Dialogi z Bernanosem (II)

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Niezbyt dobrze się rozeznaję w tym, co piszę, i Bóg mi świadkiem, iż nie chciałbym rozeznawać się dobrze. Wystarczy, że przeanalizują mnie inni, ja zaś uważam za istotne, aby przekazać ludziom dobrej woli coś niecoś z przenikającego mnie tragizmu, z patosu życia wewnętrznego, z dotkliwej walki duchowej, jaką na co dzień wściekle staczam.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Spośród tysiącznych rozczarowań, najboleśniejsze są te, które bez przerwy sprawiam sam sobie.

***

Czy ja w ogóle wiem, kim jestem? Leżą przede mną jakieś obowiązki, które powinienem wypełnić, cierpienie, jakie należy znieść z godnością, krzywdy, do których warto się poczuwać. Przede wszystkim zaś jednak złudzenia, które wypadałoby utracić, a „przy tego rodzaju okaleczeniach zawsze grozić może gangrena” (G. Bernanos). Ale bo czy nie jest lepiej pójść na śmierć nagim, kalekim i ułomnym, aniżeli zdegenerowanym i zgniłym?

Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła” (Mt, 5, 28 i nast.).

***

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Im bardziej posuwam się w latach, tym bardziej sposób utrzymywania przeze mnie kontaktów z ludźmi wydaje się anachroniczny i niesatysfakcjonujący. Bo i cóż ja mogę  z innymi wymieniać, jak nie relacje o rozczarowaniach i o tym, co mnie w kółko mierzi? Ostatnie z uczuć, jakie mi pozostało to złość, i ją wyrażam całym sobą, równie werbalnie, co i gestem.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Bóg wybiera sobie przyjaciół spośród miernoty po to, by wznieść ich ku sobie. Daje im podziwu godne bogactwa, ważne dochody i tytuły, wysokie stopnie i nazwiska. I oto przedtem tak przeciętni, teraz istnieją w miłości i są kochani, gdyż On ich kocha.

***

W pewnym sensie utraciłem kontakt z moimi odbiorcami i doskonale wyczuwam płynący z tego faktu niepokój. Ale czyż nie jest lepiej zerwać kontakt, niźli pobudzać rozżalenie? Nie ma zaprawdę nic gorszego od dyskontowania w nieskończoność wątpliwej sławy.

***

Gdy tylko wezmę do ręki długopis, zaczyna ożywać we mnie dzieciństwo: czas życia bardzo z gruntu zwyczajny, właściwie podobny do innych nic nieznaczących życiorysów, z którego jednak dobywam słowa niczym ze źródła nie potrafiącego się wyczerpać. Twarze i krajobrazy dzieciństwa splatają się ze sobą w jakimś pogodnym unisono, sennie stopione przez podświadomość, zmieszane na chybił trafił przez nie znającą wytchnienia pamięć, której bieg sprawia, że jestem tym, kim jestem: ubogim twórcą.

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Istoty, które obdarzałem miłością i nienawiścią, i beznamiętną nieczułością, przesuwają się oto przed moim wzrokiem, lecz rozpoznaję je już z trudem, dopiero znacznie później, kiedy przestały się wyrażać, albo nawet nie rozpoznaję ich wcale, ponieważ z wolna przeobraziły się w jakiś konglomerat postaci, łączących w sobie wiele cech. I takie wyimaginowane twarze są dla mnie bardziej rzeczywiste niźli te żywe, wiarygodne.

***

Pracuję zazwyczaj w skrajnym załamaniu nerwowym i ono właśnie nadaje ton wszystkiemu, co piszę z takim szczegółem i krewkością.

Paul Claudel: „Ofiarować Bogu swoje więzienie”.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Myślę o sobie zawsze w ten sam sposób, że tak niewiele mogę dać innym. Ale czy człowiek kiedykolwiek posiada świadomość tego, co daje? Prawdopodobnie nie. „Rękę jednego człowieka od ręki drugiego dzieli cały obszar świata” (G. Bernanos). Z tak wielkiej odległości proces dawania jest już tylko gestem; prawdziwym dawcą jest zaś Bóg.

***

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Potrafię bardzo głęboko odczuwać czyjeś cierpienie, ale naprawdę nie mogę go z nim dzielić, to znaczy przyjąć na siebie jakiejś jego części. Jest tak dlatego, że cierpienie należy do uczuć, które się nie dzielą. Jest ono w drugim, jest drugiego, ale nie jest nim.

***

Tego, czego oczekują ode mnie inni, to właśnie oczekuje Bóg.

***

Należę do owych dusz niespokojnych, egzaltowanych bezsennością, które znajdują poczucie bezpieczeństwa w jakiejś na poły religijnej, na poły intelektualnej formie dyscypliny i posłuszeństwa, do których nie czują się zrodzeni.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Bernanos wyraża przekonanie, iż epoka antyklerykalizmu i prześladowań religijnych już minęła. Istotnie, niebawem świat będzie w tak wątłym stopniu chrześcijański, że wszelkie problemy religijne i jakieś dylematy chwili przestaną go w ogóle pasjonować. Kościół pozostanie co najwyżej wątpliwą siłą polityczną, o jakiej głosy partie będą starały się pokusić.

***

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Sąd Ostateczny nie będzie przypominał znanych z autopsji posiedzeń sądowych; nie będzie też miał nic wspólnego z pompatycznymi kongresami. Do głosu dojdą „różne nieboraki”, a jako sędzia zasiądzie Bóg wraz z ubogimi wieśniakami z Galilei. I to oni wypowiedzą ostatnie słowo.

***

Ja już nie potrafię, ja już zaczynam krzyczeć. I głos, który miał się stać pokrzepieniem wielu, jest jednym niedającym się już powstrzymać odgłosem bólu i zwątpienia.

***

Pisząc tak, jak czuję się w obowiązku pisać, z góry wykluczam się z wszelkich rozgrywek literackich, akademickich i myślowych, bez których intratna kariera jest niemożliwością. A jednak nie żałuję swojej decyzji, a jeszcze mniej się nią chełpię.

Georges Bernanos: „Poszedłem po linii skromnego i przeznaczonego mi żywota, ot i wszystko”.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Bóg pragnie, abyśmy wszystko utracili i znajdowali wyłączne oparcie w Jego najwyższym majestacie, w uprzytomnieniu sobie dobrego i złego, tego, co słuszne i niesłuszne, tego, co w nas u zarania wszczepił.

I oto ludzkość od ponad dwóch tysięcy lat przeżywa pokolenie za pokoleniem mękę Chrystusa, a jednak moja generacja zdaje się wkraczać w najgłębsze i najbardziej osobiste źródło owej agonii: samotność całkowitą, bezwarunkowe opuszczenie. A mimo to nie dostąpimy zaszczytu krwawego męczeństwa.

***

Z powołania i z temperamentu należę do pewnego gatunku pisarzy i myślicieli, którzy muszą bez przerwy czerpać z siebie, i których wieczne próby mają w sobie jakąś krzywdzącą nieporadność, postępującą wraz z głęboką fizyczną otwartością. Oznacza to, iż jestem pisarzem oryginalnym, albo nikim. Jeżeli Bóg sobie tego zażyczy, abym przedkładał moim życiem świadectwo, muszę być na to zawsze przygotowany, trzeba mi będzie dużo pracować, ogromnie cierpieć, doświadczać wątpliwości, tak w chwili znikomego powodzenia, jak i rzeczywistości klęski. Pozycja twórcy w ten sposób pojmowana nie ma już nic wspólnego z zawodem, staje się niespodzianką i przygodą, a przede wszystkim walką duchową. A każda walka jest męczeństwem.

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Autor „Dziennika wiejskiego proboszcza” spostrzega ponadto, iż powołanie pisarza bywa najczęściej odpowiednikiem wezwania kapłańskiego w tym dumnym stawianiu czoła nieustającym przeciwnościom, w pewnej odwadze i prostocie, z jaką podchodzi się do ciężkich prób. Jakże łatwo podówczas zgorzknieć! A zgorzkniały artysta nie jest już dłużej twórcą, tak jak „zgorzkniała stara panna nie jest już kobietą”.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Nasz świat jest światem zgubionym – zauważa Bernanos – aczkolwiek nie zostanie zniszczony siłą. On zdewastuje sam siebie własnymi sprzecznościami, właściwą mu nieludzkością, która sprawia, iż człowiek nie jest już w stanie na nim żyć. Tak, człowiek może z łatwością obejść się bez jego potęgi, podczas gdy on nie potrafi obejść się bez człowieka. Przeciwstawia się światu cała potęgą bezwładu, do jakiej jest tylko zdolny. Jedną natomiast z cech bezwładu jest to, że dla osiągnięcia najniklejszego bodaj rezultatu, trzeba oddawać się do głębi i angażować bez dwóch słów, tak permanentnie, bez ociągania i możliwości powrotu. Czy my to potrafimy?

***

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

W społeczeństwie, które na moich oczach rozpada się w proch, chciałbym pozostać świadkiem tego, co wiecznotrwałe, przeciwko temu, co podsyca złudzenie trwania.

***

Cnota, z chwilą kiedy zaczyna być systematycznie nagradzana, przestaje już być cnotą, i staje się czymś w rodzaju wyrachowania, interesowności.

***

Każdy brak zrozumienia, niesprawiedliwość i natręctwo, owa „niższego rzędu i mięczakowata forma zakłamania, zwana dwulicowością”, słowem pewnego typu miernota o konkretnym ciężarze i kształcie, budzi w mych trzewiach jawny bunt, abominację, obrzydzenie. Nie można jej w żadnej mierze przyjąć, pragnie się ją odrzucić i zanurzyć w najczystszej przyjaźni, i miłosierdziu, i pokorze.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Kiedyś byłem uosobieniem entuzjazmu i młodzieńczego zapału; później zawisły nade mną ciężkie próby i obdarzyły tym, co cierpienie na zawsze wręcza artyście, jako że artysta już z samej jego konsystencji jest udręczony i potrzebuje dobrej woli. Ta więc zostałem obdarzony pogłębieniem, jakimś wyczuciem utajonych treści, wyglądających z sedna rzeczy oraz ich przeznaczenia, co jest sekretem każdej sztuki. Stałem się zatem artystą dojrzałym w poszukiwaniach i wysiłku, i teraz usiłuję zjednoczyć mój trud z naturą, którą w okresie dawnej młodości mogłem się tylko z lekka radować.

***

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Jak pracować doszczętnie, jak całkowicie poświęcić się powstającemu dziełu, jak siebie oddać bez zarzutu? Wszelkie dzieło sztuki powinno być postacią wyrzeczenia siebie, światłem miłości, nie zwątpienia. Sztuka została stworzona dla ludzi, a nie odwrotnie, o czym z łatwością zapominają twórcy dzisiejsi, traktujący publiczność z wyrachowaniem i obłędem. Są tak świadomie perwersyjni, tak ekspresyjni i okrutni, sondując biedne zmysły widzów, wypróbowujący na nich najskrytsze lęki i trucizny.

Georges Bernanos: „Sztuka bez miłości, choć nie zdołałaby wyrządzić tak wielkich szkód [to znaczy: zniszczyć świat], to także zgłodniała bestia”.

***

Myślę o sobie zawsze w ten sam sposób, to znaczy, że tak niewiele mogę z siebie dać. Owszem, mam w sobie pewien geniusz kompilowania i żerowania na cudzych wytworach, lecz nie wypowiada się on w moim dziele, gdzie jest jakby wchłonięty, przetrawiony, a w końcu zniweczony po to, aby odnaleźć ludzki wyraz, zhumanizować się, uczłowieczyć. Tej to umiejętności poświęcam stale rzeczy cenne i własną miłość wespół z nimi. To sprawia, że moje dzieło nie jest wyłącznie sumą moich rozczarowań i wątpliwości, a także cierpień, jakich zaznaję w całym życiu, ale jest owym całym życiem, przeobrażonym, rozświetlonym.

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Osiągnąwszy to pojednanie kosztem bezmiernego wysiłku, nadal go pragnę i pożądam, a to dlatego, że moja radość wewnętrzna tak samo nie należy do mnie, jak dzieło, które zostało nią odżywione. Muszę rozdawać ją stopniowo, muszę umierać z pustym sercem, nie posiadając już niczego. Bo może zresztą nie chodzi o to, aby przenosić dzieło nad siebie, albo samego siebie nad dzieło, ale by kochać się w swych wytworach, tak jak gustuje w swoich wytworach Bóg.

***

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Istnieje część człowieka, którą Bóg widzi i osądza, a której nasze sądy nie mogą dosięgnąć, bo nasz sądy są znikome, i nieistotne i nieważne. Pragnę wyrazić ją w mej sztuce z tak dużym bólem, natężeniem, lecz jestem tylko w rękach Boga, jak wyciśnięte winne grono, aż wydam z siebie całą lepkość i się połączę z Nim w wieczności.

Paul Claudel: „Co rano Pan powiada do duszy będącej w stanie łaski: Dziś będziesz ze mną w raju”. Cóż za tempo: dzisiaj, zaraz!

***

Wstyd mi na myśl o opinii, jaką możecie sobie o mnie wyrobić, na myśl o oczekiwaniu ode mnie jakiejś sztuki, która wymaga zaufania. Ponieważ jednak przychodzę do was z pustką w dłoniach, wierzę, że Bóg zechce w nie włożyć to, co pragniecie w nich odnaleźć. Być może także w waszych dłoniach odkryję to, czego w nich nigdy nie szukałem, lecz Pan w nie złożył coś dobrego.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Paul Claudel: „Cicho bądź. Daj istnieć Bogu”.

W ciszy i samotności człowiek bez trudu odnajduje siebie, odkrywa wówczas własną prawdę, a przez tą prawdę zbliża się do prawdy innych. Nie zapewni tego codzienne obcowanie bliźnich, choćby nie wiadomo ile dobrej woli się w nie wkładało; pozwala ono jedynie na poznanie jakichś śmiesznostek, beznadziei. I jeszcze utrwala w nas ten niepoprawny intelektualizm, protekcjonalność, intryganctwo! Czy one mogą mieć coś do czynienia z miłością drugiego? Znacznie bardziej związane są z umiejętnością wysługiwania się ludźmi, aniżeli rzeczywistym im oddaniem i służeniem. Ten zaś, kto rości sobie prawo do bezkarnego posługiwania się innym człowiekiem, bodaj w najbardziej wzniosłych celach, naraża się na straszne niebezpieczeństwo. Ponieważ ludźmi nie wolno się bawić – w końcu za każdego z nas umarł Chrystus. Tak samo nie ujdzie na sucho manipulowanie Bogiem.

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Oczywiście istnieje także inna samotność, będąca symptomem dezercji, warunkowana pogardą i pychą, lecz nie taką samotność mam na myśli.

***

Cierpienie ludzkie zagubiło się w otchłani powszechnej radości, a przecież nadal toczy dialog z Bogiem, szepcze potulnie cichym głosem, gdyż i ono jest ciche nad wyraz, takie rozważne, tak uległe, a zawsze czujne i pragnące wypełnić swoje zadanie do końca, aż do pustości nowego poranka, w którym zaświta znowu Chrystus.

***

Prowadzę grę, w której stawką jest moje powołanie i moje życie. Są one po prostu tym czym są, i na tym właśnie polegają, na tym, że zostały mi dane. I już nie mogę się od nich uwolnić.

***

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Powinniśmy zbawiać siebie nawzajem nie przez uniki czy rezerwę, ale przez pomaganie sobie w drodze ku pełni, do ostatka. A jednak czynienie tego, do czego się nie zostało powołanym, chociażby to służyło do uzyskania zasług, jest czymś nieludzkim oraz podłym, tak jak „ożenek bez miłości po to, aby przez cotygodniowe ćwiczenia małżeńskie unikać pokus przeciw szóstemu przykazaniu” (G. Bernanos).

***

Paul Claudel: „Z wielkim trudem odnajduję powinne mi miejsce w świecie, który nie jest już dla mnie stworzony”.

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Nie jestem wiecznym malkontentem. Ja tylko nie chcę się włączać w świat bez przyszłości i bez nadziei, w którym jednakże każą nam postrzegać raj, w jaki ten świat ma się wcześniej czy później przeobrazić. Pragnę za wszelką cenę cofnąć się od wrót takiego raju, do którego – jak zauważył autor „Radości” – zostaniemy zmuszeni pod karą śmierci, uciec „jak wół przed progiem rzeźni, gdyż przez wrota wietrzę zapach krwi!”. I czyż to smętne doświadczenie nie będzie aby ostatecznym? Czyż nie będzie tak, że z chwilą wkroczenia do tego raju, nie będzie wolno nam go opuścić?

Robert Doisneau, ---

Robert Doisneau, —

Współczesna technika wyspecjalizowała się w tworzeniu umiejętnych potrzeb, lecz przy okazji jest ona także zdolna likwidować ludzi, których nie może zadowolić. Z pewnością można sobie wyobrazić nadczłowieka i podczłowieka, co wyjaśniła zgrabnie historia, ale czy z takich wariantów ludzi da się wyprowadzić człowieka zbawionego?

***

Życie moje jest już pełne zmarłych. A pośród nich najbardziej umarły wydaję się ja sam, ten wątły chłopiec, którym byłem. A przecież zbliża się godzina, kiedy to on stanie na czele mojego życia i zbierze rozproszone lata aż do ostatka, aż po kres. Przywróci przy tym porządek temu niepospiesznemu trwaniu i wkroczy z jego latami w krainę Boga, do domu Ojca.

Pablo Picasso, ---

Pablo Picasso, —

Kiedy się mówi w imieniu dzieciństwa, trzeba przemawiać językiem dziecka, a język jest to zapoznany, którego szukam w każdej książce, jak gdybym mógł nim coś wyrazić! Czasami znajduję wyłącznie jakiś cień, jakiś subtelniejszy akcent, i wówczas nadstawiam uszu, aby zawładnąć ową myślą, aby dać się jej zauroczyć. I piszę dla tych, którzy tą pisaniną pogardzają, chociaż nie mogę ich przekonać.

***

Najstraszliwszą metodą, jaką można zastosować wobec pisarza, którego chce się za życia uśmiercić, jest milczenie.

© Andrzej Osiński

Zdjęcia i reprodukcje: http://pintura.aut.org/

Reklamy
Published in: on 1 grudnia 2012 at 9:43  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/12/01/dialogi-z-bernanosem-ii/trackback/

%d blogerów lubi to: