Wielka Wojna Jakuba Thibault (II)

Jacek Malczewski: Krajobraz z Tobiaszem

Jacek Malczewski: Krajobraz z Tobiaszem

Chrześcijanin to człowiek wierzący, ja zaś jestem kimś, kto rozmyśla i kto rozmyślnie trawi dnie, jeden za drugim, na różne sposoby myślenia, na niezliczone warianty pojmowania życia. W tym sensie mógłbym się nazywać człowiekiem myśli acz nie wiary, istotą, która żywi jakieś poglądy, lecz nie jest zdolna przyjąć Łaski.

I tak się błąkam, powątpiewam, szukam na prawo i na lewo, w sprzecznych twierdzeniach, aksjomatach, jakie spostrzegam i hołubię, w których się nurzam i podsycam, w jakich odkrywam tautologie, a może nawet przedmiot wiary.

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (IV)

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (IV)

Jestem niedoskonałym dyletantem, racjonalistą, protestantem (cokolwiek to słowo miałoby oznaczać), pielęgnującym suwerenność badania i sumienia, wolność poglądu i rozumu.

Szczerze sympatyzuję z Bogiem i religią, i daję się unieść sakramentom, ale odnoszę obsesyjne wrażenie, iż nie zawsze zmierzam do celu przez Kościół danego, i że zatruwam Jego mury. Jakże ciążyć musi ta moja biedna obecność, owa prezencja nieśmiałego, który od zawsze waha się i pragnie sądzić swą doktrynę!

Pozwolono mi pójść wraz ze wszystkimi do ołtarza, lecz może nie było w tym racji, w tej akceptacji zgubnej manii, jaką jest intelektualny dyskurs: suchy, dwuznaczny i zaraźliwy. I czyż nie będzie dalej tak, że cały świat odczuje wątpliwość, że przyoblecze się w wahadło, usiłujące dotknąć pełni?

Jacek Malczewski: Za aniołem (I)

Jacek Malczewski: Za aniołem (I)

Ale czy moje pójście prosto jest wiarygodne, wykonalne? Czy jestem zdolny do czynu bohaterskiego, do indywidualnej szarży ducha, i czym w ogóle jest ów akt? Otóż niczym, jest niczym.

Chrześcijanin współczesny przestał być bohaterem, w każdym razie nie jest nim wówczas, kiedy się czuje zagubiony w wierze, pochłonięty przez prawo, jego stygmaty i pryncypia. Musi cierpliwie czekać znaku, znaku danego równo wszystkim, i tylko wtedy wstaje z klęczek, by iść wytrwale ze wszystkimi.

Cóż ja filozof, człowiek aspirujący do tego miana, z pewnością wzbraniam się, aby uznać to posłuszeństwo za słuszne, za godne mojego mózgu, za warte własnego pojęcia człowieka. I odkrywam, iż nie jest to wyższością, nie jest zwycięstwem, oświeceniem, to bycie niezdolnym do posłuchu, to zaparcie się w sobie i niepoddanie woli tłumu.

Jacek Malczewski: Ojczyzna

Jacek Malczewski: Ojczyzna

Bo trzeba duszę mieć silniejszą, silną świeżością prostej wiary, jej przytomnością, jej płomieniem. Trzeba mieć duszę przyzwoitszą i silniejszą, wytrwałą w boju i wierniejszą, wyższą i mędrszą ponad to, by pozostawać dyletantem.

Taką moc zapewnia tylko wiara i chrześcijanin ją posiada, bo sam jest wiarą, jej dogmatem, jej rozwinięciem oraz tezą.

Adam Asnyk: „Tym, którzy smutni, którzy zgnębieni / W milczeniu tylko i cierpią, i giną, / Tym dla serc trzeba jaśniejszych promieni / Nad idealną świecących krainą”.

***

Jacek Malczewski: Za aniołem (II)

Jacek Malczewski: Za aniołem (II)

Współczesny człowiek został pozbawiony swojej osobowości, uczyniono zeń maszynę. Mniej jeszcze – sługę maszyny.

***

Najbardziej niebezpieczna myśl, jaka może zagnieździć się w mózgu męża stanu, to ta, że wojna jest nieuniknioną koniecznością, z której należy, – gdy się nadarzy – wydobyć jak największą korzyść, jak najpokaźniejszy zysk.

***

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (V)

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (V)

Czyż możemy się jeszcze nazywać istotami wolnymi, a nie niewolnikami własnej nędzy?

Nasza wolność jest z gruntu pozorna: w rzeczywistości człowiek pracy nie korzysta już w naszym kraju z żadnej niezależności, gdyż nędza depcze mu po piętach.

By ją odgonić, dysponuje wyłącznie swoimi zarobkami, toteż zmuszony jest zdać się na łaskę i niełaskę państwa dyktującego etaty i płace.

***

Pieniądz pracuje na rzecz tego, kto go posiada, kto go dzierży. I czyni to bez mała sam; jego właściciel nie drgnie palcem.

***

Jacek Malczewski: Rusałki

Jacek Malczewski: Rusałki

Współczesny targ niewolników czyni z nas figury tak ciche, tak dalece nieznane i nierzucające się w oczy, że można udać, iż nie zna się nas wcale, a nawet zachowywać coś na kształt czystego sumienia.

***

Jestem tak odosobniony w swoich sądach i tak bardzo zdany na łaskę mych potrzeb, że aż bezbronny, bezzasadny.

***

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (I)

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (I)

Jak zhumanizować proces pracy, jak jej odebrać status otępiającego niewolnictwa? Jak i czy w ogóle da się zatrzymać taśmę „Biedronki”?

***

Nie mogę przezwyciężyć pewnego sceptycyzmu co do moralnych władz człowieka. Na próżno żywię pędy doktryn, choć w sercu czai się odmowa: zimny brak wiary w dalszy rozwój, w duchową dobroć, w naprawialność.

Wszystkie te nowatorstwa, te ułatwienia i patenty, obsesyjne reformy, mające służyć także ludziom, żonglujące formacją i ustrojem; stabilizacje, uzgodnienia!

Ale czy one mogą odrodzić człowieka, pchnąć go ku górze i ku sobie, w ramiona drugich i przed siebie, stwarzając lepszy rodzaj ludzki, jakąś ideę, czysty zenit?

***

Jacek Malczewski: Pożegnanie

Jacek Malczewski: Pożegnanie

Siedzę tak pochylony, bez zadraśnięcia i bez ruchu, dźwigając brzemię przygniatające mój kark, i bezskutecznie pragnąc płaczu.

Myślę o tym, iż łzy przyniosłyby mi pewną ulgę – ten dar nieśmiałych, dar ubogich.

***

Wojna odkładana w nieskończoność staje się pewną odmianą pokoju, jego pragnieniem i parafrazą.

***

Jacek Malczewski: Pokusa fortuny

Jacek Malczewski: Pokusa fortuny

Życie: Można je przyjąć takim, jakie jest, lub je odrzucić, wywieść za bramę.

***

Wyzwoliłem się z tego społeczeństwa poprzez instynkt ucieczki, wolę czynu, bunt osobisty, nie klasowy. I odtąd pędzę czas na zajmowaniu się samym sobą, na dociekaniach, dywagacjach.

Znaleźć siebie, przeniknąć duszę tak na wskroś, móc się wyzwolić i rozpłynąć… Stać się zupełnym darem z siebie, zgasnąć jako jednostka, jako ego.

***

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (II)

Jacek Malczewski: Zatruta studnia (II)

Bojąc się zasnąć, pragnąłem rozkoszować się mym szczęściem, i spoczywałem aż do świtu, wpatrzony w niebo, półprzytomny, świadomy wędrujących planet i niemyślący już o niczym, o żadnej trwodze i nicości, lecz przesiąknięty spokojnością, tak niepamiętną, tak bezbrzeżną.

***

Moja narwana i nieufna postać, pełna niedopowiedzeń i zwątpienia, przeniknięta tym rzadko tajonym niezadowoleniem, żalem za utęsknioną młodością i wiarą – jest potwierdzeniem powołania, jego utraty i poddania, jego pogardy i brawury, pokrywającej wstrętny ból.

***

Jak znaleźć siły, aby żyć, by przeżyć jutro i pojutrze, i przez te wszystkie dnie, co przyjdą?

***

Jacek Malczewski: Moja pieśń

Jacek Malczewski: Moja pieśń

Czy społeczeństwo posiada prawo moralne, aby rozwijać się kosztem ofiar z jednostek?

***

Człowiek, kierując się bezpodstawną obawą i nieufnością, i nie poznawszy prawdziwych zamiarów przeciwnika, napada jeden na drugiego, aby uprzedzić ewentualną napaść z drugiej strony, i preferuje wściekły atak, nawet nieobliczalny w skutkach, od niepewności, od czekania.

I nikt nie pragnie już ustępstwa, gdyż nikt nie myśli zostać tchórzem, nikt się nie kwapi być uległym.

Adam Asnyk: „Jesteśmy dziećmi wieku bez miłości, / Wieku bez marzeń, złudzeń i zachwytu, / Obojętnego na widok piękności, / A więdnącego z nudy i przesytu”.

***

Jacek Malczewski: Orfeusz i Eurydyka (I)

Jacek Malczewski: Orfeusz i Eurydyka (I)

Moje ucieczki, moja przemożna chęć wyzwolenia się przez rozerwanie wszystkich więzów, nieme pragnienie przekroczenia, są symptomami jakiejś żałości ducha, woli pokoju, oddalenia.

I padam ofiarą innych, męcząc się, pragnąc im się wyrwać, rozpocząć z dala od reszty to nowe życie, w odmiennych formach i klimacie, gdzie się odprężę, zrzucę maskę.

***

Handel zmobilizował wszystkie świętości i najwznioślejsze słowa duszy, by uśpić rozum, by nas stracić.

***

Tryby zła raz wprawione w ruch zdają się same wzdymać parę, szermują w przepaść jak samolot, którego mechanizmy odmówiły posłuszeństwa na pochyłości, ponad ziemią. Pędzi on całym ciężarem w dół, zwiększając bardziej szaleńczą szybkość, nieprześcigniony, niedorzeczny. I wszystkie wypadki toczą się same, nikt ich nie sprawdza, nikt nie kieruje, prą wolą niechcianego rozpędu, nieodgadnione, nieprzytomne. I nikt nie pragnie ich zagłuszyć, nikt, kogo można by wymienić, nikt, kto powstrzyma przed zalewem, przed zatonięciem, przed upadkiem.

Jacek Malczewski: Wiosna

Jacek Malczewski: Wiosna

Co to jest, ta straszna siła, z jaką rzucają nas o ścianę, z jaką igrają naszą duszą, któż mógłby o niej cos powiedzieć, kto z tych, którzy przyznają się dziś do tego, czego zarzekać się pragnęli, czego się zarzekali wczoraj, co przysięgali nie uczynić?

W którym momencie wprawiający mechanizmy w ruch, stają się nimi samymi, będąc zakładnikami nie wiem czego, „sił jakichś tajemniczych, które kierują sprawami z bardzo daleka i z bardzo wysoka”? (R. M. du Gard).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 12 lipca 2012 at 9:43  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/12/wielka-wojna-jakuba-thibault-ii/trackback/

%d blogerów lubi to: