Powrót poety marnotrawnego

Thomas Cole: Pielgrzym

Thomas Cole: Pielgrzym

Po jawnej nieobecności, zżarty przez własne wizje i fantazmaty chorej duszy, pokonany uporczywością nędzy i upodlony przez niedobór, powracam w ramiona żywych, myśląc o Domu Ojca, z którego ongiś zbiegłem w świat, o jego licu nienazwanym, nieposkromionym, niepojętym.

W tym lichym locum pełnym płaczu, gdzie nagie ściany kryją żal, krzyczą jestestwem biednej matki pochylającej się nad łożem, wiecznie skrzypiącym, niedomkniętym, gdzie oczy brata niekochanego, lecz dzierżonego nadal w sercu, zraszają łzami szczupłą twarz; w tym pokoju, którego mury pragnąłem opuścić, roztrwonić miałkość, upaść w szczęście – tu doświadczałem upojenia.

***

"Goście Wieczerzy Pańskiej" (1961)

„Goście Wieczerzy Pańskiej” (1961)

Stałem się synem marnotrawnym, w jego personie widzę siebie, słyszę w nim ciche obce słowa, które uwięzły i przywarły do lica krtani, nienazwane.

Czuję ich echo, martwy stukot, strząśnięty z nędzy, rozproszony. (więcej…)

Published in: on 12 Lipiec 2012 at 9:29  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

Złowrogi czas Jakuba Thibault (I)

"Milczenie" (1963)

„Milczenie” (1963)

Kiedy żelazny pociąg ruszył, opuszczając za gwizdkiem przeżarty zapomnieniem dworzec, z niezawodnym posłuszeństwem ociemniałej maszyny; gasnącym wzrokiem ujrzałem nagle nędzny peron, uciekający z przestrachem wstecz, i pustym spojrzeniem starca objąłem oddalone w mroku przedmieście, usiane światłem biednych lamp, które cofały się i przybliżały w rytmie powolnym i natrętnym, aż się rozprysły i rozpadły, i zakrzyczały martwą czernią. I bez protestu wzięła mnie w ramiona noc, i przygarnęła bezbronnego.

Udając, że zamykam oczy, i zaciskając pięści w sen, milczałem w srebrze nagiej stali, w której powieki płynęły niezmordowanie sznurem łez.

***

"Milczenie" (1963)

„Milczenie” (1963)

Honoriusz Balzak: „Usiłował wśliznąć się w sanktuarium życia”.

Nie cierpiałem w owej chwili, usiłując się zdrzemnąć i zniknąć, i tak przylgnąłem świszcząc i szczebiocąc na przemian oddechem, jak gdybym nie mógł się zdecydować na tę utratę świadomości, która jest gotowa zrezygnować z rejestrowania biegu godzin i zatapiania się w ich ruchu. (więcej…)

Published in: on 10 Lipiec 2012 at 11:48  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Paradoksy Bernanosa III

"Goście Wieczerzy Pańskiej" (1961)

„Goście Wieczerzy Pańskiej” (1961)

To miasto pokonało mnie potwornie, i nie wątpię, iż pokona jeszcze niejednego w przyszłości. A kiedy ogarnie je pożoga, i wiele jemu podobnych miejsc, wówczas ujrzymy jak z nor i zakątków wychodzą na jaw wstrętne bestie, których miana człowiek już zapomniał, jeśli w ogóle posiadały jakieś imię.

***

Wykonałem pusty i rozpaczliwy gest ciężkimi rękoma: znak, jaki czyni nieszczęśnik, który zauważył, że jego wywód ujawnił tylko własną niedolę, ale nie wzbudził żadnej nadziei, że przyjdzie ktoś, kto pojmie ukryty sens wypowiedzianych trwożnie słów.

***

"Goście Wieczerzy Pańskiej" (1961)

„Goście Wieczerzy Pańskiej” (1961)

Człowiek ubogi nie znajduje już nazw na określenie tego, czego mu brakuje, a jeśli nie starcza godnych słów, to dlatego, że zostaliśmy ich pozbawieni podstępem, odarci do cna, obrabowani. (więcej…)

Published in: on 9 Lipiec 2012 at 9:23  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Paradoksy Bernanosa (II)

Georges Bernanos

Georges Bernanos

Rainer Maria Rilke: „Panie: już czas. Tak długo lato trwa. Rzuć na słoneczne zegary twe cienie, na łąk przestrzenie wypuść wiatr – niech gna!

Stopniowo, o własnych siłach, nie potknąwszy się ani razu, przebyłem długi trakt przeorany bruzdami kolein. W tej sprężystości chorego kroku było dzisiaj coś gwałtownego i dzikiego, a zarazem słabość, szaleństwo i zwątpienie. Moje spojrzenie zdradzało dziwny upór, skryty, przebiegły i bez znaczenia, znużony jak zwierz pojmany w ciężkie sidła i dogorywający bez tchu, który po nocnej walce, niekończącym się dniu, i jeszcze jednej nocy niemożliwego wysiłku i znoju, wlecze za sobą swój łańcuch z klatką, i zdycha z sykiem z obliczu ciągle beznadziejnego dnia jutrzejszego.

***

Szatan, mimo iż wie tak wiele o ludzkiej naturze i złożoności tego świata, nigdy nie zdoła ustanowić własnego kościoła – sacrum, w którym będzie istnieć wspólnota wiernych, zasługujących bezzwłocznie na piekło; społeczność odżywiająca się tym samym grzechem.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Po kres czasów, grzesznik będzie musiał grzeszyć sam. I zawsze będzie sam ponosił konsekwencje swych czynów. Będzie grzeszyć samotnie, tak jak samotnie porzuci kiedyś świat, bo nędzny szatan jest stronnikiem, który nigdy nie wytrwa do końca.

Diabelska pycha pochłonie wszelkie wyrzuty sumienia, a w ostatecznym rozrachunku, wybierze osamotnienie swojego własnego potępienia. (więcej…)

Published in: on 1 Czerwiec 2012 at 11:59  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

Paradoksy Bernanosa (I)

George Bernanos

George Bernanos

Czasami, kiedy w porze zmierzchu, w liliowo-złotym blasku lampy, wiotkie znudzenie skłania mnie do marzeń, wspieram brodę na dłoniach i osłonięty powagą wydycham lekko powietrze. Myślę o sile, jaka się ze mną rozminęła, i której niepomyślny rozwój nie pozwolił na wykazanie własnego geniuszu: straszliwej znajomości ludzkiej nędzy, jej ułomności i słabości; wiedzy, której nie mógłbym scedować z korzyścią na drugiego, zaledwie kontrolowanej myślą, ledwie pozwalającej się odróżnić od instynktownych przeczuć duszy.

Siedzę ospale i oddaję się bez reszty temu nikłemu rozmarzeniu, i dochodzę do wniosku, iż nigdy nie rozumiałem biegu życia, wiem tylko tyle, że kierowało mnie ono w jakiś niepojęty sposób ku celowi, jakiego zgoła nie pragnąłem, nie pożądałem, nie łaknąłem. I tak, wśród bezsilności i sarkazmu obcych, dogasam śmiercią równie wolną, jak spowolnione było to życie, ta jednostkowa egzystencja.

A oto i sama śmierć; napadła mnie podstępnie, zanim zdążyłem przymknąć oczy. Zwinnie zadała lekki „cios w kark jak morderca” (G. Bernanos).

***

"Tam gdzie rosną poziomki" (1957)

„Tam gdzie rosną poziomki” (1957)

Poeta jest wielkim i niepoprawnym brzdącem, który wyrywa człowieka z ziemi jak rzodkiewkę, by po minucie pierzchnąć dalej, i już nie wiedzieć, co z nią począć. I wówczas tęskni do ciemnego kąta, w którym odłoży to zbędne ciało. (więcej…)

Published in: on 1 Czerwiec 2012 at 10:46  Dodaj komentarz  
Tags: ,