Roztropność. Ściąga z Emersona (I)

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Bernard z Clairvaux: „Sprawiedliwość, by była sprawiedliwością, musi uczynić swoją normą umiarkowanie (…) Znaczy to, że nie można pochwalać takiej sprawiedliwości, której umiarkowanie nie wyznacza właściwych granic”.

I.

Pragnąłbym wypowiedzieć się na temat roztropności, aczkolwiek nie wiem, czy mam do tego moralne prawo – ja, który jej nie posiadam w stopniu wystarczającym, a i ta garść nie wydaje się darem pierwszego sortu.

Roztropność moja polega – jak zauważył Ralph Waldo Emerson – na „unikaniu i obywaniu się bez środków i metod, a nie na ich wynajdywaniu, naprawieniu”. Trafna diagnoza, jako że nie dysponuję ani umiejętnością należytego wydawania pieniędzy (których w istocie nie zarabiam), ani walorem tak zwanej utylitarności społecznej, do której zobowiązują nowe czasy.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Mam wszelako prawo do pisania i formułowania swych opinii, także a propos roztropności, gdyż wielbię fakty i rozwagę, miłuję świętość i cny czyn.

Będąc osobno poetą, czynię to przy tym z niekłamanego natchnienia i woli, z chęci sprzeciwu i doświadczania – doznania wzgardy ze strony prostactwa, jak i samej roztropności, którą poważam się malować.

W swoim eseju na temat, Ralph Waldo Emerson, klasyfikuje ludzkość na trzy partykularne, acz powiązane ze sobą kręgi, których obecność została zdeterminowana skalą pożytku, jaki odnoszą z bezpośredniej relacji do świata. Zamierzam się im przyjrzeć zgodnie z intencją autora.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

I tak, klasa o najuboższej wadze ducha żyje wyłącznie, (choć właściwszym terminem byłoby tutaj słowo „egzystuje”), aby „osiągnąć pożytek symbolu”, to znaczy zdrowie i bogactwo materialne.

Klasa druga obrała sobie za cel „piękno symbolu”, rafinując na tej podniosłej drodze właściwe żądze przyrodniczo-naukowe, także podniety literackie i artystyczne.

Trzecia z zaproponowanych przez Emersona warstw przekracza obie pozostałe, mijając tak piękno zmysłowe, jak i pożytek symbolu po to, aby posiąść „piękno rzeczy oznaczonej”. To nasi mędrcy, przewodnicy.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Każda z klas oferuje pozostałym coś odrębnego, jakąś osobną ingrediencję, bez której pojęcie całokształtu, pewnej homeostazy, może w ogóle życia jako procesu, nie mogłoby zaistnieć. I podczas gdy pierwsza roztacza wizję zdrowego rozsądku, druga ze smakiem łudzi zmysły, trzecia natomiast wyposaża w „duchową zdolność postrzegania”.

Autor „Man the Reformer” z optymizmem właściwym pozytywistom połowy XIX stulecia, stoi przy tym na stanowisku, że przynajmniej jeden raz w ciągu dłuższego czasu, człowiek przechodzi całą zaproponowaną skalę, z czym ja – piszący te słowa – nie jestem jednak w stanie się zgodzić.

Odnoszę raczej wrażenie, iż my, u progu nowej ery, tępo brniemy w hedonizm, grzęznąc w jego miazmatach i przyzwalając na roztropność podłą, którą Emerson określa mianem „nabożeństwa do materii”. Zanurzamy się w uniwersum przepełnione słowami i czynem, skoncentrowanymi na genitaliach i podniebieniu, najprostszych zmysłach, najuboższych.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Tak kuriozalnie pojęta roztropność chętnie omija regułę trzech sfer, gdyż nie intrygują jej dwie pozostałe. Nigdy nie bruka się kulturą, objawiającą wyższe pochodzenie świata zjawisk i zmierzającą do udoskonalenia człowieka Bożego, podczas gdy o duchu można by rzec, że już zapomniała jego istnienia. Rzadko pożycza i oddaje, i monotonnie międli kwestię: Czy będzie z tego kiedyś chleb?

To spotwornienie jest zniszczeniem naskórka ludzkości, jej intymnych organów. Dlaczego nie chce o tym wiedzieć?

Fałszywa roztropność, która uczyniła ze zmysłów wartość ostateczną, jest „bogiem głupców i tchórzy”, i – co należy uprzytomnić – nie zasługuje na cień szacunku z mojej strony, nawet jako przedmiot farsy. Jest to hybryda i kuriozum, niedopuszczające do hedonii wiedzy świata wewnętrznego, a zarazem strojące z niej żarty.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Z drugiej strony niepokojący jest fakt, iż tak zwany ogół zaniedbuje prawa elementarne, z których niezbicie wynika, iż zaniedbana, wzgardzona natura karze za wszelkie zohydzenie roztropności, za zaniedbanie wobec niej.

Jeżeli dopuszczamy się ubóstwienia zmysłów, to znaczy konstytuują one w naszym życiu wartość najwyższą, ostateczną, ich przyrzeczenia oraz prawa są naszym Bogiem, są wyrocznią. Po cóż zarazem wielbić duszę? I odwrotnie – skoro łakniemy darów ducha, niech one wiodą nas bezbłędnie, a słodycz zmysłów nie upaja, zanim dojrzeje w ciężki owoc, zanim się rozpromieni w czar.

II.

Bernard z Clairvaux: „W środku znajduje się miara, a miara jest cnotą. Przebywanie poza środkiem mędrcowi wydaje się wygnaniem. Dlatego nie chce mieszkać daleko, bo znalazłby się poza środkiem”.

Lecz jakiż to człowiek może posądzić innego o nieroztropność i któż na tym świecie jest roztropny, i to w dobie, kiedy w naszym stosunku do natury nastąpiło jakieś pęknięcie, jakieś fatalne przesunięcie, zniekształcające modus życia i deformujące każde prawo do pozycji wroga?

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

W czasach depresji cnoty i mądrości, poezja i rozum winny się łączyć dla pożytku wielu, winny stanowić nowe prawa. Poeta w roli prawodawcy przekuwa najśmielsze liryczne natchnienie w formę miłości, nie obrazy, zwiastując kodeks codzienności, etykę ganiącą nie słabość, ale wznoszącą ku pryncypiom.

Jednak wszystko wskazuje na to, że te dwa zbiory rozstały się ze sobą w toku dziejów i nie znajdują pojednania. „Gwałciliśmy jedno po drugim – relacjonuje Emerson – aż stanęliśmy pośród ruin”.

Półcienie nazywamy przez nicość talentem, widząc w nich znamię namaszczenia, które zamienia się w pieniądze, i które błyszczy pośród klęsk, żeby móc jutro dobrze spać i się odżywiać, aby trwać; zaś społeczeństwo wiedzione na manowce przez ludzi diabolicznie zdolnych, roztrwania z chęcią swoje dary. I gdzież w tym miejsce na roztropność?

I oto, kiedy incydentalnie jesteśmy świadkami harmonii sztuki i rozumu, stajemy zdjęci zaskoczeniem w rzadkim zachwycie człowieczeństwa.

III.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Johann Wolfgang Goethe zauważył kiedyś, że kto pogardza rzeczami małymi, zginie z pewnością przez rzeczy małe, gdyż na tym, kto zbezcześcił świat, świat zbezczeszczony bierze odwet. Tak samo dzieje się z człowiekiem genialnym, o żarliwym temperamencie, który nie dbając o prawa fizyczne i folgujący stale sobie, staje się rychło nieszczęśliwy, będąc pokarmem dla złych duchów.

Jeszcze wczoraj promieniejący światłem świata wyższego, w którym przebywa, który trawi, pierwszy wśród innych, wywyższony, schyla się teraz nad swym cierniem, sącząc go w stopę, rozgniatając, gnąc się w chorobie, niedostatku, za które pragnie winić siebie.

Cóż za tragedia, cóż za boleść! Spektakl nieroztropności osnuty na uderzająco jednorodnym scenariuszu epok; przewidywalnej tragedii geniuszu, usidlonego przez tarapaty finansowe i upadłego pośród klęsk w ciemność, cierpienie i bezpłodność.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

Tymczasem z udręk tego typu należałoby wyciągnąć pilną lekcję, jawne wskazówki, których nie omieszkała udzielić natura w swym miłosierdziu, a które dają się uściślić do jednoznacznego i oszczędnego w słowach credo: Nie można oczekiwać żadnego innego dobra prócz istotnego owocu swej własnej pracy i wyrzeczenia.

Zdrowie, relacje i pozycje społeczne mają w tym sensie wartość o tyle, że człowiek winien im spłacić pewien hołd, zrewanżować się za naukę, którą mu był dostarczył Los. Innymi słowy: „Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co Boskie” (Mt. 22, 21-22).

W tym miejscu tak egzegeci biblijni, jak i protestant wizjoner Emerson, głoszący coś na kształt współczesnego „self-made-man”, obywającego się w życiu bez Boga, są uderzająco zgodni: Trzeba by ludzkość nauczyła się na nowo roztropności wyższego rzędu, to jest wiedzy, że wszystko w naturze porusza się nie w drodze przypadku, a według praw, i to praw najwyższego lotu, bo wyznaczonych dłonią Pana, i że najlepszym dobrem bogactwa jest wolność, a nie spożycie.

"Piknik pod wiszącą skałą" (1975)

„Piknik pod wiszącą skałą” (1975)

W tym sensie roztropność uchodząca za sztukę zabezpieczenia sobie doczesnego dobrobytu, mogłaby wespół z innymi cnotami, powrócić do zamierzonej funkcji pierwotnej – zabezpieczenia dobra duszy.

Tylko czy ludzkość tego pragnie?

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 12 lipca 2012 at 10:36  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/12/roztropnosc-sciaga-z-emersona-i/trackback/

%d blogerów lubi to: