Kuszenie poety (II)

Martin Parr

Martin Parr

Lato ściągnęło przestrzeń kosmiczną ku ziemi i sprowadziło ją do szemrzącego echem zagajnika, w którym króluje czyste marzenie. Porusza się ono wraz z ludzkim oddechem,  przepływa strumieniem pośród snu, wzlatuje tchnieniem zmieniającym się ustawicznie, jak gdybym tkwił w sercu tego lasu, którego wierzchołków i korzeni nie sposób odróżnić i gdzie człowiek i sen wzajemnie się przenikają, noc w noc, dzień w dzień. I wówczas lato zwalnia mnie od rozlicznych pytań, jakie zamierzam stawiać życiu, oczywiście nie ma ono przygotowanej odpowiedzi, a tylko sprawia, że już nie mam żadnych pytań. I jest mi tak lekko na sercu.

***

Dookoła mnie słońce wyławia iglasty kobierzec, odłamane gałęzie i skrawki rzadkiej ściółki. Drzewa obsiadają gęsto liście, których zielone żyłki korespondują z barwą mchu i tak przypominają skórę płazów. Twarda, spękana ziemia obejmuje pnie z przylepionymi kroplami żywicy. Splecione czernią wysokie konary dźwigają się do błękitnej wieczności, a senne brzęczenie owadów wtapia się w przejrzysty obłok lata, jak sen wtopiony w sen, świetlistość płynąca z duszy.

***

Martin Parr

Martin Parr

Przepełniło mnie osłupienie, które nie wypływało z obfitości życia, ile ze mnie samego, którego tu a nie gdzie indziej umieszczono, stworzenia związanego z wszelkim innym stworzeniem, poruszającego się na nogach poprzez poranną rosę i chwytającego jasny dzień. A przecież jestem tylko złudnym snem wobec wszystkich innych snów, które noszę w sobie wędrując poprzez deszczowe pole i wyczekując blasku słońca. Wnikam w jego chłodny cień, samemu będąc tylko kroplą rosy, która w mgnieniu oka wyparuje. Słyszę kukanie kukułki i śpiew słowika, przemieszczający się z krańca na kraniec aż po granice pojmowania, najdalszy kres mojej jaźni. I niepostrzegalnie zapadam w zdziwienie.

***

Martin Parr

Martin Parr

Przechodząc otarłem się o pień starego dębu, poczułem jego żywotność, która pęcznieje z mokrej ziemi, sama nie będąc ziemią. I było mi tak jakbym z miłością obejmował ramię bliskiego mi człowieka i poczuł w mojej dłoni wspaniałość jego jestestwa. Żyje ono odrębnie ode mnie jak gdyby wyrastało z innej ziemi, z najbardziej nieznanej gleby i najdalszego błękitu nieba, i płynie wartko ku mnie i budzi wybawienie i darowuje spokój losu.

***

Ziemia wokół mnie szepcze o zbliżającym się dojrzewaniu. Żółtozielone żyto i odbarwiony owies, sztywniejący na wietrze, są delikatnie poruszane przez lato. Tworzą one delikatnie rozwibrowany okrąg tchnący porankiem i obarczony brzemieniem snu. Lasy zamykają horyzont, płożąc się coraz dalej na wzgórzach, tuż za rozciągniętymi w pasach polami, coraz dalej i dalej, nawarstwiając się niby czarne, srebrzyste fale, znieruchomiałe w swojej pełni. Wysoko umieszczona światłość liże promieniem nagie żleby skał i przytakuje pojedynczym drzewom wyrastającym z dumnego granitu „niczym ostatnie odpryski snu”. Kroczę przez sen i przechowuję w sobie wszystkie obrazy świata, które na nowo stwarzam, a mimo to sam jestem w nich przechowany.

***

Martin Parr

Martin Parr

Człowiek intuicyjnie szuka zbawienia i nie zastanawia się, czy jest kochany, lecz pragnie być wyrwany z sennego marzenia i zbudzony do nowej miłości, która określa człowieczeństwo. Żąda być powołany do rzeczywistości, mimo iż sam nie jest zdolny do wybawienia, dopóki nie został przebudzony i nie posiada miłości.

***

Martin Parr

Martin Parr

W trakcie mojej lektury nadeszła ciężka burza z całym swym ołowianym pięknem, w chmurnie rozległej sile, marszcząc i zasępiając niebo; wydobywała czarne podmuchy gniewu zza horyzontu i dumnie zawisła nad światem. Z pośpiechem załatwiałem swoje czynności i jednocześnie rzucałem okiem na drzewa, którymi szargała wichura jak gdyby to był wieczór. Było to wczesne popołudnie o barwie ciemnego wieczoru, ciemniejsze od sierpniowego zmierzchu, przesycone dziwną poświatą wyłaniającą się z białoszarej pustki. Składało się ono z przymglonego słońca i smętnych cieni, miękkiego i stanowczego dudnienia, łkającego nad sobą samym w rozległej ciszy, jaka pochłaniała wszystko.

Działo się to w gwałtownym bólu, rozdzieranym piorunami i z całą rozpaczą, jaka się mieści w wyzwoleniu. W gigantycznej walce burzy zwarły się ze sobą szaleństwo i uśmierzenie, moce podziemne i człowieczeństwo, „wybawienie wiodące w nicość i wybawienie wiodące do równowagi życia”. Słuch był szarpany głośną żałością przyrody, zdławionym szlochem rozpościerającej się w niebie rozpaczy, dźwiękiem pełniejszym i łagodniejszym w swoim bogactwie, deszczem sączącym się z szumem wilgoci po każdym uderzeniu pioruna a zarazem westchnieniem ulgi przetaczającym się przez całą naturę. I moje serce podjęło swoją miarowość i równowagę swego tętna.

***

Martin Parr

Martin Parr

Wszystko, do czego przykładam rękę jest nasycone pewną z trudem poskramianą namiętnością, nie hamowaną i nie ujarzmioną w swojej pierwotności, lecz taką, jaka się tli w każdym człowieku. Wyziera ona z mojego wzroku i jest żywa w moich głębinach, w każdej chwili gotowa do powstania, gdyż prawdziwa namiętność wypływa z nieskończoności.

***

Wszystko, co przyroda pokazuje człowiekowi, stanowi symbol jego własnego życia, obraz bezruchu w południe jego egzystencji, w tej strasznej chwili, kiedy rozpromienione niebo młodości nagle nieruchomieje. I wówczas człowiek już nie rozumie swojej młodości a wszystkie jego dotychczasowe pragnienia, marzenia i osiągnięcia stają się „czymś obcym i zwietrzałym”, i nie pociągają już za sobą nowych celów. Nadchodzi taki moment, kiedy istota ludzka zewnętrznie i wewnętrznie jest jeszcze młoda, a przy tym nagle się starzeje, pozornie należąc jeszcze do młodości, i to jest bolesny punkt na krzywej linii życia, „punkt okrutnego postoju i zastygłego bezruchu”, miejsce, od którego przestaje istnieć związek z tym, co było, i z tym, co dopiero nadejdzie. I tak człowiek jest zdany wyłącznie na siebie i z trwogą w sercu oczekuje na przesilenie.

***

Martin Parr

Martin Parr

Prawdziwa sprawiedliwość nie wywodzi się od człowieka, ona przybywa stamtąd, gdzie jest nieskończoność.

***

Zapomniałem o sobie i o niejednym wydarzeniu na świecie, kiedy tak siedziałem tkwiąc przy murze domu, i nie myślałem nawet o nim samym i o tym, co miałem jeszcze do załatwienia. Po prostu siedziałem przepełniony oczekiwaniem, które było znacznie większe aniżeli ja sam, i które wnikało do mnie z zewnątrz a potem wypływało ze mnie niczym ze źródła. Przepełniało ono świat zewnętrzny i wiązało go ze mną we wspólnym oczekiwaniu. Przestałem odczuwać zmęczenie, chociaż miałem za sobą duży wysiłek i przepełniała mnie ulga, że oparłem się niebezpieczeństwu.

***

Martin Parr

Martin Parr

Im bardziej człowiek zbliża się ku śmierci, tym szybciej przyciąga do siebie minione życie; nici wspomnień rwą się i stają się coraz krótsze, plącząc się tańczą na wietrze, a potem zamieniają się w nie do rozwikłania teraźniejszość.

***

Dosięgnął mnie trwały ból, tak przejmujący jak nienawiść, która się żarzy w popiołach życia, trwalszy od istniejącej, lecz już wypalonej egzystencji i bardziej przekonujący od niegdysiejszej rozkoszy. Ból ten przenikał wieczność i przezwyciężał dawną miłość, z której nie pozostało nic poza wyblakłą fotografią na ścianie. Wszystko ugięło się przed nienawiścią.

***

Martin Parr

Martin Parr

Drogę zbliżającą się do podstawy szczytu zakryły roztańczone cienie wieczoru i las delikatniał z każdym oddechem. Moje nozdrza rozszerzyły się, aby pochłonąć tą łagodność i zatapiałem oczy we wszechobecną zieleń, po czym chłodniałem w różowości zmierzchu, który oddalił całe złoto dnia. Niewyobrażalna czystość we wszystkich swoich odmianach przesączała się ku szarości snu; góry tkwiły nieruchome w nie dającej się opisać przejrzystości, po której dnie się przechadzałem. Wieczorne światło stało się nieme i łagodne, odbarwiało pnie posępnych jodeł i sosen, i roztańczyło się w modrzewiach. Później dotarło do krzaków jałowca i ogarnęło niskopienne zarośla, gdy tymczasem wysoko w górze, ponad koronami drzew, zamierające fale słońca niknęły w przestworzach błękitu. I cała zieleń otworzyła się na przyjęcie tego ostatniego blasku, a każdy liść i każda szpilka stały się zielonym zwierciadłem zmierzchu, o które rozbijało się śpiewne ptactwo.

Ziemia, po której kroczyłem zamieniła się w zieloność, deptałem gęste poszycie z mchu, wąska ścieżyna była pełna listków, płaskiej murawy oraz pnączy. Śpiewała ona nieznanym głosem, którego nurt nie chciał umilknąć. Przeciwnie, jeszcze nabrał echa, bowiem z głębi leśnego stoku dochodziły odgłosy wiatru i przerywane śmiechy ludzkie, powolny nasilający się poszum. Leżało przede mną szerokie i wydłużone wgłębienie łąki, osaczonej przez grzbiety lasu i oświetlonej ostatkiem słońca, niknącą pozłotą wieczoru, który zanurzał w cieniu stromy las. I oto grzbiety straciły swoją namacalność i odwróciły się ciemnym dnem ku dolinie niby pozaczasowy mur, szorstko i zarazem miękko, zasnute niezliczonymi i niewidzialnymi nićmi zmierzchu.

Martin Parr

Martin Parr

Przerwałem na chwilę mój marsz i wsparłem się całym ciałem o kostur rozmyślnie wbity w ziemię, chłonąłem obraz wieczoru i wsłuchiwałem się w jego niemilknącą pamięć, czułem na skórze jego oddech. Jasnozielone, omszałe krzyże spoczywały u moich stóp, a znieruchomiały w mroku modrzewiowy zagajnik, będący „dzieciństwem wszelkiego stworzenia”, milcząco spoglądał w górę nucąc bez głosu odwieczną pieśń. Niebo obsunęło się jeszcze niżej, granica pomiędzy nim a lasem zatarła się w mroku, a w jego nieskończonym rozwarciu unosiła się jeszcze para skowronków. Nagle rozległo się mocne rechotanie żaby tak witającej mroczny wieczór, po niej odezwały się kolejne. Hałas ten nie potrafił zagłuszyć niemoty świata przenikniętego zmierzchem, który ponad wszelką miłością i nienawiścią, a nawet poza wszelką pamięcią ludzką splatał się z tym, co niezbadane. Bowiem jest ono większe od jakiegokolwiek dźwięku i niemej pieśni, które docierają do wrót niewidzialności, i w których tajemnicy skrywa swe skrzydła muzyka i śpiew wszelkiego stworzenia.

Martin Parr

Martin Parr

Kroczyły one zaraz za mymi plecami, wplecione i złączone z poświatą nieba, które rzucało niepewne blaski na okoliczne łąki i kamienistą drogę ścielącą się u mych stóp. Płożyły się one w luźnej plątaninie krzaków, w ich poskręcanych gałęziach, mruczących niekończącym się brzęczeniem owadów, omotanych pajęczyną i kurzem lasu, błyszczących ostatnim promieniem słońca. I tak zamotane oddawały dogasające ciepło lata.

***

Siedziałem na schodach wiodących do kapliczki, rozgrzanych południowym słońcem, z ręką łagodnie obejmującą kolana, i nagle nadciągnęła wieczność ciągnąca w górę złotym blaskiem. Odbijała się ona w lustrze jeziora i niepostrzeżenie falowała. Zatopiłem się w niespiesznej kontemplacji i czułem, iż czeka tu na mnie uśmierzenie wszelkiej nienawiści i bolesnego rozdarcia świata. Moja wewnętrzna szarpanina, gnana prześcigającymi się nawzajem odruchami i bezsensownym zamętem, wydała mi się nagle minioną i przemieniła się w odblask południa tańczący na tafli jeziora.

Martin Parr

Martin Parr

Tak oto siedziałem sobie tutaj i czekałem na nie wiadomo co, a miękkie i ciepłe trawy przylegały pieszczotliwie do mych dłoni, rodząc wrażenie jakbym nimi obejmował szczyptę nieskończoności, bez której przebłysku żadne stworzenie nie jest w stanie zaistnieć; fragment bezgranicznej świadomości, której pełnia jest niezaprzeczalnym atutem ludzkości. Jej promienie dotykają wszystkie formy życia: kwiat gotowy na przyjęcie wieczoru, lecącą nad bruzdami pola jaskółkę, żabę rechoczącą w rozgrzanym latem stawie. Przebłysk egzystencji przewija się przez nie z żywością, niby jakiś głęboko ukryty nerw łączący wszystkie stworzenia.

***

Martin Parr

Martin Parr

Człowiek niczego nie pragnie więcej aniżeli zbawienia, ponieważ sam nie potrafi sobie uwierzyć i bezustannie szuka kogoś, kto mu tę wiedzę unaoczni własnym życiem i własną śmiercią. Ludzkość pragnie się przekonać, że istnieje wyższa wiedza dotykająca jednocześnie śmierci i życia, gdyż ma świadomość, że taka wiedza jest prawdą, a ten, kto ją im zademonstruje na przykładzie swojego życia, rzeczywiście pojmuje wszystkie serca. Dlatego bez końca rozmawia się o zbawieniu i stale czepia się tego, kto to zbawienie obieca, każdego fałszywego proroka. Za prawdę bierze się przy tym nienawiść, która potrafi powiedzieć jak dany człowiek wygląda, „zna go od butów aż po włosy”, a im większa nienawiść tym bardziej orli jest jej wzrok, ale on nie dociera do serca, plącząc się tylko po powierzchni.

***

Martin Parr

Martin Parr

Ogarnął mnie gorączkowy sen i świat widzialny zniknął mi z oczu a zarazem trwał w moich niepokojących snach, które domagają się wyrazu i o których jedynie muzyka może się wypowiadać, o ile dźwignie się do swych najrzadszych i najwznioślejszych tonów. Tkwi ona we mnie niczym nienarodzona wiedza o bycie, tkliwa, bolesna i nawiedzająca „niby niemy śpiew śmierci”, nie posiadająca skonkretyzowanego krajobrazu, a przecież zawierająca w sobie wszystkie. Jest ona od nich odgrodzona, a jednak obarczona niepojętą miłością do tego świata i do wszelkiego stworzenia, odejmująca wszystkie siły, tęskniąca za wyrzeczeniem. I jest w niej coś więcej, jakieś ludzkie, trwożliwe pragnienie przeminięcia w czasie, zatonięcia na zawsze w bycie, w świadomej śmierci, we wszechświecie.

***

Martin Parr

Martin Parr

Rytm pracy jest dobrym panem człowieka, gdyż zwalnia go od wyboru i od swobody decyzji, które w tej sytuacji są bezużyteczne, bo przecież gdyby ktoś posiadał niczym nieograniczoną swobodę działania, w szaleństwie będącym jej skutkiem, wykonywałby jakieś drugorzędne czynności i ratowałby zbędne rzeczy. Nic dziwnego, że istota ludzka tęskni za panem, który uwolniłby ją od tego szaleństwa i ochoczo poddaje się rytmowi nałożonej nań pracy. Myśli o tym, że wiekuiste czynności następujących po sobie orki, siewu i zbiorów, wyniosą go wysoko poza grozę śmierci, której nie można pokonać, bo czas ludzki jest na to zbyt nikły. I człowiek stale jest wtrącany w strach i samotność, i tęskni za „równomiernością jarzma”, za tym, aby być posłusznym sługą, który potrafi słuchać i któremu wskaże się najbliższe zadania. Tęskni za rozkazującym głosem, który zagłuszy wewnętrzną grozę i wezwie go do pełnienia bieżącego obowiązku.

***

Świat zdaje mi się wielkim i wspólnym snem, jaki snują wszyscy żyjący, przekonani, że postępują na jawie.

***

Martin Parr

Martin Parr

Nie ma na świecie człowieka, który nie uważałby, iż robi dla siebie dobrze, nawet jeżeli pozbawia się życia.

***

Wolno wspinałem się wątłą ścieżką, zmierzając w stronę słońca pobłyskującego zza płaskiego łańcucha wzgórz. Dolinę zaczęła wypełniać jasna szarość, szkląca się niby bezbarwny dym, który zalegając pod szczytami, spłynął teraz bezszelestnie na dół, aby przemienić wszystkie formy krajobrazu w jakąś płaską przejrzystość. Wzgórza i łąki zlały się ze sobą, teren zrównywał się, i nie dostrzegało się już granicy pomiędzy górą a dołem. Przede mną, tuż na wyciągnięcie ręki drzewa i stogi były jeszcze zielone: szmaragdowa wyspa o zanikających krańcach. Po chwili towarzyszyła mi już tylko liliowa pozłota na niebie, cienkie, nieostre pasmo, które głosiło wieść o odejściu dnia i zewsząd wdzierało się cienie zmierzchu, niwecząc jasne kształty natury. W blasku księżyca wydłużyły się szczeliny i żleby, otworzyły się na powrót przełęcze, a ogromna pokrywa lasu upstrzona stożkami modrzewi i świerków, co raz bardziej ciemniała i czerniała. Las, w który wszedłem, był już tylko zapachem malin, przebijającym się spod woni żywicy, mchu i próchna, i ogarnął mnie niewytłumaczalny lęk.

***

Martin Parr

Martin Parr

Ważne jest tylko to, by ludziom coś obiecać, lecz tego nie dotrzymać, bo ludzie i tak przecież żyją nadzieją.

***

Milczenie śmierci i bólu jest silniejsze od wszystkich ludzkich uwag.

***

Kora drzewa delikatnie dźwięczy wokół mnie, niebo jest jego koroną a ciemne konary prężą się w kryształowej przejrzystości, wiją się i chylą w swej bezgranicznej pokorze. Spoza nich wyłania się niepojęta wiedza o bycie, wiedza, która jest tak wielka, że nieskończoności dnia i nocy stykają się w niej wzajemnie, a przyszłość staje się wspomnieniem na wzór minionego. Jest to „niema wiedza pełna kwietnych oczu”, a kwieciem są gwiazdy.

Martin Parr

Martin Parr

Posuwając swe kroki to w górę to w dół, chodzę nad brzegiem istnienia, a idąc prawie nie czuję własnego ciała i nie posuwam się do przodu. Uchwyciło mnie łagodne spoczywanie unoszące mnie w stronę stawu, które wolno krąży i nieruchomo podsuwa się ku mnie, a ja w swym lęku nie uciekam, lecz lęk ten niesie mnie za sobą poprzez nieznane wnętrze ziemi do miejsca, w którym się błyszczy ten staw. Niewidzialny strach wypełnia jego głębinę, perli się w niej czas podążający od sosen do źródła, wiążący krajobraz w bezruchu, i moje nogi znowu czują leśną glebę, przetykaną mchem i grzybami, i drobnym żwirem. Niebo ześliznęło się w dół i otuliło mnie swoją błękitną suknią, ja zaś uniosłem się nad wodami i leśną ścieżką, a ze mną podnosiły się góry i drzewa. I wszędzie rozpościerała się cisza i nieruchomość, a gwiazdy spadały w krysztale powietrza. Na anielskich skrzydłach uciekałem od mijających lat, i pędziłem ku niewidzialności i ku środkowi wszystkich światów.

***

Martin Parr

Martin Parr

Natura tylko u człowieka wyznacza tak ostrą granicę pomiędzy tym co żywe a nieżywe, i tym, co było przedtem a tym, co będzie potem, i w ten sposób wyróżnia istotę ludzką z grona innych istot. Wyławia go poprzez obdarzenie tęsknotą, aby ową granicę zniósł bezpowrotnie, i nadal pozostał człowiekiem.

***

Natura mści się na człowieku za „zgwałconego ducha”, gdyż natura i duch tworzą jedno, i dla człowieka istnieje tylko jedna droga do natury i jej nieskończoności, a jest nią łaska, niesamowite wyróżnienie przez Pana.

© Andrzej Osiński

Published in: on 30 Listopad 2013 at 9:30  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2013/11/30/kuszenie-poety-ii/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: