Poeta gra z Bogiem

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Właściwie znam świat wyłącznie z filmów i książek. Czy można zatem powiedzieć, że w ogóle znam świat? Dzieje się tak dlatego, że na świecie jest tyle zmiennych, więcej aniżeli pojąć by mogła moja wyobraźnia. W istocie nie zrozumie tego żadna wyobraźnia, chyba że mamy do czynienia z istotą natchnioną i wizjonerską. Gra z Bogiem daje fantazję i natchnienie, ale nie pozwala na przewidzenie najskromniejszych zdarzeń. Wyobraźnia zużywa się w jakiś sposób podobnie jak rzeczywistość – to, co wyobrażone nie może się już wydarzyć. Ale zdarzają się rzeczy niewyrażalne, jak gdyby wyobraźnia i rzeczywistość czerpały z tego samego źródła, „z poczekalni rzeczywistości

***

Na ziemi wszystko zostało już bezapelacyjnie ustalone i nie ma miejsca na jakieś improwizacje. Wszystko znajduje się na swoim miejscu, i to nawet w mojej rzeczywistości, kiedy lata poprzewracały co się dało. Rzeczy szukają swoich miejsc i zakładają gniazda. Potrzebują niewiele czasu, aby się znaleźć tam, gdzie powinny być. Książki na stole, jakby przyrośnięte do sosnowej powierzchni, obrazy na ścianach zadomowione i prawie niezauważalne. Chodnik perfekcyjnie skupiony na drewnianej podłodze, przeczysta miękkość pod moimi stopami. Lampa ukryta poza własnym światłem.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Przez cały dzień pisałem zaskoczony ogromem czasu, jaki nieprzerwanie rozpościerał się przede mną. Kiedy bolały mnie ręce od wystukiwania słów na klawiaturze, kładłem się na kanapie i przypominałem sobie szczegóły, marzyłem i wyobrażałem sobie, badałem swoje możliwości. Po raz kolejny piszę o sobie, ale zaskoczony odkrywam, że to pisanie kreuje coś innego, aniżeli ja sam. Nie można być przecież równocześnie obserwowanym i obserwującym, poznawanym i poznającym. Może dlatego w moich tekstach jest coś, co wykracza poza rzeczywistość, jakaś kreacja, lecz nie fałsz.

Literatura – jak pisze Olga Tokarczuk – jest jakimś „usankcjonowanym, zwolnionym od etyki, społecznie aprobowanym i podziwianym kłamstwem”. Jest to coś, co zdecydowanie mnie przyciąga, albowiem nie ma niczego innego poza pisaniem, co by dawało taki przyczynek do refleksji i w pewnym sensie właśnie do kłamstwa. Pisanie jest relatywizmem, eksperymentem prawdy, stwarzaniem alternatyw. To właśnie próbuję wam przekazać.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Piszę od rana z niewyczuwalnymi przerwami na posiłek, piszę drepcząc po tym pokoju tam i z powrotem, wyglądając przez okno i obserwując szare deszczowe niebo. Wracam do moich początków i uczę się nazywać obrazy. Rzeczywistość wokół mnie gęstnieje, okazuje się, że jej jedyne źródło tkwi we mnie samym, i że nie ma innego świata poza mną. Że opisywanie świata jest opowiadaniem o sobie samym, i takie opisywanie siebie jest w gruncie rzeczy jedyną drogą.

***

Ten czas bez właściwości, znaczony równomiernie godzinami posiłków i perfekcyjnie dzielony na części, podtrzymuje mnie w sobie. Nie mam nic do zrobienia, nie dzwonią telefony, nie nadchodzą listy, które z łatwością mogłyby wytrącić mnie z doskonałej homeostazy. Trwam w kontemplacji. Wszystko następuje jedno po drugim, skrada się lekko z niezachwianą pewnością. Nie dzieje się nic złego. Godziny mają tę samą długość, minuty tę samą elastyczność. Każda wiadomość dochodzi tu przytłumiona z oddali, odbarwiona i nierealna. Jest odgłosem jakichś odległych światów, czymś, co nie istnieje naprawdę. Dom jest „doskonałym mechanizmem, nakręconą kiedyś dawno pozytywką” (O. Tokarczuk).

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Biorę w ręce parasol i wychodzę na krótki spacer, po chwili przyzwyczajam się do pospiesznego deszczu i krążę po pobliskim parku, przecieram jego śliskie ścieżki, zanurzam się w wilgotność bujnych zarośli. Gąszcz drzew oplata moje myśli, spod nóg wyskakują gołębie i nieruchomieją w pejzażu. Patrzą na mnie jednym okiem, pewne, że ich nie dostrzegam i nisko nad głową czuję ich puszystość.

***

Rankiem zbudziłem się i sięgnąłem po pióro, tzn. laptop. Opornie nanosiłem kolejne słowa. Ekran komputera jarzył się w szarym poranku, tkwił tu wyczekująco i drwiąco w oczekiwaniu na dalszy ciąg tekstu. Aportował moje słowa, zniekształcone i pełne literówek. Pulsujący kursor ponaglał do pracy, nie dbając o przejęzyczenia. Przenoszę się w odległe czasy, choć piszę o sobie hic et nunc , bez właściwości i zobowiązań, bez planów, nawyków i refleksji.

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Pogrążyłem się w niejasnych obrazach, znajdując się jakimś mało wyraźnym narzędziem w rękach Boga. Moja percepcja nie w pełni pojmowała z tego, co chciałaby zobaczyć. W nagłym błysku postrzegłem, że świat jest bezbronną kroplą wody, a toczące się w jej sercu wydarzenia zdają się być pozbawione przyczyn i fabuł. Nie wierzyłem jednak w następującą po sobie przypadkowość wrażeń, albo przebłyski niezrozumiałego geniuszu, który popychał czas do przodu.

Komputer przyjmował moje wynurzenia bez cienia wątpliwości, a jego posłuszeństwo było dla mnie ośmielające i zachęcające do dalszych rozważań. Ale nawet ono nie było w stanie rozproszyć tysiącznych wątpliwości, które obsiadły moje ramiona i moją głowę. W gruncie rzeczy kim jestem, aby czerpać garściami z przeszłości, kogo w ogóle obchodzę, dlaczego uznałem, że warto coś pisać? Czy na świecie nie zachodzą procesy poważniejsze, warte zawsze opisania? Czy gazety, media i wiadomości w sieci nie tworzą jakiejś z dawna ustalonej hierarchii, czyż to nie one są ważniejsze? Kogo doprawdy obchodzi mój stół czy reprodukcje na ścianach, poranek sprzed pięciu lat, zupełnie bez znaczenia, nie zapamiętany przez nikogo, nie odnotowany i nie zapisany, „nie zauważony przez historię

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Nieokreślona rozpacz, poczucie bylejakości i absurdu są dźwignią mojego pisania, sprzyjają rozmachowi, dopieszczają słowa, karmię nimi całe akapity. A są jeszcze obrazy, odsłaniające tajemnice nierealistycznych związków, gotowe i chętne do wzięcia. Świat na zewnątrz jest nieciekawy, pełen drobnych problemów i nic nieznaczących scysji, które co rano wysypują się z gazet i mediów, pokrywając zaraz wszystko kurzem. Rzeczywistość „stała się papierowa” i żeby się jakoś do niej odnieść, trzeba przedzierać się przez niezliczone groźne i zetlałe warstwy.

***

W ogóle nie sypiam, siedzę tylko przez całe noce przy stoliku, w tej mojej zatroskanej, skupionej pozie. Ktoś spoglądający przez okno mógłby bez dwóch zdań stwierdzić, że pozostaję przy pracy, że zastanawiam się nad jakimś ważkim problemem. Poeta kreuje w swojej głowie opowieści na temat świata i jego sensu. Umysł wyjawia kolejne warstwy i perspektywy, myśl przebija się przez ignorancję, ubóstwo refleksji, wąskie horyzonty i brak wrażliwości. Samotność człowieka uwięziona jest gdzieś w połowie drogi do piękna, w absurdzie historii, w relatywizmie i granicach poznania. Piękno, ono jedno to niweluje, te wahania pomiędzy dobrem a złem. Ono jest ponad wszystko.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Czytelnicy są bardzo niepewnym adresatem. Chciałbym być przez nich zrozumiany i odpowiadać ich oczekiwaniom, i właśnie dlatego tracę czas, gdyż nie przekazuję im niczego od siebie. Nie powiedziałem najważniejszego. Bawiłem się jedynie słowami i strzępami znaczeń, pobudzałem skojarzenia, uogólniałem, budowałem nieoczywistość.

***

Słońce zachodziło w przejrzyście krystalicznym zmierzchu, niebo było czyste i metaliczne. Panowała przeraźliwa pustka. Oparłem głowę o drzewo i spoglądałem na nieruchomy krajobraz. Szukałem Boga, drogi wiodącej do Jego bram. Wyczuwałem konkretną obecność, jakieś przestrzenie, nieskończoność. Podjąłem słowa modlitwy – wypowiedziałem je półgłosem – a one okazały się tak szybkie, że zatoczyły koło i zawróciły ku mnie niby odbite. A jeszcze później miałem wrażenie jakbym powiedział coś słowami w obcym języku i to zabrzmiało nienaturalnie.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Nieszczęście na zawsze wyobcowuje człowieka. Boskie ramiona sięgające po naznaczonych cierpieniem i męką, umieszczają ich nieco wyżej ponad innymi, albo zupełnie z boku, tak że wystarczy powiedzieć głośniej : Wracajcie!, i skinąć głową w ich kierunku.

***

Bóg przychodzi na świat zawsze i wszędzie, a jego narodziny tyczą się najbanalniejszej rzeczy i wydarzenia. I nagle staje się jasne, że to nie chwilę urodzenia się Boga należy przedstawić światu, lecz odwrotnie – cały świat przyprowadzić do stóp Narodzonego, pod drzwi szopy i wprowadzić ich do niej po kolei, wszystko co żyje.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Życie wlecze mnie za sobą.

***

Należy robić rzeczy bezcelowe, gdyż bez nich nasze życie stałoby się płaskie i nijakie. Musimy robić rzeczy niepotrzebne i nieprzydatne, których okres karencji jest krótki, lecz zarazem olśniewający; rzeczy, które nas wszystkich zadziwiają, nawet jeżeli zaraz się o nich zapomni.

***

To nie sen, ale bezsenność wydaje na świat najlepsze idee

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Kiedy zamykam duże znużone oczy do snu, dusza „zwija się w ciało jak kłębek” (O. Tokarczuk). Wówczas osamotnione i opuszczone ciało zostaje pozostawione samo sobie, po cichu badając, czy jeszcze istnieje. Przez pamięć przenikają wspomnienia, drobne, nieważne gesty, ciche doznania. Ciało ma pamięć bezwzględną i kataloguje wszystkie wartości, które przepadają wyłącznie w chwili jego śmierci. Bogactwo tych doznań jest nieograniczone. Zapadnięcie w sen nigdy nie jest jednakowe, jego strzępy są niepowtarzalne, bo każdy dzień przemienia ciało. Przesuwa ono przed oczami zjawiska zewnętrzne, ale i to, co wydarzyło się wewnątrz: marzenia, fantazje, wyobrażenia i wizje. Wszystkie te doznania są jednakowo rzeczywiste, a ciało nie może się od nich oddalić i nie potrafi oddzielić tego, co jest tu z tym od tego, które jest tam.

***

Nasza psychika jest nierozerwalnie związana z naturą, a zagadnienie natury nie ma granic. Dlatego psychika jest niezdefiniowana; można co najwyżej ją opisać albo postarać się wyjaśnić , ale to są tylko przybliżenia, nigdy kompletna prawda.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Jakikolwiek mechanizm jest obcy naszej naturze. W formę mechanizmu ubiera się bezwład rzeczy stworzonych, diabeł. Mechaniczność pojawia się tam, dokąd nie dochodzi wszechobecny wzrok Boga, który utrzymuje wszystko w istnieniu. Mechaniczność jest „zwiastunem rozpadu

***

Po raz pierwszy od kilku dni zapaliłem przenośną lampę na biurku i wziąłem się do czytania Mikołaja Bierdiajewa. Mój umysł stymulowany podniosłymi obrazami, pełnymi harmonii i istnienia, powoli zagrzewał się do abstrakcji, która ratowała mą duszę. Jest to sprawdzony, stary sposób zapominania o świecie i leczenia ran: nie czuć, nie oddychać, oderwać się od natury i przenieść w krainę niepojętych myśli i systemów, których obecność na nowo porządkuje moją konstrukcję.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Tkwię bez wątpienia w melancholii i nie jest to żaden ruch w górę czy w dół, ani jakaś kolizja, ale raczej zatrzymanie się na chwilę, objęcie spojrzeniem całej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Coś w rodzaju filozoficznej tezy, antytezy i syntezy. Bo najpierw pojawia się w człowieku teza, jakaś postawa bądź idea, a może pomysł na rzeczywistość. Przywiązujemy się do niej, ubieramy ją w niezliczone teorie, których celem jest jej ostateczne potwierdzenie i totalność ograniczająca istnienie. Nasze widzenie świata staje się ograniczone i uodpornione przed światem zewnętrznym, a nawet dopuszcza zwątpienie. I wówczas teza obejmująca całość naszego bytu ulega pęknięciu, a w jej szczelinie pojawia się obraz antytezy, niszczącej i odrzucającej przeszłość.

Przychodzi teraz moment oczekiwanej od dawna równowagi, kiedy prawda zawiera się jednocześnie zarówno w twierdzeniu jak i zaprzeczeniu. Jest to chwila, w której „tak” oznacza „nie”, a kłamstwo zamienia się w prawdę i przeciwieństwa się łączą. Z tego porządku wyrasta synteza, która jest dzieckiem zwątpienia. Zwątpienie sprawia, że człowieka ogarnia podejrzenie, iż prawdy absolutne nie istnieją. Jest to stan rzeczywistego chaosu, w którym istota ludzka jest mało odporna na sprzeczności, zawiaduje nią smutek, rozpacz i dezorientacja. Odwracamy się od konfliktu. Jest to moment nie do wytrzymania, czas bez właściwości, wyczerpywanie się energii. I z tego właśnie płynie melancholia, która odbiera satysfakcję z życia. „Żywioły usnęły i trzeba czekać” (O. Tokarczuk).

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Istnieją dwa rodzaje nauki: zewnętrzna i wewnętrzna. Ta druga jest uznawana za najlepszą, o ile nie jedyną. Ludzie uczą się poprzez dalekie podróże, oglądanie i czytanie, branie udziału w prelekcjach i uniwersyteckich wykładach. Uczą się z tego, co się wydarza poza nimi. Mnożą więc sobie wiedzę za wiedzą, i doklejają ją niczym miód do miodu. Dysponują coraz większym arsenałem słów i znaczeń, które użytkują i przetwarzają według własnych potrzeb. A to, co w środku wydaje się im niezmienne i nieznaczące. Tymczasem wiedza powierzchowna, w którą się jedynie obrasta, niczego w człowieku nie zmienia, albo zmienia wyłącznie zewnętrzne pozory, tak jak zmieniamy na sobie ubrania. A ten, który się uczy dzięki czerpaniu z siebie samego, przechodzi bezustanne przemiany, ponieważ wyzwala ze swej istoty kwintesencję nauki.

Lao–Tsy: „Zna świat nawet nie przekraczając progu. Poznaje prawa nieba, nie wyglądając przez okno. Im dalej się posuwasz, tym mniejsza jest wiedza: mędrzec tedy wie, nigdzie nie wychodząc, nazywa nie widząc, osiąga pełnię bez wysiłku”.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Im bardziej jestem starszy, tym otaczający mnie świat wydaje mi się straszniejszy. Młodzieniec zajęty jest własnym rozkwitem, parciem do przodu i poszerzaniem granic. Kroczy przez nie od łóżka, poprzez dziecinny pokój, dom, park, miasto, kraj i świat, a potem, w wieku męskim, snuje wyobrażenia jeszcze o czymś większym. Po ukończeniu przeze mnie czterdziestu lat nastąpił przełom, minąłem ciasny szczyt i pokonałem pierwszy stopień wiodący w dół, ku śmierci. Przekroczyłem niewidzialną granicę, w której młodość męczy się sama sobą. I teraz pojawiło się przede mną pytanie: czy schodzić na dół dumnie, z twarzą zwróconą ku ciemności, czy ustawicznie się odwracać ku temu, co było, a może trzymać się pozorów i udawać, iż to nie ciemność poprzedza moje kroki, ale tylko „światło zgaszone w pokoju”.

***

Tworzenie jest przypominaniem sobie tego, co istnieje poza czasem, czyli od zawsze. Do Boga należy stwarzanie rzeczy, do człowieka – ich nazywanie.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Prawdziwego oblicza rzeczy możemy doświadczyć wówczas, kiedy przyjrzymy się im uważnie i bez uprzedzeń, i kiedy zamkniemy oczy na potencjalne pozory, aby nie dać się im zwieść. Kiedy okażemy nieufność, przynajmniej na chwilę, wtedy przychodzi prawda.

***

Stwarzanie jest w gruncie rzeczy wyobrażaniem sobie rzeczy, mostem pomiędzy materią a duchem. Kiedy często i intensywnie snujemy wyobrażenia, zawarty w nich obraz przenika do materii i włącza się do przepływu życia. Czasem po drodze coś się w nich przekształca i zmienia, a nawet spełnia, ale nigdy nie w sposób, jaki oczekujemy.

***

Poczułem się jak opuszczone dziecko, grudka rzucona na pobocze drogi. Leżę tu na wznak w brudnej i nieuchwytnej teraźniejszości, i czuję, że z każdą minutą rozpadam się w nicość, tak jak ona.

© Andrzej Osiński

Published in: on 29 Listopad 2014 at 9:18  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2014/11/29/poeta-gra-z-bogiem/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: