Egzaltacja poety

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Literatura żywi się zaledwie garstką nieznośnych faktów, które niczym „Hamlet we fraku” występują w coraz to nowym przebraniu. W gruncie rzeczy można by się nawet posunąć do twierdzenia, że każde dzieło literackie nosi w sobie zalążek wszelkich utworów pozostałych.

***

Niespiesznie sunąc pod górę wyszedłem w pobliżu lasu. Droga, po której podążałem, była wąską i wyschłą w słońcu wstęgą, kruszącą się w martwej trawie, znaczoną koleinami wyżłobionymi przez pojazdy. W powietrzu dał się odczuć zapach wiosennych upraw rozdzierających miękką glebę, które ginęły w płachtach łąki rozpościerającej się pomiędzy bladym żółcieniem nieba a wyrobiskiem nagich jeżyn.

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

W krysztale tego widoku zamilkła gawiedź mego wnętrza a ciche tętnienie krwi uspokajało rozdarte skronie, ustępowało frazie subtelniejszej, niedosłyszalnej, nieuchwytnej. Była to jakby oda towarzysząca ludzkości stale i niezawodnie, jak samo myślenie, jak pamięć istnienia wyłaniająca się z wszechświata, lecz niedostępna łatwo wszystkim, gdyż taką muzykę wolno wyłowić jeno niewielu.

Zielony poszum pęczniejącego listowia, co wplatał się w nagość krzyży, i który chłonąłem z zachwytem, stał się lekkością bytu, znikomym symptomem chwili, podczas gdy „dla Mozarta stałby się jedną ze srebrnych belek stropowych niezachwianej logiki” (H. Broch). Samo wrażenie było heroiczne, jak w symfonicznym scherzo Brucknera, gdzie pastoralność przenika się z czystą grozą, której potęga tkwi w mroku. I efekt ten był na tyle silny, że stał się bolesny i tragiczny, jak ostateczne pożegnanie z człowiekiem, którego duch tkwił tu niepostrzeżenie, lecz który odszedł nie mając nigdy poznać miejsca.

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Siedziałem tedy w milczeniu na wietrzejącym kamieniu i spoglądałem na wzgórza, co urastały w blasku słońca w mgliste, odległe morze, obrębiające szereg lasu i jęło mi się nagle zdawać, że nekropolia i te pola przede mną spłynęły w jakąś błękitną toń, z której wyłaniałem się jak wyspa, gdyż wciąż nią jestem i nią byłem.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Jakże osiadłe i niezmienne jest moje życie, tak jednoznaczne i przejrzyste niczym „fanfara strażnika na baszcie” (H. Broch); stale jestem przez nią witany, ilekroć wracam do swego zamku, lecz nie wiem, czy potrafię się cieszyć owym zakorzenieniem, tym monotonnym wytrwaniem, zbyt okiełznanym i bezbronnym.

***

Podszedłem do stołu, by spojrzeć na moją fotografię i zobaczyłem obcą twarz, którą znałem jeszcze z chłopięctwa; teraz wszakże dziwacznie powiększoną i rozpostartą w dorosłości, jak blada niknąca maska. Sięgnąłem po nią w głąb, aby wydobyć ją za włosy, lecz w mętnej przestrzeni czasu chybiłem swoją odległość i to oblicze przeminęło z ciałem i duszą, w martwą przeszłość. Gdyż przeszłość zawsze jest niesyta, wyciąga dłonie po mą twarz.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Dziecko mogłoby stać się jedynie piękne i dobre, lecz zawsze znajdzie się ktoś, kto je wypacza, deprawuje. I są istoty, które garnąc się do innych, rozradowane i otwarte, pragną wiele czułości, a oto pozwala im się uschnąć; i są samotnicy, którzy z dumną wstrzemięźliwością mogliby cudnie zaowocować, a oto wciska się ich w pary, i w ludzką ciżbę, wprost, na gwałt – aż się wykrzywią, zwyrodnieją i zaprzeczą prostolinijnej logice.

Tylko nieliczni, wydobywszy w sobie melodię, co się nie wdaje w powiązania, nie dba o fugi i aliaże, wzrastają duchem prosto wzwyż, jak z wyhodowanego kiełka.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Ruch jest równowagą spoczynku, podczas gdy bezruch – ruchem boleśnie skrępowanym.

***

Człowiek wewnętrznie pewny siebie jest niewiarygodnie otwarty na wszystko. „Albowiem jego logika jest logiką wszystkiego, co rosło – jego czystość jest czystością rzeczy” (H. Broch). Wszystko dla niego staje się treścią, gdyż go przepełnia; on sam jest treścią, a formę przybiera wówczas, gdy ma ogarnąć rzeczy inne. Toteż tkwi on w rzeczywistości par excellence, gdyż rzeczywistość ta jest jego treścią, jest rdzeniem samego świata.

***

Pragnąłbym wieść żywot zasiedziały, w domu stojącym bez sąsiadów, we własnych dobrach chronionych przez rzeki i drzewa, lasy i stogi siana, stawy, w których kąpaliby się służący. O jakże znacząca byłaby to osiadłość, gdy to, co wieczne płynęłoby niepowstrzymanie i uciekając od własności, stawałoby się nią w rozbrzmiewającej ciszą oddali. Ziemia byłaby wówczas wielka i niema, udzielająca rzadkich słów padających z ust niewolników i przejezdnych, z wolna ciągnących w bór i rozbrzmiewających muzyką. Usta zaznających tej bezpieczności pozostawałyby zamknięte i otwierały się tylko w bólu; służyły niemo i w zachwycie, w strachu, ufności, lecz nieświadomie: „Wolność ziemi i tego, co ziemskie – wolność bezusta” (H. Broch).

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

A jakże błogie byłoby wówczas poznanie, jakże niewysłowiona jego czystość, jak rozśpiewany dialog z Bogiem. Nie to, że Bóg się ziścił, lecz oglądano by Go w muzyce i przenikano w matematycznych konstrukcjach, w rozlicznych strefach, które zdefiniowano by jako czyste. I przyoblekłyby się w czystość, gdyż są czynione prawidłowo i z tak właściwym im przejęciem, pełne cudnej logiki, a przez to pełne realności, że nie tworzą już samej formy i powłoki, ale są „treścią i odblaskiem Najwyższego” (H. Broch)

***

Człowiek śniący jest „lasem, który widzi, dźwiękiem, który śpiewa, jest wezbraną wodą i zapomnieniem i przypomnieniem, które go ogarnia” (H. Broch). I żywi złudzenia, że na jawie przejawia jakąś inność. Obdarzony jest wówczas tylko zdolnością przyglądania się sobie we wszystkich swych formach i zastępowania ich innymi formami, odsłaniania warstwa po warstwie rdzenia jestestwa, aż do owego niepojętego „ja”, które w istocie jest nieosiągalne, gdyż jest najczystszą świadomością samowiedzy.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Kroczyłem naprzód w poczuciu pewności, w którym wszystko zdawało się niezobowiązujące i w jakimś sensie wyzbyte wszelkiej odpowiedzialności. Miałem rzadkie poczucie, że cokolwiek się zdarzy, będzie zawczasu już właściwe.

Pobiegłem w przestrzeń w samotności. Tak trzeba kroczyć każdą drogą.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Wiatr polatywał na ciemnych skrzydłach nad moją głową, pragnąc, bym jemu uległ i dał się porwać w tył bez reszty, przyjmując tę ciemność na barki. Oczekiwanie wciągnęło mnie niczym spokojna toń, bez prądów i bez naporu, niewzbraniające niepokoju, tak eteryczne i kojące jak zagarniająca wszystko wolność.

Czułem w tym jakieś trwanie z bezpieczną skałą za plecami, objęty gęstym lasem, dobrze otulony z trzech stron przesłoną, która otwierała jedyny w swoim rodzaju widok na ścieżkę ogrodową. Mijałem na niej bujne krzewy i zaglądałem skroś listowia, przez które przezierał las.

***

Istnieją rzeczy tak dobrze znane, iż się ich nigdy nie dostrzega, zwyczajne fakty, które trudno określić mianem niesamowitych. Ale są sprawy niepoznawalne i nazbyt nieogarnione jak muzyka, dla której jest się niemuzykalnym, i którą wewnętrzny wzrok rzadko ogarnia tak jak trzeba.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Kroczę po cienkiej linie, która się gubi w ciemnościach. Firmament nieba nade mną staje się coraz wyższy, niedościgniony i napięty, twarze pode mną – coraz bardziej mgliste, tak oddalone i niepewne. Zastanawiam się, czy mój następny krok trafi jeszcze na linę, i czy w ogóle będzie jakiś krok.

Minąłem bezpieczną przystań i czuję trwogę w miarę oddalania się od świata, a mimo to stąpam w bezładzie dalej, aż wreszcie ogarnia mnie obojętność, czy zrobię jeszcze nowy krok, czy bez wytchnienia spadnę w mroki. Owszem, to upragnione spadanie staje się wolne, jest błogością.

***

Niekiedy przestrach wyrywa mnie z uczucia odrętwienia, jakiemu się poddałem z dobrej woli. Po szosie suną z hałasem pojazdy i wyjące syreny, w przestworzach unoszą się charczące samoloty, a na pobliskim placu zabaw dzieci zakrzykują się na śmierć. Czasami wydaje mi się, że wzywam w tym wszystkim pomocy, a częściej znowu pragnę się na kogoś rzucić w zapamiętałym gniewie. Zrywam się przy tym z wściekłością, ale czuję zarazem bezsiłę i sam prowokuję ów przestrach, aby się znowu zagubić.

***

Max Klinger, ---

Max Klinger, —

Zdumiewam i przerażam się tym, co sobie sam zgotowałem. A teraz jeszcze w to uwierzyłem. Stałem się częścią historii lub nutą w złej partyturze: powziąłem jakiś plan, a przecież to, co nadeszło, okazało się tak zaskakujące.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 27 października 2012 at 10:21  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/10/27/egzaltacja-poety/trackback/

%d blogerów lubi to: