Listy do Franza Kafki (II)

Franz Kafka

Franz Kafka

Te krótkie ziemskie noce wzbudzają strach przed nocą wieczną.

***

Moje wątpliwości spały w jakimś podziemnym labiryncie, dopóki ich nie wywołałem niemym zaklęciem na światło dzienne. Są takie szare i smutne, i takie też jest ich oddziaływanie.

***

Dwie godziny życia nie są równoważne dwóm godzinom twórczości.

Franz Kafka: „Pismo jest uboższe, lecz jaśniejsze”.

***

Käthe Kollwitz, ---

Käthe Kollwitz, —

Trochę się zabłąkałem w tym życiu i teraz chciałbym, aby ktoś inny poszedł razem ze mną, abyśmy mogli pobłądzić oboje.

***

Mam wrażenie, że wszystkie moje listy zaginęły. A może powinienem się zacząć bać, że moje listy dochodzą do celu?

***

Ernst Barlach: Długowłosa

Ernst Barlach: Długowłosa

Z radością rezygnuję z wszystkich podróży i dość mi tej białej karty papieru, która wypala biedne oczy, i nie zamierza się już skończyć, i właśnie dlatego ciągle piszę.

Franz Kafka: „Teraz jestem tylko jednym, jedynym słowem”.

***

U stóp moich książek mógłbym spocząć szczęśliwy bez miary. Są one niczym deszcz na rozpaloną, cichą głowę.

***

Jakże to jest? Mam niewiele ponad czterdzieści lat i jestem tak zmęczony, jak prawdopodobnie nie może zmęczyć sama starość. A przy tym niespokojny i bojaźliwy wobec zdarzeń, nieumiejący postąpić naprzód na własnej drodze, jeżącej się groźbą upadku. Właściwie mam już obie stopy w powietrzu i czuję lęk przed tym ogromnym znużeniem, które następuje po każdym akcie niepokoju, gdyż wiem, co oznacza strach i niczym niepowstrzymana wyobraźnia.

***

Käthe Kollwitz: Biedacy

Käthe Kollwitz: Biedacy

Myślę o tym, że może najlepszym okresem mojego życia, o którym właściwie z nikim porządnie nie rozmawiałem, były te letnie miesiące spędzane na wsi u babki, kiedy zdawało mi się, że przestrzeń nie zna granic, a czas ograniczył się do tego, co było w nim niewątpliwe.

Byłem podówczas wolny, bez niezrozumiałego kontraktu i finansowo-rodzinnych więzów, nieodgadniony, pełen przeczuć. Pod osłoną młodości nawet nie byłem skłonny siebie zmieniać; musiałem tylko „wlec za sobą stary cielesny kształt swej istoty” (F. Kafka).

***

Ernst Barlach: Wędrowiec

Ernst Barlach: Wędrowiec

Ja już nawet przestałem narzekać na to, że ten świat się chyli ku upadkowi; on przecież zawsze się stacza po równi pochyłej. Ja się tylko przyglądam jego odbudowie i kontempluję marne siły, i nie pojmuję mych narodzin, i wpław uciekam przed światłem dnia.

Tadeusz Różewicz: „Czytam jego przypowieści / proste jak kłos pszenicy / i myślę o bogu / który się nie śmiał (…) o cierniu który rozdziera / nasze oczy usta / teraz / i w godzinie śmierci”.

***

Ślęczę nad moimi zapiskami jak zachłanny szpak, który w ogrodzie objada pestki wiśni, drżąc, nadsłuchując i wypatrując, nastroszywszy czarne pióra.

***

Käthe Kollwitz, ---

Käthe Kollwitz, —

Czy istnieje na całym świecie tak wiele cierpliwości, ile mnie jej potrzeba?

***

Smutne miedziane Røros nie tyle z powodu swej treści, ale dlatego, że jest przestarzałe i luterańskie aż do głębi. A i to już minęło, te lasy Gondoru, węglowe przedmieścia, nagie granie. Nie przeminęła ta przechadzka wprost przed siebie, w górę kamienną ulicą i z powrotem wzdłuż rzeki w krwawiącym pyłem słońcu. To się nie kończy, nie ustaje, a przecież takie przekonanie zakrawa na żart.

Ernst Barlach: Spotkanie

Ernst Barlach: Spotkanie

Tadeusz Różewicz: „Stary człowiek zatoczył koło / pustosząc pustkę słowa / pisze głębiej ciemniej”.

***

Lato. W mieszkaniu stało się niespokojnie, wieczory urągają ciszy i chciałbym żyć gdzie indziej. Pragnąłbym zmienić rzeczy, aby biuro w ogóle nie istniało, ale potem odnoszę wrażenie, iż zasłużyłem na swój los. Wszystko, czego się mogę spodziewać, to publiczne napiętnowanie. I tak wypowiadam życzenia wykraczające poza teraźniejszość, która już do mnie nie należy, a jest królestwem mego Boga.

***

Nie jestem w stanie pisać o niczym innym, jak tylko o tym, co dotyczy jedynie mnie, zagubionego w ciżbie świata. Wszystko inne jest obce i tak raniące, nienawistne! I jak odległe i fałszywe.

***

Otto Dix: Walki uliczne

Otto Dix: Walki uliczne

Ulica jest hałaśliwa do granic przyzwoitości, a prawie naprzeciw, nieco z boku, nieustannie pastwią się nad grillem i toczą te swoje nieprzynoszące zaszczytu dysputy, wokoło zaś prócz zieleni kotłują się jej natrętni mieszkańcy. Mimo to, być samodzielnie w pokoju, tak istnieć samemu w mieszkaniu, jest prostym warunkiem szczęścia, a ściśle mówiąc jedynym dowodem życia.

***

Ernst Barlach: Czas

Ernst Barlach: Czas

Już teraz jestem sam dla siebie polem przyszłych walk.

Franz Kafka: „Jakże potem ma ta rozdeptana ziemia unieść budowlę przyszłości?

***

Jakże ciemne stało się dla mnie rodzinne miasto, a przecież było tak jasne przez kilkanaście cichych dni. Co się tam dla mnie teraz warzy, co w kącie kroi, podczas gdy ja tu siedzę obcy, kończę pisanie i kryję twarz w dłoniach?

***

Powziąłem o tym wiedzę gdzieś tylko w głębi, a tam nie żyje się bezustannie. „Woli się żyć na ziemi nawet w najżałośniejszej postaci” (F. Kafka).

***

Otto Dix: Lisia dziura

Otto Dix: Lisia dziura

Wydaje mi się, że chcąc wyzdrowieć, potrzebuję wyłącznie spokoju i to spokoju specjalnego rodzaju, a może nawet niepokoju, jeśli spojrzeć na to z innej strony.

***

Czyż nie byłoby właściwsze zamiast żyć dalej w jakim takim nastroju i obopólnej satysfakcji, położyć się i zewrzeć ze sobą łagodnie, aby umrzeć?

Jules Supervielle: „Nie znam nic równie beznadziejnego niż te fragmenty życia bez życia. Czy to nie to właśnie, co nazywamy śmiercią?”.

***

Ernst Barlach, ---

Ernst Barlach, —

Franz Kafka: „Mogę żyć tylko w zupełnym przyznaniu racji lękowi, w przyznaniu większym, niż on sam chce – i czynię to bez przymusu, z zachwytem, przelewam się weń”.

Strach jest czymś, co mnie czyni naprawdę bezwolnym, co rzuca mną wedle własnego widzimisię. Kołyszę się z góry na dół, z lewa na prawo, i już nie poznaję stron świata, i jestem tak kurczowo wszczepiony w strach, że nie mam prócz niego nikogo, i „tarzamy się poprzez noce”. A przecież nie jest on moim prywatnym druhem, lecz signum bytu od najdawniejszych czasów ziemi.

***

Käthe Kollwitz, ---

Käthe Kollwitz, —

Myślałem dotychczas, że nie mogę w ogóle znieść życia, że nie potrafię pojąć ludzi, i bardzo się tego wstydziłem, ale wygląda na to, że to nie życie i nie ludzie byli przedmiotem nie do zniesienia. Pytanie: co?

***

Nie znam prawideł wewnętrznych mojego strachu, znam tylko jego rękę na moim gardle, i już to samo w sobie wystarczy, by zrezygnować z wszystkiego, cokolwiek mógłbym jeszcze doznać.

***

Lepiej mi bywa na cmentarzu niźli w mieście. Niekiedy nastrój ten utrzymuje się dłużej i kroczę przez miasto jak przez cmentarz.

***

Otto Dix: Karabin maszynowy

Otto Dix: Karabin maszynowy

Drugich można ratować tylko własnym istnieniem, a poza tym już niczym.

***

Moje biuro jest instytucją bardziej podrzędną i absurdalną, aniżeli głupią. Zostałem z nim związany w jakiś nieznany mi sposób, chociaż jest mi bardziej obce niż ludzie podróżujący pociągiem.

***

Käthe Kollwitz, ---

Käthe Kollwitz, —

Jestem niepoprawnym obrońcą własnego lęku, zapewne dlatego, że w głębi serca przyznaję mu zawsze rację.

***

Moim największym nieszczęściem jest to, że wszystkich ludzi, których spotykam na swojej drodze, uważam wprzódy za doskonałych co do intencji. Pojmuję ich takimi zarówno umysłem, jak i sercem, i tylko moje biedne ciało nie może jakoś uwierzyć, że ludzie ci, kiedy zajdzie potrzeba, będą w istocie dobrzy. Moje ciało wyraża odwieczne obawy i „zamiast czekać na tę, w tym sensie naprawdę świat wyzwalającą próbę, pełznie raczej w górę po ścianie” (F. Kafka).

© Andrzej Osiński

Reprodukcje: http://pintura.aut.org/

Advertisements
Published in: on 4 września 2012 at 7:48  Dodaj komentarz  
Tags: , , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/09/04/listy-do-franza-kafki-ii/trackback/

%d blogerów lubi to: