Wszystko płynie

Weegee

Weegee, —

Tadeusz Różewicz: „Coś złego mi się stanie? / Nic mi się nie stanie / przeżyję to wszystko / ile razy człowiek współczesny może utracić godność”.

Stałem w tłumie i przyglądałem się sobie, haniebnej liście własnych słabości. Figurowały na niej odosobnienia i nadąsanie podczas pracy, i dni niedzielne bez liturgii, i rozpaczliwe próby nawiązania kontaktu, i niezauważone przez nikogo artykuły, i dwie książki, i te nieliczne wizyty ludzi niedobrych, ale istotnych i ustosunkowanych, nieme protesty i odmowa głosowania, i sporadyczne żarty przy stole, podpisy w biurze i rozmowy, jałowe roztrząsania o niczym.

Weegee: Tenement fire, 1945

Weegee: Tenement fire, 1945

Ale były też inne listy, te niewysłane, powstrzymane drżącą ręką w ostatniej chwili, choć Bóg spodziewał się, iż je napiszę. Było milczenie, niemy protest, tam gdzie Los nakazywał wyrzeczenie słowa, słowa chcącego wspomóc innych, były numery telefonów, pod które należało zadzwonić i odwiedziny, które z rozmysłem zaniedbano, odkładano, unikano, niewysłane pieniądze, pocztówki, maile, telegramy. A przy tym całe to życie wzniesione było na jakimś wielkim posłuszeństwie, biednej symbiozie, uwielbieniu, w strachu przed głodem, torturami, przed opuszczeniem i katorgą.

Był także inny podły strach – przed zubożeniem, rezygnacją. I temu niskiemu lękowi służyły młodzieńcze marzenia, dojrzałe lata, marne próby; temu strachowi o własną skórę, o zachowanie jej połysku, by nie obdarto mnie z niej żywcem. I strach o utratę resztek podsycał siłę moich przekonań.

***

Weegee: Mending, Coney Island, 1940

Weegee: Mending, Coney Island, 1940

Wszechmocne i nieomylne państwo nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Muszę uczynić to samodzielnie, ponieść skutki moich wątpliwości i braku głosowań, braku podpisu. Na nic się nie zda zręczne i dobre udawanie przed sobą samym, że nikt, nie wyłączając mnie samego, nie dostrzeże tego udawania, na nic przytomność wiary i prawości.

I wówczas dręczące uczucie wzgardy dla samego siebie staje się tak silne, że generuje pretensję do państwa, do jego sztuczek, bezwzględności.

***

Czy będę w stanie znieść wzięcie na swoje barki tyle lat żałosnej pokory?

***

Weegee: Accident, 42nd Street at Third Avenue, 1946

Weegee: Accident, 42nd Street at Third Avenue, 1946

Czas czyni swoje bez pośpiechu, ale starannie, metodycznie. I oto człowiek, który odszedł, i zniknął z dnia powszedniego, przeniósł się na chwilę do ludzkiej pamięci, a potem i tam się zagubił, wniknął do podświadomości, wypływając zeń nader rzadko i pojawiając się nieprzytomnie na pewien okres, smutny moment. Czas zaś pracował stale, wiernie, i wykonywał swoją robotę, i człowiek utracił skrytkę w podświadomości, by zniknąć w niebyt, w zapomnienie.

Wisława Szymborska: „Umarłych wieczność dotąd trwa, / dokąd pamięcią się im płaci. / Chwiejna waluta. Nie ma dnia, / by ktoś wieczności swej nie tracił”.

***

Weegee, ---

Weegee, —

Kiedy człowieka wyrzucają z pracy, nie chce przyjąć tego jako „prawidłowości historycznej” – widzi w tym wyłącznie nieprawidłowość i pomyłkę.

***

Iwan Bunin: „Wiersze to była tylko zabawa. Pragnął opowiedzieć, jak się marnował, chciał bezlitośnie pokazać nędzę i ten straszny w swej codzienności byt, który go kaleczył i robił z niego bezpłodne drzewo figowe”.

Doprowadzając pamięć do dręczącej ostrości, przypomniałem sobie natrętną suchość liści gruszy, obłe kamienie wzdłuż strumienia. Wniknąłem w ciszę i chłód w pokojach o bielonych ścianach, niepowstrzymany wzór ceraty. I to jak czytałem, tkwiąc wprost na pniu bądź siedząc z nogami na kanapie, w chłodzie jej kapy i poduszek, co oddawały upał lata. Widzę w tym wszystkim twarz mej babki, a moje serce ściska wdzięczność. Zamykam oczy a spod przymkniętych powiek toczą się ciężkie, gorzkie łzy, jak niegdyś w dzieciństwie, kiedy usiłowałem spojrzeć w słońce.

Weegee, ---

Weegee, —

Przedzierałem się przez zarośla jeżyn i zagajniki w krzywym lesie, ślizgając się na spopielanej, szarej ziemi i docierałem do piaszczystego wyrobiska pośród sosen, wkraczałem w suchy półmrok igieł. Potężne klony, wonne lipy unosiły się swoją szatą w samo niebo i przytulałem się do ich kory, do ich misternie wyciętych liści, chłonąłem skrytą w ich sercach wilgoć. Czułem, iż w leśnym mroku ktoś snuje swoją skargę, ktoś szuka ludzi, co minęli, ogląda drzewa, słucha głosów, woła rolników, starców, dzieci. I pociągałem żywo nosem, próbując chłonąc to minione.

A teraz ziemia rodzinna przychodziła do mnie w snach i przynosiła dawne echa, znajome kroki i odblaski, i czarny pies podwórzowy o smutnych od starczych łez oczach, powoli wstaje, by mnie witać. Budzi mnie z tych majaczeń ducha, nad którym przetacza się zła rzeczywistość, i którego samotność jest tak beznadziejna, ostateczna.

***

Weegee, ---

Weegee, —

Co zdecydowało o wyższości moralnej „tych tłustych nad tymi chudymi”? Przypadek czy prawidłowość?

***

Pozytywistyczna literatura wielokrotnie ubolewała nad losem pańszczyźnianych aktorów, muzyków czy malarzy. A kto w dzisiejszej prasie westchnie nad tą utalentowaną młodzieżą, tymi chłopcami i dziewczętami, którym nie dane było napisać swoich książek i namalować swych obrazów?

Moja ziemia rodzinna szczodrze wydaje na świat nowych Platonów, Mickiewiczów, ale „jakże okrutnie i łatwo pożera swe dzieci” (W. Grossman).

***

Weegee, ---

Weegee, —

Wokół mnie ludzie jak ziarnka suchego piasku – nic ich nie łączy, nic nie spaja.

***

Każdy odgórny zakaz, każda tama pociąga za sobą pierwiastek szatański. Woda strumieni oraz rzek, zatrzymana potęgą tamy, ujawnia siłę, tajemnicę. Ta mroczna siła skryta w plusku obnaża nagle bezlitosność, rozkrusza kamień, rwie turbiną.

Kiedy tama oddzieli człowieka od chleba, szaleństwo głodu potężnieje, wyrasta w siłę, która niszczy, i która deprawuje setki istnień, zmuszając je do okrucieństwa i bezwzględnego zezwierzęcenia.

***

Weegee, ---

Weegee, —

Wasilij Grossman: „Jeden sąd jest nad katem – kat swojej ofiary nie uważa za człowieka i sam przestaje być człowiekiem, zabija w sobie człowieka. Sam sobie jest katem, a ofiara jego pozostaje na wieki człowiekiem, żeby nie wiem jak ją mordował”.

***

Kiedy państwo nie może już człowiekowi nic odebrać, człowiek przestaje mu być potrzebny. Po cóż go leczyć, utrzymywać?

***

Weegee, ---

Weegee, —

Nie ma na świecie takiego celu, dla którego można by bezkarnie poświęcić wolność człowieka.

***

Neoliberalny rząd przejawia fanatyczną wiarę we wszechmoc skalpela chirurgicznego.

Wasilij Grossman: „Nóż to wielki teoretyk, to lider filozofii dwudziestego wieku”.

***

Oprócz ogólnego oblicza jest jeszcze twarz pojedynczego człowieka.

***

Historia ludzkości jest w pierwszym rzędzie historią jej wolności. Rozwój ludzkości, jej wynalazków i potęgi przejawia się przede wszystkim w rozwoju wolności. Wolność nie jest „uświadomioną koniecznością”, jak pragnęli nas o tym przekonać Marks i Engels; wolność jest antytezą tej konieczności, jest triumfem nad nią i jej przezwyciężeniem.

Weegee, ---

Weegee, —

W samej istocie postęp ludzki jest postępem wolności, jej ewolucją, jej perfekcją.

John Henry Newman: „Nie pragnę rajów odległych widoku / Starczy promyczek dla jednego kroku”.

***

Czy moja psyche jest tak zagadkowa, na jaką wygląda, czy się ociera o misterium? Nie, nie ma w niej żadnej zagadki, i nie sądzę, by kiedyś w niej tkwiła. Jakaż bowiem zagadka może wypływać z ludzkiej niedoli?

***

Weegee, ---

Weegee, —

Gdzież jest moja nadzieja, skoro mój geniusz widzi świetlane piękno duszy w jej niewolnictwie, w jej pokorze? I gdzie jest epoka wolnej ludzkiej woli, kiedyż nadejdzie i czy nadejdzie w ogóle?

***

Wasilij Grossman zapytuje czy Hegel miał rację sądząc, że wszystko, co rzeczywiste jest rozumne. A jeśli tak, to czym jest nieludzkie? Czy jest rozumne, rzeczywiste?

Dwudziesty wiek okazał się czasem najwyższej przemocy państwa nad człowiekiem, zachwiał heglowską zasadą świadomego procesu historycznego, obalił pryncypia scjentystyczne. Wszystko, co rzeczywiste nie okazało się rozumne, państwo zatriumfowało nad wolnością, zmuszając do wykształcenia nowej zasady: „Wszystko, co nieludzkie jest bezsensowne, jest daremne” (W. Grossman).

Weegee, ---

Weegee, —

A jednak wolność żyje nadal i trwa dlatego, że ludzie stale pozostają ludźmi. Nie przytłoczyły jej najwyższe grzechy, nie rozstrzelały najstraszniejsze działa, nie zadusiła niczym nieograniczona władza partii, ciemne mocarstwo, złe imperium. One uleciały w znikomy dym, stały się niczym mgła ustępująca przed swobodą życia, bo żyć to być wolnym, to się przejawiać.

***

Prawo zachowania przemocy jest równie proste, co prawo zachowania energii. Przemoc jest wieczna, niezależnie od tego, co uczynimy, aby ją pokonać. Przemoc nie znika, nie maleje, umiejętnie przeobraża się tylko. „Raz ma postać niewolnictwa, raz najazdu mongolskiego. Raz przenosi się z jednego kontynentu na drugi, raz przybiera charakter klasowy, raz z klasowej staje się rasowa, raz ze sfery materialnej przechodzi do średniowiecznej religijności, raz spada na ludzi kolorowych, raz na pisarzy i malarzy” (W. Grossman).

Weegee, ---

Weegee, —

Jednak ogólnie rzecz biorąc suma aktów przemocy nie zmienia się z biegiem wieków, a chaos wynikły na skutek jej poruszeń, filozofowie i myśliciele biorą świadomie za ewolucję i usiłują dociec, jakie za nią się kryją prawa. Ale chaos i przemoc nie mają ani praw, ani rozwoju, ani celu.

***

Św. Augustyn: „Stałem się sam dla siebie wielkim ciężarem”.

Weegee, ---

Weegee: Booked

Spoczywam półżywy na tapczanie i pulsuje we mnie nikła wiara, czepia się szorstko moich myśli. I wierzę, że dzieje ludzi są historią człowieczej wolności, kroczeniem od wolności mniejszej ku coraz większej, ku jej istocie, a proces życia jest wolnością. Ta wiara mnie obdarza siłą, pozwala istnieć, egzystować.

***

Iwan Bunin: „Gubił się i roztapiał w natłoku obrazów, osaczających jego wyobraźnię. Opuszczał ręce, przybity potrzebą wypowiedzenia swej własnej duszy, wyjaśnienia wszystkiego, co kaleczyło jego własne życie. W tym życiu najstraszniejsze było to, że było takie zwykłe, codzienne i z taką niepojętą szybkością rozpraszało się na drobiazgi”.

Weegee, ---

Weegee, —

Jesienią powróciłem do rodzinnego miasta i odwiedziłem ugór, na którym stał dom mojej babki. Autobus sunął brzegiem domostw, posapując na krótkich postojach i ocierając się o gasnącą zieloność krzewów. Wysiadłem i popatrzyłem na ruchliwą i czarną szosę, pachnącą żywicznym asfaltem i roztańczoną rojem muszek. Zbliżałem się w stronę domu, idąc wśród martwej, sennej ciszy i ogarnęło mnie wzruszenie. Zdawało mi się, że tym razem nie wytrzyma to biedne serce, które już kilkakrotnie dało opór.

Świat się przystroił w nieruchomość, przyoblekł w stałość, ciężki omam. Tkliwa świątynia mego dzieciństwa urastała do rangi wieczności, pozostawała niezmieniona. Niegdyś stąpałem po tych wykruszonych kamieniach a moje dziecięce oczy uporczywie wpatrywały się w tknięte wrześniową przędzą drzewa. Słuchałem szmeru pobliskiego strumienia, przecinającego rdzawe pola wśród biednych krzaków i porostów.

Weegee: Lato

Weegee: Lato

W chłodnym, przejrzystym powietrzu unosił się zapach okolicznej rzeki i nizinnego błękitu nieba. I przesycony parującymi kartoflami powiew, i aromat krwawników, i papierówek, starych śliw. Stały tam wokół te same gumna z zatrzaśniętymi wierzejami, te same, co trzydzieści lat temu dzieci, które zapewne nie zdążyły dojrzeć, i dumni starcy, co nie pomarli, lecz istnieją, tkwili za rozwartymi okiennicami domostw, pośród ogródków, wonnych sadów.

Wyszedłem na szosę i ruszyłem w górę strumienia, i pamiętałem jego głos. „A zobaczywszy, nie poczułem gniewnego żalu do ludzi” (W. Grossman). Po raz nie wiadomo który przepełniała mnie świadomość, iż nie osiągnąłem w życiu nic i nie zostawię żadnych odkryć. Nie będą mi pisani naśladowcy. Dlaczego przypadł mi w udziale taki parszywy los? Niczego nie zdobyłem, nie nauczałem, nie głosiłem; starałem się tylko pozostać tym, kim byłem od urodzenia – człowiekiem.

Weegee: Haarlem

Weegee: Haarlem

Nagle wyłonił się przede mną las i zza zakrętu ukazały się wierzchołki świerków. Podczas wakacji chadzałem tam lgnąc do półmroku i oglądając ślady leśnego życia: zdziczałe drzewa, bagniste jezioro, rozgrzane tory na zwrotnicy. Może te miejsca tkwią tam w ukryciu, nieruchome, szemrzące jak strumień i ulica?

I oto jeszcze jeden zakręt, a drogę i ziemię zalewa nagi blask, nieskazitelne światło lata, w którego promieniach opustoszała stara chata na nowo tętni życiem, jego przędzą. Jeszcze kilka kroków i podejdzie do mnie babka, do tego ubogiego wędrowca przybywającego z oddali. Zamknę się w jej dłoniach i przyjmę błogosławieństwo, poczuję na siwej skroni jej spracowane, ciężkie ręce. Ale nikogo nie było.

Weegee, ---

Weegee, —

Spostrzegam sznur zarośli, wzgórza bylicy, traw i ostów, i osadzoną niską chatę, wygasłą studnię, kilka kamieni bielejących w kurzu po rozebranej stodole. A ja wśród tego przygarbiony i siwiejący już na skroniach, a przecież ciągle ten sam, tak pełen troski, niezmieniony.

© Andrzej Osiński

Reprodukcje z Internetu

Reklamy
Published in: on 6 sierpnia 2012 at 10:34  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/08/06/wszystkie-plynie/trackback/

%d blogerów lubi to: