Lęk przed transcendencją (III). Karl Adam i Paweł VI

Hieronymus Bosch: Kuszenie św. Antoniego

Hieronymus Bosch: Kuszenie św. Antoniego

Fiodor Dostojewski formułuje pytanie: „Czy możliwe jest mianowicie, by człowiek o wysokiej kulturze umysłowej, człowiek w całym znaczeniu europejski, w ogóle wierzył, w szczególności zaś, by wierzył w boskość Jezusa Chrystusa, bo przecież istota wiary na tym polega?”, i przyznaje, iż „chodzi tu o palącą, pierwszorzędnej wagi kwestię”, problem – osnowę egzystencji.

Rzeczywiście, wysoko cywilizowany człowiek europejski nie jest już dzisiaj istotą podobną żyjącym w czasach minionych; człowiekiem, który oglądał Boga twarzą w twarz i przysłuchiwał się Jego słowom. Człowiek współczesny, uformowany ręką Kartezjusza, Husserla i Kanta, stał się rzeczowy i krytyczny, nad wyraz trzeźwy i posępny, a nadto w jakimś sensie „zblazowany i przedwcześnie postarzały duchowo” (K. Adam).

Weegee: First Murder

Weegee: First Murder

Nasz umysł utracił był głębię perspektywy, będąc zbyt płytkim, powierzchownym. Oddaje się on relacjom i fenomenom czysto zewnętrznym, które uwielbia i bada z zapałem, poświęcając im całą uwagę. Kwestia roztropniejszego i głębszego ujęcia tych zjawisk, ostatecznego sensu ich istoty, przyczyny twórczej ich działania, zeszła bezwzględnie na dalszy plan, stała się zbędna i bezowocna. Straciła kontekst metafizyczny.

Hieronymus Bosch: Św. Jan Ewangelista na Patmos

Hieronymus Bosch: Św. Jan Ewangelista na Patmos

Analizując taki stan rzeczy, Karl Adam powołuje się chętnie na exemplum Platona, który zwykł był mawiać, iż duszy ludzkiej „brakuje oka, by mogła widzieć rzeczy niedostrzegalne”. Czyż w większym stopniu nie osłabł jej organ służący do pojmowania rzeczywistości boskich i nadprzyrodzonych? Dlatego lęka się ona abstrakcji, czując niekontrolowaną niechęć do wszystkiego, co kryje się głębiej w łonie rzeczywistości aniżeli zjawiska czysto zmysłowe, drży przed ideą bezwarunkowej interwencji Boga. Cuda i znaki, które ludzie starożytności i średniowiecza, uznawali za namacalny dowód obecności bóstwa, dusza współczesna traktuje z ironią, niedowierzaniem. Świadomie wyklucza ich udział w istnieniu liczb i wymiarów, w celowości i przytomności zjawisk przyrody, w jej doskonałości i precyzji.

Opór i wrogość wobec sfery wiary stały się tak bezwzględne i tak jawne, że już nie tylko partykularne gałęzie filozofii, już nie wybrani myśliciele, ale samo myślenie, sam jego proces, z chęcią odrzuca dowód Boga. Przemawia ono głosem ateizmu i wyrafinowanego materializmu, tworząc konstrukcje żałosne i z gruntu nienaturalne, gdyż biorące za całą rzeczywistość jedynie wąski jej wycinek, zaś jej aspekty pozaziemskie, jej zanurzenie w sferach niewidzialnych, wreszcie jej skłonność do poszerzania jakości bytu – kategorycznie lekceważy albo pomija i wyszydza.

Weegee, ---

Weegee, —

Źródeł odizolowania się współczesnego myślenia od Boga należy szukać – trudno w to uwierzyć – w XII-wiecznej tezie scholastycznej, która wykluczyła dotychczasowy dogmat o promieniowaniu światła Bożego w duszy, zastępując go doktryną o filozoficznym poznaniu ludzkim, w konsekwencji czego nastąpił rozdział wiedzy od wiary, rzeczywistości ziemskich od nadprzyrodzonych. Wyzwoleniu na skutek tego przesunięcia uległy filozofia i teologia, lecz jednocześnie zaprzepaszczeniu i zerwaniu ścisłe relacje pomiędzy nimi. Dano podówczas początek emancypacji nauki spod niezawisłych pryncypiów wiary, wyselekcjonowano sztucznie spreparowaną rzeczywistość i obdarzono ją szumnym mianem natury.

Hieronymus Bosch: Leczenie głupoty

Hieronymus Bosch: Leczenie głupoty

Twierdzono zarazem, że chrześcijanin nie może być filozofem, gdyż wiara zmusza do odrzucenia przesłanek wypływających z filozofii, zaniedbano przyjmować naukę mistrzów – jak zgrabnie to ujął Boecjusz z Dacji – „z jej lepszej strony”, a uczyniwszy to, oddano się argumentom natury dialektycznej i dowodzeniu właściwemu nauce. Te pierwsze oczywiście zawiodły, gdyż nie dają pewności jak wiara, a konkluzja z nich płynąca przyjmowana jest zawsze z dopuszczeniem możliwości sądu przeciwnego, to drugie okazało się nieprzydatne na gruncie religii, bo gdyby takie było, wiara dotyczyłaby tego, co dałoby się udowodnić.

W ten sposób zrodziło się i utrwaliło niebezpieczne mniemanie, jakoby rzeczywistość Boża została narzucona z zewnątrz i jest zupełnie przypadkowa, a zlaicyzowana do cna natura wiedzie byt z gruntu niezależny, sam w sobie. „Oczy ludzi Zachodu – pisze Karl Adam – przyćmiła mgła starości, a może zaszkodziło im długotrwałe, nadmierne wytężanie wzroku – dość, że nie mogą one już przejrzeć na wskroś całej rzeczywistości”. Utkwione wyłącznie w świat zjawisk zewnętrznych, postradały były cudowną umiejętność przenikania pozaziemskich sfer niebieskich. Paweł VI: „Oczy ludzkie dziś nie widzą, choć światło jest to samo, co dawniej”.

Weegee: Line up for night court

Weegee: Line up for night court

Podczas audiencji generalnej 14 stycznia 1970 roku, Papież zwrócił uwagę na oszołomienie i niepewność towarzyszące naszym czasom, na gwałtowne przemiany realiów. „Gdzie spojrzeć: zwątpienie i ferment – perorował Ibsen – Niepokój w umysłach, niepewność na wszystkich polach! Życie rodzinne u brzegu przepaści. Bezczelne rewolucyjne zachcianki nie oszczędzają nawet najświętszych prawd!” Zachwianiu ulęgła większość nabytych przez nas pojęć, przyzwyczajenia, nastawienie. „Stykamy się z rzeczami nowymi, z niezwykłymi ideami – ubolewa Paweł VI – pociągają nas one i często stają się kryteriami prawdy”.

Paweł VI

Paweł VI

Kierując się wadliwie pojętą wolnością, chętnie gardzimy posłuszeństwem i pokorą, normatywami i tradycją, pozwalamy pociągać się przez nieznane i bezkrytycznie lgniemy do idei. Pławimy się w relatywizmie, stając się nagle uzależnieni od tego, co nas otacza, od warunków zewnętrznych; gubimy się w czymś, co Papież określa mianem historycyzmu, to znaczy zanurzamy się w przemijającym czasie a nie podstawie naszego istnienia; oddajemy się egzystencjalizmowi, upatrując najwyższe kryterium wyłącznie w rzeczowości zjawisk. Staliśmy się bardzo słabi i niespokojni, dzieli nas już tylko krok od pokładania nadziei w radykalnej przemianie, w bezwarunkowym przekształceniu zasobów ducha.

W jaki zatem sposób rozstrzygnąć kwestię zadaną u schyłku XIX stulecia przez Dostojewskiego? Problem ten nie jest zagadnieniem powierzchownym i przeciętnym, absorbującym tylko władze umysłu. Żadne logiczne i racjonalne argumenty nie są w stanie przywrócić wiary w Chrystusa czy nawet wzmocnić jej osnowę. Ludzkość musi przyoblec się w nowego człowieka, inaczej mówiąc przyjąć odmienną postawę wobec tego, co pozaziemskie, nadprzyrodzone. Człowiek powinien przyjąć do wiadomości, iż jego myślenie jest względne i ograniczone w czasie, tak ewidentnie niedoskonałe i nieadekwatne wobec myśli Stwórcy. Musi poważyć się na maluczkość: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam:, Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk, 10, 14-15).

Weegee, ---

Weegee, —

Ale jak otrząsnąć się z uprzedzeń narosłych przez wieki racjonalizmu, jak zrzucić z siebie powlokę pychy i idolatrii, zarozumiałej autonomii i samochwalstwa, egoizmu? Jak uwolnić się od monstrów wykoncypowanych w dobie Oświecenia, materialistycznego scjentyzmu, modernizmu, egzystencjalizmu, New age? Jak przezwyciężyć w sobie „konwulsyjnie skurczonego człowieka Zachodu, by poprzez jego własne przeżycia spod wybujałego zielska i chwastu, narosłego z biegiem czasu, wyzwolić autentycznego, prawego, pulsującego życiem człowieka pierwotnego?” (K. Adam).

Hieronymus Bosch: Niesienie krzyża

Hieronymus Bosch: Niesienie krzyża

Odpowiedź zależy od tego w jak wielkim stopniu będziemy w stanie otworzyć znów na oścież nasze umysły, nasze serca, by przyjąć Boską oczywistość, by poznać głębię Objawienia, a także od tego, czy okażemy należytą wdzięczność Nauczycielskiemu Urzędowi Kościoła i wszystkim tym, którzy zgłębiają sprawy ducha, zastanawiają się nad nimi, pouczają i dostrzegają je z prawdziwym wyczuciem i troską o człowieka. Tym, którzy okazują stałość i zapomnianą cnotę męstwa, tak nienawistną, nielubianą, gdyż zakładającą niepopularność i ofiarę, a nadto wierność raz powziętemu zobowiązaniu i konsekwencjom pewnego wyboru.

Naszym obowiązkiem jest przyjąć również wielką naukę Soboru Watykańskiego II, jaką „Kościół – w pełni swej świadomości i autorytetu, wzywając charyzmatu Ducha Świętego, posłuszny Temu, który go wspiera i czyni wolnym w świecie, w którym i dla którego żyje – ogłosił w tej właśnie godzinie historii” (Paweł VI). Trwanie w duchu soborowym może z łatwością wyzwolić z nagromadzonego poczucia niepewności, które zadręcza ludzkość naszych czasów, rozjaśnić drogę, uśmierzyć lęki, zaofiarować pokrzepienie.

Weegee: Woman with Broken Umbrella

Weegee: Woman with Broken Umbrella

Nie obawiajmy się utraty wiary, nie obawiajmy się, że Kościół „matka i nauczycielka” nie potrafi nas przyjąć i zrozumieć. Jego nakazy nie pętają duszy, ale są ważkim punktem oparcia, latarnią w gęstniejącym mroku: „Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach”(P 2, 19). Trzymajmy się jej raźno mimo potęgującego się dziś hałasu, mimo wzrastających oparów ciemności. Wsłuchujmy się w głos pewny, niepodważalny, gromki, czysty, bo głos Chrystusa, znamię Boga: „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J, 16, 33).

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 14 sierpnia 2012 at 8:27  Dodaj komentarz  
Tags: , , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/08/14/lek-przed-transcendencja-iii-karl-adam-i-pawel-vi/trackback/

%d blogerów lubi to: