Początek nocy

André Kertész

André Kertész

Zapomnienie jest lenistwem, niechęcią do oddzielania pewnych woni, dźwięków i kształtów, do wybierania ich spośród miliona innych.

 ***

Przez gasnącą żarówkę przebiega nagły błysk, dyskretny szum wysłużonej klawiatury narzuca rytm mojemu milczeniu. Zewsząd otaczają mnie książki, ściskają mnie bez wytchnienia, niektóre szeroko otwarte przemawiają do mnie swym cichym głosem, śpiewają odwieczną pieśń o nieznanej linii, inne nieme, ale najeżone podkreśleniami i zakładkami, jak gdyby oczekiwały na wezwanie. Milcząco pragną ofiarować mi własną mądrość w spokoju nocy, w rytmie wieczornej pracy, w trakcie której usiłuję o nich zapomnieć.

 ***

Tak bardzo lękam się mego smutnego myślenia, tęskniącego do więzów, które nie chcą ode mnie odpaść.

 ***

André Kertész

André Kertész

Wiele jest sposobów zerwania ze światem i „rzucania rękawicy jego konwencjom”.

 ***

„To skończona historia”… Jak gdyby jakakolwiek historia mogła być kiedy skończona! Choć nasze serca pokrywa gęsty popiół, podstępny ogień goreje pod powierzchnią minionych lat. I oto bohaterowie dramatu, niegdyś młodzieńczy i pełni werwy, ukazują w nim swoje nagle postarzałe oblicza i wycieńczone ciała. Ich oczy unikają się wzajemnie. Ich usta milczą.

 ***

André Kertész

André Kertész

Wszystkie wrażenia notuję bez przyjemności, dla ciekawości samego siebie i innych ludzi krążących wokół mnie, ale również dlatego, żeby nakreślić każde zjawisko na drodze mojego życia. Wiem już, że każdy fałszywy krok na niej gotów jest mnie strącić w ciemności zewnętrzne, które są wypełnione nieopisanymi widmami.

 ***

Nadaję trwałe życie ledwie wypowiedzianym słowom.

 ***

Po wypowiedzeniu wojny, po tym jak kości zostały już rzucone, nie ma nic bardziej dolegliwego aniżeli bezczynność. Dopadła mnie w swoje szpony i oto siedzę tu przy biurku, otwierając i zamykając kilka książek, ale niczyje myśli nie są w stanie na dłużej mnie zająć ani uzyskać nade mną władzy. A moja własna myśl nie jest w stanie wyzwolić się od dojmującego zniechęcenia i wstrętu do samego siebie.

 ***

André Kertész

André Kertész

Dźwigamy nie tyle brzemię lat, co ciężar naszych czynów.

 ***

Pragniemy uratować umierającą z pragnienia istotę, i nawet wiemy jaką żywą wodą należy zwilżyć jej wargi, ale nie wiemy jakim naczyniem wody tej zaczerpnąć. I tak bardzo jesteśmy już oddaleni od studni, w której pluszcze ta żywa woda; nie znamy do niej drogi, a nawet gdybyśmy tę drogę mieli odnaleźć, wydaje się ona zbyt długa i zbyt stroma dla nas porażonych bezwładem i zniechęceniem.

 ***

Zerwanie z rzeczami realnymi jest niczym wobec zerwania ze wspomnieniami.

 ***

André Kertész

André Kertész

Jakże przerażająca jest ta obojętność, jaką odczuwa młodość wobec zainteresowania ludzi starych, których kochać nie chce!

 ***

Odgłos trzaśnięcia drzwi wejściowych nie zadał mi bólu, jakiego się spodziewałem, lecz przeciwnie, obdarzył mnie czymś w rodzaju wyzwolenia. Spojrzałem na swoją twarz w lustrze i próbowałem się zastanowić do czego doszedłem. Czy byłem bardziej upokorzony teraz aniżeli w jakiejkolwiek innej chwili mojego życia? Zawsze samotnie przeprawiam się przez wieczór i noc, czepiając się jakichś powtarzalnych czynności. Nie być samym, wymieniać zdania, słyszeć oddech drugiego życia – oto moje pragnienia. Tylko tego żądam, ale nawet i to nie jest możliwe. I tylko wzbiera gdzieś na dnie mej duszy ta dobrze znana fala zniechęcenia.

 ***

André Kertész

André Kertész

Szukam w książkach samego siebie i z zamiłowaniem podkreślam ołówkiem niektóre ich fragmenty. A przecież nic nie wynika z tej konfrontacji, a zmyślone istoty pierzchają przede mną, topnieją w mym własnym promieniowaniu.

 ***

Nie potrafię wyjść na miasto, aby nie wyrzucać pieniędzy „niby balastu” w celu wzniesienia się nad ogarniającą mnie pustkę, nawet nie dla przyjemności, lecz po to, aby otępić, znieczulić umysł. I nawet nie mam już siły fizycznej, żeby błąkać się bez tchu po ulicach. Książka i kino pomagają tylko na trochę, przerażenie i bezbronność nieraz mną owładnęły w tym półmroku. Najbardziej niepozorna istota żyjąca, którą obserwuję spod przymkniętych oczu, zaciekawia mnie bardziej niż te obrazy, którymi napełniam umysł. A jednak waham się przed rozrywką podglądania innych, gdyż sam nie potrafię przejść niepostrzeżenie. Daremnie ubieram się bez polotu, neutralnie, na próżno szukam miejsca w ukryciu – zawsze ściągam na siebie uwagę. A może tylko tak mi się zdaje? Straciłem dar samotników „dar owadów, które przybierają barwę liścia lub kory

 ***

André Kertész

André Kertész

Dotarłem do jakiegoś krańca, szedłem ścieżką nigdzie nie prowadzącą, ginącą pośród piasków, przerażony hałasem z zewnątrz. Tu pośród tych czterech ścian, bezdusznej podłogi i niskiego sufitu, jaki próbuję dosięgnąć wyciągając ramię, tu pozostaję w ukryciu. Ale jak trudno zdobyć się na to, aby pozostać w tych granicach!

 ***

 Wypełniło się: nie można już niczego zmienić w sumie moich czynów, a mój los przybrał oblicze wieczne. Oto czym jest przeżycie samego siebie, ta pewność, że nie można już niczego dodać ani ująć z tego, co zostało wypowiedziane i zrobione.

 ***

Bezsenności boję się więcej niż czegokolwiek, drżę przed tym leżeniem w ciemnościach, bezsiłą, wydaniem na pastwę odmętów wyobraźni, niezrozumiałych pokus ducha. Kiedy sen nie nadchodzi, błąkam się po pokoju jak po polu bitwy, odwracam zmarłych, szukam „twarzy jeszcze nietkniętej

***

André Kertész

André Kertész

Dobrowolne przeżuwanie własnych kłopotów nie jest prawdziwym cierpieniem.

***

Nie myślę już o niczym; skupiony na własnej osobie, wsłuchany w ten „głęboki rozstrój w samym centrum swego organizmu”, utrzymuję w ryzach szalejące serce i uspokajam jego absurdalne bicie, hamuję jego bezładny wyścig i zatrzymuję się na skraju próżni.

 ***

Jestem chory na skupienie i nie potrafię ani na chwilę oderwać uwagi od samego siebie. Wystarczy tylko spojrzeć, jak ustawicznie dotykam nosa, warg i policzków… Moje spojrzenie zwrócone jest do wewnątrz, godzina za godziną jestem świadomy własnego starzenia się i odchodzenia.

 ***

André Kertész

André Kertész

Tylko ci, których kochamy są w stanie naprawdę zadać nam ból.

© Andrzej Osiński

Published in: on 24 Październik 2014 at 13:18  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2014/10/24/poczatek-nocy/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: