Rilke. Nadczułość istnienia (II)

William Eggleston: Cadillac

William Eggleston: Cadillac

Rilke podsunął mi myśl utworzenia państwowej instytucji, noszącej miano „Banku Czasu”, która zajęłaby się wymianą zbędnych sekund. Tłumaczy to faktem, iż żadna z nich nie była zafałszowana.

***

Kiedy otacza mnie samotność, potrafię się bać nie na żarty. Dlaczego mam zresztą udawać, jakby nie było tych nocy, podczas których kurczowo czepiam się jednej myśli, siedząc wyprostowany na krześle? Tak więc spoczywam na oparciu krzesła i wyglądam bez wątpienia tak okropnie, że nikt nie chce się do mnie przyznać. Nawet uliczna lampa, której nikły blask rozświetla pokój, nawet ona mnie nie chce znać. A przecież siedzieć, to jest jeszcze coś żywego – umarli nigdy nie siedzą.

William Eggleston: Southern suite

William Eggleston: Southern suite

Ostatnią moją nadzieją jest okno, przez które przedziera się z dworu coś, co jest moje, nawet teraz, nawet w tym akcie umierania. Ale zaledwie spoglądam w jego stronę, marzy mi się, aby to okno pozostało zasłonięte i zatarasowane na wieki. Bo zdaję sobie zawsze sprawę, że tam na zewnątrz świat ciągnie się dalej równie bezlitośnie, co moja bezsenność, i tam na dworze nie ma nic, wyłącznie krucha samotność. Ta samotność, którą ściągnąłem do siebie, tak wielka i bezgraniczna, że do jej rozmiarów moje serce już nie jest w stanie się odnieść. (więcej…)

Reklamy
Published in: on 27 grudnia 2012 at 10:41  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Wymarsz przed świtem

William Eggleston, ---

William Eggleston, —

Żółta i mętna poświata sącząca się przez firanki wytwarzała w ubogim pokoju cień melancholii. W najbardziej oddalonym od okna kącie skupiał się zwarty czarny mrok, którego nie rozpraszało nawet światło lampy. Prawdę mówiąc, ten blady i nikły blask w istocie nic nie dawał, nie wzbudzał żadnej otuchy, nie kroił rozwiązania. Drgał tylko na suficie, strojący się w płaty ciemności, które bezgłośnie opadały towarzysząc moim krokom.

I oto zdarzyła się chwila, w której podniósłszy głowę ku szybie, ujrzałem amarantowe niebo przeszyte rojem gwiazd. Jak można by je opisać, ująć w trywialne słowa, które wymykają się mowie ludzkiej? Była to sekunda być może najważniejsza w moim życiu, lecz nie potrafię jej określić. Znajdowałem się w tym pokoju sam, tkwiąc w nikłym brzasku starej lampy, i spoglądając tak na niebo, kiedy przeżyłem coś, co nie sposób nazwać inaczej jak uderzeniem miłości.

William Eggleston, ---

William Eggleston, —

Niejednokrotnie na świecie kochałem, jednak nie tak, jak w owej chwili, nie wiedząc zgoła, kogo kocham. A jednak miałem świadomość, że ktoś tam jest, i mnie dogląda oraz kocha, przemawia do mnie tak bez słów. I nagle zdałem sobie sprawę, że istnieję, bo przecież każdy człowiek przeżywa taki osobny moment, kiedy się czuje oddzielony od reszty świata przez fakt, że jest wyłącznie samym sobą, a nie tym, co go otacza. (więcej…)

Published in: on 1 grudnia 2012 at 10:21  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Życie jako dzieło literackie

William Eggleston, ---

William Eggleston, —

Miłość jest przejściowym uniesieniem ducha, żywiołowym otępieniem zmysłów, które powoduje, że wszystko, cokolwiek człowiek dotychczas sprawiał bądź głosił, staje się mniej przekonujące i banalne.

 ***

Niektórzy oczekują ode mnie, abym spisał coś na kształt powieści swego życia, jednakże życie moje nie jest powieścią, którą by można oprawić, po czym ustawić w bibliotece na żer wszędobylskiego kurzu i niewytrawnych rąk profana. Moim życiem jest ten chory dziennik, na przekór drwinom i wrogości; jest on jednością, acz niezdarną, kruchą, subtelną i wiecznie niedokończoną, potrzebną po to, by egzystencja ta nie była daremną.

***

William Eggleston, ---

William Eggleston, —

Notatki, które postanowiłem udostępnić, nie są wynurzeniami przeciętności, lecz zapisem pamięci człowieka niepoznanego.

***

Nie pragnę się poddawać kanonom tak zwanej literatury współczesnej, jakie domagają się od autorów szyderstwa oraz błazeństw, jawnej pretensji i negliżu w obliczu prywatności tak ich samych, jak i bohaterów dzieła. W tym samym duchu nie zamierzam mizdrzyć się wobec krytyków i wszelkiej maści socjopatycznych guru, wielbiących miałkość i mizerię, i szukających w literackim trudzie tylko takich sformułowań, jakie pozwolą dorżnąć prawdę, przyćmić rzetelne światło przebijające się spod psychologicznego bełkotu. (więcej…)

Published in: on 10 września 2012 at 11:00  Dodaj komentarz  
Tags: ,