Głód

Jasper Johns: Fools House

Jasper Johns: Fools House

Lekki brzask rozjaśniał stopniowo kłębiący się labirynt ulic i z coraz większą łatwością mogłem odczytywać afisze na tablicach ogłoszeń aż do małych beznamiętnych literek czarnych klepsydr. Otwarłem na oścież okno i zobaczyłem trzepak i kawałek ogrodu, dalej zaś sznur do suszenia bielizny i rumowisko kloców drewna. Oparłem się łokciami na parapecie, spoglądałem na niebo i z westchnieniem skonstatowałem, że dzień będzie pogodny. Na zewnątrz królowała jesień, pora, w której wszystko zmienia barwę a następnie przemija. Pęczniejący na ulicy gwar wyciągnął mnie nareszcie z domu, oderwał stopy od skrzypiącej podłogi, która chwiała się za każdym moim krokiem. Jeszcze przez chwilę oparłem wzrok na wiklinowym fotelu, na którym zwykłem ucinać sobie drzemkę, dumając o tym i owym; otarłem się o drzwi, przez które dochodziły niejednoznaczne świsty i chwyciłem się zmurszałego tynku, który odpadał kawałami.

Jasper Johns: Racing thoughts

Jasper Johns: Racing thoughts

Poranny chorał głosów rozbrzmiewał coraz intensywniej, przerywany szumem warczących pojazdów; wyciągnął mnie wreszcie na zewnątrz, gdzie mnie ożywił i rozochocił. Myślałem o przechadzce na świeżym powietrzu, ale cóż mnie to powietrze obchodziło? Byłem silny i zwinny, zdawałoby się, iż na mych barkach pomieszczę cały wszechświat. Z góry spojrzałem na otaczający mnie tłum, obserwowałem mijanych ludzi, czytałem afisze, chwytałem spojrzenia rzucane z przejeżdżających pojazdów, oddawałem się bez zastrzeżeń każdemu drobiazgowi, całej tej przypadkowości życia, która stanęła na mojej drodze i przepadała już po chwili. Wędrowałem dalej bez celu, nie martwiąc się o nic i przystanąłem bez powodu na skrzyżowaniu, a potem skręciłem nie wiadomo po co w bezbarwną, małą uliczkę. I tak płynąłem z ludzką falą, ukołysany blaskiem ranka, nie troszcząc się o kierunek, na równi z innymi szczęśliwcami, a myśli mej nie przysłaniał żaden cień.

***

Jasper Johns: Painting with two balls

Jasper Johns: Painting with two balls

Niektórzy pląsają przez całe życie, jak gdyby przechodzili przez salę balową. Troska nie wypełnia ich oczu, brzemię nie kładzie się na ich ramionach, dusze są wolne od smętnych myśli. I oto ja kroczę pośród nich, chory, znużony i zwiędły, zapominając o tym jak wygląda ludzkie szczęście. I celebruję ten nastrój, czując jaka mnie dotknęła krzywda i sroga niesprawiedliwość losu. Straciłem całkiem pogodę ducha i doznaję najprzeróżniejsze przykrości. Zasiadam na ławce, dręcząc się przygodnymi drobnostkami, które wciskają się w myśl i rozpraszają siły. Przemykający czarny kot lub róża w rękach przechodzącej pary przenikają mnie na wskroś i zajmują na długie chwile. Czuję, że Bóg wybrał mnie sobie na ofiarę dla swych krotochwil, przeskoczył cały świat, by mnie dosięgnąć tu i teraz.

Idę i zastanawiam się nad tą kwestią, i gromadzę w sobie coraz więcej argumentów przeciwko niezwyciężonej woli Stwórcy, który mnie karze za winy innych ludzi. Siadam na trawie i zadaję sobie pytania, które nie pozwalają zająć się czymś innym, a przepełniające mnie utrapienia wzrastają w ciągłą niemoc i są niezdolne pójść w jakimkolwiek kierunku. Do wnętrza mojej duszy wśliznął się cień szkodliwych pojęć i przenicował ją na drugą stronę. Czy Bóg zamierza zniszczyć mnie bezpowrotnie? Moje ciało przepełnia niewymowny ból, szarpie mną tak, że nie mogę zachować normalnej pozycji. Jestem przesycony i wzburzony, krążę tam i z powrotem, nie spoglądając na ludzi otaczających swym cieniem moje biedne ciało. Ogarnięty złością decyduję się powstać i ruszyć przed siebie, a moją głowę zapełnia znowu myśl o Bogu: Dlaczego wchodzi mi w drogę? Ilekroć podejmuję starania, On niweczy wszystko; mój mózg zdaje się wypływać z głowy a w czaszce tworzy się próżnia, twarz staje się lekka i już nie czuję jej wcale, ciężar opuszcza moje ramiona, oczy zaś rozwierają się szeroko. Na kogo patrzą?

Jasper Johns: Mapa

Jasper Johns: Mapa

Ponownie siadam na ławce i dumam o świecie, rozgoryczony udręką jaką mi zadaje. Unoszę głowę ku niebu, a moje oczy wypełniają łzy buntu i odnajduję gdzieś szczątki wiary; przepełnia mnie teraz głos z Biblii, rozmawiam drwiąco sam ze sobą i milczę pochylając głowę. Troska o egzystencję przepełnia mnie bezbrzeżnie i próbuję przezwyciężyć nieład, jaki wywiązał się po dotknięciu palcem przez Boga. Ów palec wywołał nieporządek, pozostawiając za sobą drobne ślady, rany w mózgu wołające o pokój. Przychodzi on z powiewem wiatru rozmawiającego z dyskretnym akordem muzycznym, ale pisać dalej nie jestem w stanie. Po kilku słowach stwierdzam, iż nie przychodzi mi zupełnie nic do głowy, moje myśli krążą bez celu i nie potrafię zdobyć się na jakiś konkretny wysiłek. Wszystko rozrywa mnie na strzępy i oddziałuje z siłą wiatru, rozprasza wątłe wrażenia, przeszkadza. Niepodobna tego usunąć! Siedzę skrzyżowawszy nogi, zmartwiony niemożnością pisania, usiłujący schwytać myśli, śledzący życie bez znużenia. I ubliżam sobie twardo i drwię z powodu tych uczuć, przemawiam surowo i rozumnie, zaciskając ze wszystkich sił oczy, aby w zarodku zdusić łzy.

***

Jasper Johns: Osiem

Jasper Johns: Osiem

Świadomość zatliła się na nowo w mojej duszy, a jej wątły promień ogrzał mnie z rozkoszą. Słońce pęczniało na niebie i wysyłało ciepłe promienie, aż ogarnęła mnie jego jedwabna poświata i pozostawiła tak bez tchu. Z każdą chwilą blask zdawał się tężeć, a moje skronie rozżarzyły się do białości, kipiały ciężko w mym wyczerpanym mózgu. Niebo się rozpaliło, a ziemia rozgorzała, i wszystko stanęło w płomieniach: ludzie, zwierzęta i przyroda. I nie widziałem już nic, ani nie słyszałem…

***

Delikatność odczuwania nie jest równorzędna z wariactwem; istnieją natury wrażliwe, rozkwitające subtelnością a umierające od obelżywego słowa. Ubóstwo fizyczne wyostrza pewne właściwości duszy i doprowadza do utrapień, które zaiste ciężko znosić. Ale niekiedy dopomaga, gdyż niemajętny intelektualista jest lepszym obserwatorem świata od kogoś bogatego. Biedak na każdym kroku śledzi podejrzliwe słowa i sytuacje, stąd też jego uczucia i myśli pracują intensywniej, a jego słuch i odczuwanie doskonalą się do granic percepcji; „nabywa doświadczenia za cenę ran, jakie odnosi jego dusza”.

***

Jasper Johns

Jasper Johns

Doszedłem do rogu ulic i nagle zaczęło mi się kręcić w oczach, coś zahuczało w głowie i ostatkiem sił wsparłem się o ścianę budynku. Nie byłem w stanie uczynić najlżejszego kroku, pozostawałem w pozycji, w jakiej kurczowo się trzymałem muru, i poczułem, że odchodzę od zmysłów. Wściekłość przepełniła moją duszę i wzrosła w świadomość bezsiły, zacząłem gwałtownie ruszać nogami i zaciskałem zęby, marszczyłem czoło i przewracałem oczami, czułem zbliżający się koniec. Wyciągnąłem ręce i odepchnąłem się resztkami sił od brudnej ściany, a ulice tańczyły przede mną. I wówczas zacząłem płakać ze złości i poniżenia, i dokonałem tego, że nie osunąłem się na ziemię.

© Andrzej Osiński

Published in: on 16 Marzec 2015 at 12:09  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2015/03/16/glod/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: