Spowiedź poety (II)

Jan Jakub Rousseau

Miguel de Unamuno: „Nieustające napięcie prowadzi mnie do duchowych roztrząsań, do ciągłego analizowania siebie, do stałego przekopywania własnej duszy„.

Czasy zmieniają się, a ja pozostaję ten sam. Wolałbym, aby pozostawiono mnie w spokoju tym, kim jestem, nie poniżając i nie wywyższając. Tryb życia, jaki obrałem, to jest „pisać i pozostawać w ukryciu” najlepiej mi służy. Nikt nie domyśla się z codziennych zbliżeń, że jestem coś wart, nikt nawet tego nie podejrzewa, i tak jest dobrze. Właściwie wszystko, co obejmuję myślą, nauczyłem się sam. I choć lęki rozpraszają moją uwagę, pragnę iść własnym krokiem i nie umiem dostroić się do cudzego. Kocham niezależność, lecz nigdy nie zażywam jej do syta. Opuszczam dom tylko dla pracy w biurze, na zakupy i do kościoła, i mam niewiele pokus. Dzięki temu cieszę się potrzebnym spokojem i mile snuję wspomnienia. Przypominam sobie czas i osoby, zwierzęta i znaki, nieokreślony zapach miejsc, których doznałem niegdyś, wcześniej, i które budzą uchwytne wrażenia.

Szczęśliwe chwile młodości – oto, co lubię, jakże są one słodkie! Były tak rzadkie i krótkie, że samo ich echo napawa mnie czystą delektacją. Ach, jak niewinnie z nich korzystałem! Czystość obyczajów ma swoje przymioty, wyższe może od innych, gdyż „nie podlega zmąceniu”. Jakkolwiek by się rzeczy miały, nie potrafiłbym żyć już bez niej. Niepewność przyszłości sprawia, że patrzę na rzeczy dalsze bez szczególniejszego niepokoju. Poddaję się złudom nadziei, gdyż ona nic nie kosztuje. Staram się nie być „niewolnicą przedmiotów i zdarzeń”, nie umiem upiększać – chcę tworzyć. Ponad przedmioty realne przedkładam czary zrodzone w wyobraźni.

Camille Pissarro

***

Rousseau twierdzi, że mówienie dzieciom o religii jest działaniem przedwczesnym i że są one niezdolne do pojęcia Boga. Być religijnym, dla dorosłego i dla dziecka oznacza wytrwanie w tym wyznaniu, w jakim się ktoś urodził. Niekiedy coś z tej wiary „odpada; rzadko coś przybywa”. Zmiana wyznania wiary, bez względu na to, która jest prawdziwa, stawia człowieka przed Duchem świętym nagim i z nieczystym sumieniem. I ja bywałem oburzony na siebie z powodu mego odejścia od Kościoła, zasługiwałem na pogardę, a jednocześnie jęczałem nad losem, który mnie do tego doprowadził „jak gdyby ten los nie był moim własnym dziełem”! Życie cnotliwe przychodzi z trudem tylko wyłącznie z mojej winy; pokonuję ten świat nie bez oporu razem z własnymi skłonnościami; ciężko je przezwyciężyć. Ustępuję pokusom i popadam w ryzykowne sytuacje, na które nie jestem przygotowany, i z których nie mogę się wydobyć bez heroicznych wysiłków. Popadam w przerażenie i bezsilność, i wołam swojego Boga.

Siostry Zawierzenia podjęły trud postawienia mnie na właściwym miejscu i otworzenia mi oczu na samego siebie. Zawsze wyrażały się pochlebnie o moim charakterze i zdolnościach, znajdowały mimo to w nich przeszkody nie do wyzyskania. Twierdziły, że moje przywary mogą posłużyć nie tyle, jako „stopnie powodzenia”, ile raczej „środki obycia się bez niego”, nie oszczędzały mnie, ani zniechęcały. Odmalowały prawdziwy obraz ludzkiego życia, o którym miałem wcześniej blade pojęcie. Pokazały prostą drogę do szczęścia wiodącą przez przeciwieństwa losu. Objawiły mi, że jestem męczennikiem i w słowach tych nie ma przesady, gdyż męczeństwo nie polega tylko na tym, że trzeba przelać za Chrystusa krew, ale i na tym, by ciągle spełniać z prostotą drobne obowiązki. Droga ta wymaga nie mniejszej siły od bohaterskich czynów; nie budzi ona podziwu, ale żywy szacunek.

Camille Pissarro

Zwróciłem umysł ku sprawiedliwszym troskom, przestałem je dalej zaniedbywać. Kształtowałem religię według własnych przekonań, jednak nigdy nie byłem jej zupełnie pozbawiony. Teraz powróciłem do jej źródeł.  Z przekonania, że niewiele czasu pozostało mi do życia, wypłynął stan ducha przepełniony błogością. Patrzę na każdy dzień, jakby był ostatnim dniem mojego istnienia, a zachowuję się, jak gdybym miał trwać wiecznie. Przestając myśleć o swoich cierpieniach, o wiele mniej je doświadczam. Znajduję realną ulgę, i na powrót przyzwyczajam się do spokoju; patrzę na „powolny i stopniowy zanik swego organizmu jako na nieunikniony proces”. Jakże pięknym jest przyswajanie wiedzy do ostatniej godziny!

***

Jest pewne romantyczne szaleństwo, z którego nie mogę się wyleczyć, i które połączone z wrodzoną wstydliwością, zadało mi cios na lata. Kochałem zbyt szczerze, zbyt doskonale i naiwnie, pragnąłem dostąpić szczęścia, żywiłem namiętność żywą i czystą, rzadko, kto tak potrafi! Moja miłość była szczera, tkliwa i bezinteresowna, chciałem bez końca poświęcić własne szczęście dla szczęścia osoby, którą kochałem. Jej dobre samopoczucie było mi wartościowsze od własnego życia, nigdy nie pragnąłem narazić jej na odejście, na słodycz opuszczenia. Wkładałem tak wiele starań, tyle ostrożności i tajności w swoje zabiegi, i oto żaden z nich nie mógł doprowadzić do skutku. Stałem się całkowicie jej dziełem, jej „dzieckiem”, więcej niż gdyby była moją prawdziwą matką. Przyzwyczaiłem się nie myśleć o niczym poza nią, ograniczyć zupełnie moje szczęście i pragnienia, do tego stopnia, w którym już mnie nie było.

Camille Pissarro

Serce moje było natenczas skłonne do wylań, lecz ona nigdy nie otworzyła własnego przede mną. Czułem jak całą radość życia to drugie serce mi odebrało. Zimne, kąśliwe pytania, nieodwzajemniające mych odpowiedzi, kary a nie pochwały, nieufność i wzgarda. Niepewny, troszczyłem się o to, czy wyrażam swoje myśli z należytą ostrożnością i nie wyrywam się z czymś, co by mogło mi zaszkodzić. A ona, nie zdradzając się ze swymi myślami, bez trudu przenikała myśl moją, odbierając mi całą odwagę. Kiedy byliśmy poróżnieni, nie rzekła słowa, które by tchnęło przyjaźnią, braterstwem i współczuciem, najmniejszą życzliwością. Badała mnie chłodno, a ja odpowiadałem powściągliwie. Moje przemowy były tak nieśmiałe i służalcze, że ona gardziła i nudziła się mną. Pod koniec nie pytała już o nic i odzywała się szorstkim głosem we wszystkich sprawach: „Oceniała mnie nie tyle wedle tego, czym byłem, ile wedle tego, czym mnie uczyniła”. Widziała we mnie uprzykrzonego marudę, a słowa moje za puste brzęczenie. Przejęta podziwem dla samej siebie, miała się w domu za ważną figurę i wszystko komentowała z hałasem. A ja przyjąłem rolę lokaja i dla niej nie byłem czymś innym. Postanowiłem cierpieć w milczeniu i uczynić wszystko, żeby ją ugłaskać. Na całym świecie nie widziałem niczego innego krom niej. Żyć z jej niełaską stało się moim losem.

Były to chwile straszne; te, które po nich nastąpiły, jeszcze posępniejsze. Byłem jeszcze gołowąsem, lecz uczucia nadziei i radości, które odżywiają młodość, na zawsze mnie opuściły; mogę powiedzieć, że na wpół obumarłem. Widziałem przed sobą jedynie „smutne resztki życia bez wartości i celu”. W okresie naszej znajomości zmysły dopiekały mi nieraz. Byłem bezczynny i młody, lecz roztargniony, zadumany. Płakałem i pożądałem szczęścia, pragnąłem związku, o którym nie miałem najmniejszego pojęcia. Gorąca krew targała mną bez przerwy, a myśli toczyły swoje chorobliwe fantazje. Majaki te utrzymywały mnie przez dłuższy okres w stanie ciągłego podniecenia i nie potrafiłem się od nich uwolnić. Szukałem ich bez ustanku i napawałem się nimi z uniesieniem. Nie mogłem jednak przezwyciężyć ani uleczyć mojej nieudolności. Wyprowadziłem się na koniec, nie zostawiając za sobą nic. Nie odczułem najmniejszego żalu z powodu tej rozłąki, o której wcześniej sama myśl byłaby dla mnie „śmiertelną męczarnią”.

Camille Pissarro

***

Klimat, pora roku, zapachy, dźwięki, barwy i żywioły – wszystko odciska swoje piętno na nas, wszystko modeluje duszę. Otoczenie zewnętrzne nastręcza pułapki, którym ulegamy, nie zawsze da się je opanować w samym źródle. Żyjąc wśród ludzi, i to ludzi bez wyjątku bardziej znaczących ode mnie, nie zdołam się zawsze zabezpieczyć od złego. Serce moje, tak niestworzone do nienawiści, współczuje już im tylko, przestaje nimi gardzić. Żyję obok nich swobodnie, skupiając w swojej osobie wszystkie najtkliwsze uczucia. Przyszedłem na świat z cudownymi zdolnościami; dlaczego miałbym je zostawić do końca bez użytku? Patrzę, jak wyczerpuje się moje życie i nie chcę odchodzić, nie skorzystawszy z szans, jakie mi ono daje. Mam poczucie, że żegnam się z publicznością, lecz nie chcę jej porzucać, zanim zdołam objawić przed światem moją wartość, zanim uzyskają świadomość, jak bardzo zasługuję na ich miłość. Moja pamięć zagaśnie wraz ze mną, jest przemijająca, ale ponieważ moje imię ma żyć, trzeba dołożyć starań, aby „przekazać wraz z nim wspomnienie nieszczęsnego człowieka, który je nosił”, takiego, jakim jestem i jakim byłem w rzeczy samej.

Camille Pissarro

Praca pochłania mnie bez reszty, ogarnięty biurowym przymusem, nie pozwalam sobie na myślenie o niczym innym. Rzadkie, swobodne chwile spędzam przy lekturze, czytanie stało się koniecznością, którą trudno zaspokoić. Jest to namiętność rozpalająca mnie wciąż od nowa i odciągająca od innych zamiłowań, krzepki płomień, którego nie można ugasić. Na drugim biegunie stoi bezczynność, która w niemniejszym stopniu niż próżniactwo, jest plagą życia społecznego. Nic tak nie zacieśnia umysłu, nie płodzi jego demonów, jak wspólne przebywanie w pokoju, skazanie na zorganizowane pasożytnictwo. Tacy ludzie, cokolwiek by czynili, są ciężarem sobie i drugim. A przecież nie mają nic do powiedzenia! Urzędniczy tryb życia sprowadza na człowieka nudę, studzi zapały fantazji, odbiera humor, pęta na koniec melancholią. Młodzieńcza porywczość przechodzi w smutek, wzdychania i narzekania bez powodu, niedolę i żale na wszystkich. Na koniec przychodzi choroba, która odrywa od zdrowych projektów i słodkich pragnień, zatruwa zarówno życie, jak i śmierć. Jest jednak furtka oddzielająca od beznadziei: modlitwa, raczej podziw i kontemplacja, aniżeli prośba; jest ona najlepszym sposobem „otrzymania tego, czego nam trzeba”, szansą zasłużenia na wyzwolenie.

© Andrzej Osiński

Published in: on 17 października 2019 at 7:34  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2019/10/17/spowiedz-poety-ii/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: