiele luźniejszym z własną mą duszą, aniżeli śmiałem dotąd przypuszczać.

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

I chociaż na modłę idioty, czuję się poruszany przez takie same prawidła, te same treści, co uchodzący za przejaw zdrowia ogół, to transponuję je na fenomen, na obcość brzmienia, akord zły, który sprawia, iż słysząc z oddali mój własny głos, znajduję echo sobowtóra, drżę zdjęty grozą i przestrachem.

***

Wokół mojej niewygodnej postaci żywa fantazja tutejszych ludzi osnuła z czasem całą legendę, i bez mojego w tym udziału, uczyniono ze mnie coś na kształt psychopaty.

***

Stawiam Sztukę powyżej wszelkich zaszczytów i posiadłości ziemskich, a inne czyny i dążenia zdają się w oczach moich listowiem i opłakanym marnym szykiem.

I nie potrafię minąć Sztuki.

***

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Chociaż czuję się znacznie zdrowszy na umyśle, to dostrzegam w sobie jakiś stan nieczucia, drętwą martwotę, co powleka obraz zrudziałym kirem dawnej czerni, jaki się budzi i zatraca, i mknie przez wnętrze i pustkowia, tak że jego kontury tracą koloryt, trwonią ostrość, tonąc w szarości bezgranicznej i potęgując lęk o przyszłość.

***

Starałem się pozbyć przeszłości, tak, aby zatrzeć jej ślady i znajdowałem pociechę w tym, iż na życie spoglądałem wzrokiem gasnącym i nieżądającym ani chwili, jako na przecierpiane bezpowrotnie. Pragnąłem wlać w nie nowe tchnienie, jak gdyby w wyższej formie ducha, wysubtelnionej, nienagannej, co zacierała wszelkie echa – aż się podniosły, aż zamilkły.

***

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Popołudniami kieruję swoje kroki w miejsca publicznych przechadzek, lecz zła samotność pośród tłumu ożywionego falą zjawisk, gryzie mnie w oczy i napełnia, przynosząc gorycz dawnych dni.

Pragnąłem nie być znanym innym i mieć się zawsze na baczności, już nie przypuścić cudzych warg i nie zezwolić na przeczucia. Prowadząc grę osobliwą i dziwną, nie wiedząc zgoła kimże byłem, rzucam się oto w obce strony i je zamykam w swoim łonie: ich dobroczynność i straszliwość, ich zaraźliwość, ich mdły czar.

Tułając się, tulę czoło do ziemi, jak niemy pielgrzym, jak Anhelli.

***

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Wytrącony z wszelkich stosunków społecznych i oddany na pastwę przypadku, błąkam się po tej okolicy bez złudzeń, nierozpoznany i niezakorzeniony, wyrwany z sercem i skrzydłami.

***

Rozdwojony sam w sobie stałem się bytem wieloznacznym i niepojętym ponad miarę.

Przytomność tego rozdwojenia, co mię przeżarło, rozłupało, rozsupływało mą istotę, jest świadectwem własnej siły i sieje wiarę przyszłych przeczuć, przyszłych potyczek oraz zwycięstw.

***

Samotny przebiegam pola i lasy, myśląc wyłącznie o powołaniu, patrząc nań oczyma głodnego, utęsknionego i niezaspokojonego. Myślę o tym, to znaczy silniej wzrasta we mnie pewność, iż przeznaczenie, ciemne moce tak się splątały, znarowiły, że to, co pojąłem jako klęskę, jest wypełnieniem dożywocia, jednostajnego, szyderczego.

***

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Wspominam poszumy fal, przywołuję szelesty rannych drzew i zagłuszony koncert nocy. Dobywam z dłoni kwiaty o jasnych oczach i promieniach, które objąłem, pozdrowiłem. Porwę je w błękit przeznaczenia na rozwiniętych skrzydłach tęsknot.

***

Misterium pozostanie niespełnione i ciemne moce nim zawładną. Przypływ nadziei jest utratą i rozbieloną pieśnią dnia, a życie niesie skargę dalej, gra ją samotnie, niewzruszone, i z potępieniem ćwiczy tren. I jestem pośród opróżniony, i trwam bez ruchu, w brzasku dnia, w przepastnym bólu ciemnej celi, w jej zmarłym cieniu, morzu łez.

Swym krwawym potem zraszam łoże, westchnieniem pełnię w sobie noc, mknę w korytarze jej miękkości, jej posępności, jej złych cnót. I jestem śmierci cichym pędem, jej uzbrojeniem, pięścią łez. I brakiem śmierci, bezbronnością, niepowstrzymaną pustką dni.

***

"Zawrót głowy" (1958)

„Zawrót głowy” (1958)

Coraz to silniej przeciągał wiew powietrza i już nie śniłem, a płynąłem w arkanach hymnu, lilią słów, do wtóru lasu, co rozgadał, co rozkołysał dźwięków tron.

W zakolach sosen, w nagi świt, co igrał ze mną, hałasował, i co poszumem dławił dech, ciągnąłem naprzód nieprzerwanie, aby nie upaść, aby biec mocą do toni nieprzepartej, tuż przez zarośla, resztą sił.

A gdy dotarłem, już objąłem ów próg śmiertelny, tłusty mech, niknąłem w senność, głuchą słabość, co się osuwa na kolana, co się oddaje jękom fal.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 12 lipca 2012 at 10:04  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/12/przytomnosc-tego-rozdwojenia/trackback/

%d blogerów lubi to: