Epigramaty (1)

Martin Parr

Dawniej listy „długie na trzy do sześciu arkuszy” (Tomasz Mann i nast.) przeżywały nadzwyczaj dobrą passę. Cóż to były za czasy, kiedy poeta wypowiadał się w listach, wyżywał się w nich, próbował swego powołania, ujarzmiał i kształtował przeżycia! Te lata się ulotniły bezpowrotnie. Teraz „nie jest się już wolnym”, nie siedzi się samotnie, bez zobowiązań w swoim pokoju i już nie pisze się „ot tak sobie”, sztuka dla sztuki.

***

Przeżycia z okresu dzieciństwa mają decydujący wpływ na postawę człowieka, w życiu artysty odgrywają rolę szczególnie istotną i dostarczają mu wielu tematów i wrażeń do całej jego twórczości. Rozpoznaję w sobie zawsze małego chłopca z odległych czasów, który „bawił się, że jest księciem”.

***

Mogą nadejść czasy, kiedy pobożność stanie się „luksusem” nie do utrzymania.

020

Martin Parr

Pewna doza narcyzmu jest nieodłączna od świadomej egzystencji.

***

Najlepiej udają się rzeczy niezamierzone i „zaimprowizowane”.

***

Wrogowie pokonani są najgorsi i najbardziej jadowici. (więcej…)

Published in: on 9 lipca 2020 at 8:49  Dodaj komentarz  
Tags: ,

O powinnościach pisarza (2)

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Po wielu latach abstrakcyjnych rozważań o sztuce i życiu, nadal czuję głęboką potrzebę izolacji, tęsknotę do spokoju, ludzkiej miłości i życzliwości, które nie mają nic wspólnego z uczuciami rozpowszechnionymi przez współczesną literaturę. Tęsknię do tego, co trwałe, niehistoryczne i odporne; dążę do poddania się tej sielankowej atmosferze. Lecz czy idylla jest możliwa w dzisiejszej nerwowości? Myśliciel chciałby człowiekowi narzucić rezultaty swoich przemyśleń, dokonanych wszystko jedno w jakie imię. Ratunku można się spodziewać tylko ze strony tych, którzy żyjąc ortodoksyjnie mają coś do zaoferowania, i którzy kierują się szczerym „niezadowoleniem z istniejącego stanu rzeczy” (Tomasz Mann i nast.).

Humanista z tych samych pobudek przeciwstawia się nadciągającej rewolucji co przelewającej się fali reakcji. Ludzkości zmęczonej relatywizmem i żądnej prawd absolutnych zagraża wielkie niebezpieczeństwo – zafascynowanie nietolerancją i prostactwem. Czasy są skomplikowane i trudne, nie sprzyjają skupieniu (a więc temu, co „najcenniejsze”), wymagają raczej męstwa niż łagodności i czystości. Moja opozycja przejawia się w „nieomylności instynktu” i niezależności sumienia, aniżeli uległości wobec „wpływów i powiązań”. Myśl, lęk, zmartwienie, sąd o wydarzeniach na świecie, słowo zwątpienia, smutna rezygnacja – nie są przejawem mojego charakteru, nie gubię samego siebie pod ich wpływem! Cierpliwość jest jedyną rzeczą, która pomaga przywrócić równowagę duchową. Potrzebuję jej, aby w udręce życia odnaleźć drogę do samego siebie i swoich zadań. W ciągu minionych lat nieraz dowiodłem siły spokoju i niezależności moich dzieł, których nie naruszają zdarzenia zewnętrzne, ponure i przytłaczające okoliczności. Wiem o swoich niedoskonałościach, ale moja działalność jest i pozostanie najlepszym środkiem do przetrwania codzienności, dodaje przedziwnych sił.

Włodzimierz Tetmajer

Włodzimierz Tetmajer

Tym, co mną porusza, jest wiara w pewien symptom niemający nic wspólnego z  młodością i starością ciała, niezrozumiany przez ludzi, dla których słowo „kultura” jest dziś „bezbarwne i obco brzmiące”. Jest to wiara w iskrę boskości, część ducha tkwiącą w każdym człowieku, której zaprzeczać i gwałcić nie sposób. Piękno jest w nas, „niezaprzeczalne, niesprzedajne i niezłomne”. Wolność, prawda i prawo nie są zamierzchłymi ideami, śmiertelnymi pojęciami, które wiotczeją i mogą być zastąpione przez nowoczesne twory: przemoc, niewolę i kłamstwo. Przeciwko pięknu „nie wynaleziono jeszcze czołgu ani bomby”, nieraz jeszcze świat zostanie nim zaskoczony. (więcej…)

Published in: on 8 czerwca 2020 at 10:19  Dodaj komentarz  
Tags:

O powinnościach pisarza (1)

Tomasz Mann

Tomasz Mann: „Pisarz jest to człowiek, któremu pisanie przychodzi trudniej niż wszystkim innym ludziom”. Niektórzy zarzucają mi przegadanie i przeestetyzowanie, inni druzgoczą mój sposób życia, mówiąc, że jest ono nieprzydatne i nieefektywne. O signum temporis! Przyznaję, że zupełnie nie potrafię gospodarować swoim czasem, „skąpię go lub trwonię nie tam, gdzie trzeba” i jestem pełen niepokoju, że tak niewiele potrafię zdziałać. Jestem człowiekiem, który wchłonął zbyt wiele wrażeń z zewnątrz, aby być głębokim. Moja niewiedza jest wielka, doprawdy, nie nauczyłem się niczego więcej niż pisać po polsku, i tylko myśl, że „to jednak znaczy więcej”, niż się na pozór wydaje, pociesza mnie w poczuciu mojej niedoskonałości.

Pisanie odpowiada moim najgłębszym, najbardziej intymnym potrzebom. Jego owoc jest niebagatelnym uśmiechem losu, „uwalnia od polemiki”, daje solidne oparcie w życiu. Dzięki twórczości to, co budzące obrzydzenie i to, co jest przeciwne mojemu pojęciu humanizmu, „tonie w niepewnym blasku”, odchodzi w niebyt. Liczne powtórzenia i zachwyty stanowią klamry mego dzieła, motywy przewodnie, które nadają całości niebagatelną jednolitość, naiwny i baśniowy styl opowiadania – nie chcę zrezygnować z żadnego z nich. Efekt końcowy jest wyzwoleniem od cierpień i zmagań nad materią. Zwieńczeniem trudu jest tekst krytyczny wobec ludzkich słabości, rozgadany i marzycielski zarazem, „pełen dziwnych drobnych pomysłów literackich”, obfitujący w obserwacje. Esej taki jest zarówno sugestywny, jak i subtelny, uduchowiony, po prostu romantyczny.

Wojciech Weiss

Przy pisaniu czytam co nieco, lecz bardzo szybko zapominam o szkicach i materiałach posiłkowych, a nawet o samej wiedzy, jaką z nich czerpałem. Kiedy spełniły już swoją rolę i zostały włączone w mój trud, wchłonięte i przetrawione, tracę je z oczu i myśli, usuwam je z pamięci. Moje dzienne pensum stanowią mniej więcej dwie strony. Ta powolna metoda pisania została narzucona przez „silnie rozwinięty zmysł samokrytyczny” i zwykłą niedoskonałość, ale także przez osobistość stylu, w którym ważne jest każde słowo i każdy zwrot. Ten system kreuje przedsięwzięcia o znacznej objętości, u których końca stoi radość. (więcej…)

Published in: on 8 czerwca 2020 at 9:59  Dodaj komentarz  
Tags:

Ciche odejście w Wenecji

Raoul Dufy

Śmierć w Wenecji” tandemu Mann – Visconti to przejmujący traktat o przemijaniu, a jednocześnie pochwała Bergsonowskiej elan vital. W postaci starzejącego się von Aschenbacha i młodzieńczego półboga Tadzia, pisarz i reżyser uchwycili ów osobliwy taniec życia i śmierci, przenikanie się dojrzałej męskości z chłopięcością efeba, który jest aniołem o rysach Botticellego. To pulsujące napięcie odnajduję także w „Pieśni o Ziemi” Gustava Mahlera, którego Visconti prawdę mówiąc w jakimś sensie personifikował, oddalając się tym samym od literackiego pierwowzoru Tomasza Manna. Wrażenie to wzmacnia wszechobecne Adagietto z Piątej Symfonii austriackiego mistrza, jedno z jego najcudowniejszych dzieł.

Śmierć w Wenecji” to metafora tak przeze mnie uwielbianej belle epoque, która, jak wykazał mistrz „Czarodziejskiej góry”, była też epoką przewrotną. Starość od zarania fascynuje się nieustępliwością młodości, pięknem ciała i duszy, nieokiełznanym witalizmem. Jednak w okresie, w którym umiejscowiono akcję, nie uzewnętrznia ona aż tak swoich obsesji z uwagi na sztywność zasad i wychowanie. Theodor Adorno pisał: „Strach jednostki staje się kanonem nowej estetyki„. Ta wstrzemięźliwość kłóci się wyraźnie z intymną pasją; w obrazie Viscontiego doprowadzono do ich pięknej syntezy, a  nawet homeostazy. Przenikające się antynomie można zresztą określić terminologią zaczerpniętą z Nietzschego, to jest rozpatrzyć je w kontekście pierwiastka apollińskiego i dionizyjskiego. (więcej…)

Published in: on 27 sierpnia 2019 at 11:20  Dodaj komentarz  
Tags:

Góra zaczarowana. Poziomkowa polana

Thomas Cole

Czarodziejska góra” to powieść, o której od dawna zamierzałem napisać choć kilka słów. Ktoś powiedział, że Tomasz Mann popełnił ją z pozycji obojętnego i zimnego intelektualisty, ale nie jest to prawdą. Twórca „Buddenbroków” nie przemawia tu z jakiegoś piedestału, acz z dużym zrozumieniem i sympatią dla głównego protagonisty tej opowieści, Hansa Castorpa. Być może wynika to z faktu, iż Hans , a może raczej towarzyszący mu Włoch Settembrini był porte parole niemieckiego pisarza, i jego to ustami wyrażał Mann swoje niebanalne spostrzeżenia na temat społeczeństwa sytego i egzystencji  obarczonej szeregiem drobnych przyjemności. Te ostatnie nie są tutaj nie na miejscu, gdyż jak twierdzi współczesny autora powieści, Marcel Proust, „aby uczynić rzeczywistość znośną, musimy podsycać w sobie drobne szaleństwa”.

Główna postać tego dramatu – sielanki? – przyjeżdża do wysokogórskiego sanatorium w Davos w pełni lata, po to, aby odwiedzić przebywającego w nim kuzyna Joachima, i zabawić przy tej okazji przez trzy najbliższe tygodnie. Pobyt ów z powodów dla niego nie do końca zrozumianych (zaciemnienia w płucach) przeciąga się do siedmiu długich lat. Mann, postępując za główną postacią dzieła, kreśli obraz społeczeństwa na górze. Świat ten jest odległy od normalności a czas dany pacjentom przemija niespiesznie, bezrefleksyjnie i bez celu. Jakieś mało ważne perypetie pochłaniają młodzieńca bez reszty; pojawia się też sanatoryjna miłość, która wydaje mierne owoce w całkowitym odcięciu od świata „na dole” i oderwaniu od realności. Wszystko to jest w zupełności niezobowiązujące i pozbawione ciężaru życia. (więcej…)

Published in: on 26 sierpnia 2019 at 8:22  Dodaj komentarz  
Tags:

Tomasz Mann. Droga piękna i droga ducha

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Na skutek wcielenia nasze ciała wyodrębniły się od innych, a zatem stały się osobne. Skutkiem wyodrębnienia jest odmienność, ona zaś rodzi porównanie, z którego źródła czerpie niepokój. Niepokój wzrasta w zdziwienie, które skutkuje zastanowieniem oraz dążeniem do wymiany, chęcią zespolenia. To staje się tamtym.

***

Bezwzględna cisza zmusza nas do uważnego napięcia umysłu. Pragnie, abyśmy nasłuchiwali wszystkiego, co nie jest w niej zupełnie ciche. Wówczas przemawia ona do nas, a my słuchamy jej we śnie.

***

Maurice de Vlaminck: Pejzaż jesienny

Maurice de Vlaminck: Pejzaż jesienny

Śmiech i płacz są ze sobą spokrewnione. Łudzimy się pragnąc sądzić, że radość i cierpienie są ściśle rozgraniczone, przydajemy im etykietę pozytywności i negacji, a przecież jedynie w połączeniu z czymś drugim można je nazwać złym lub dobrym. Takie to jest zespolenie. (więcej…)

Published in: on 3 listopada 2012 at 9:12  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Udręka i ekstaza poety

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Przemęczony pospieszną i niebanalną pracą godzin przedpołudniowych, wymagającą wzmożonej uwagi, przenikliwości i pedanterii, nie mogę, nie jestem w stanie wstrzymać działania twórczego myśli, i po południu nie potrafię dać tamy owemu motus animi continuus, w jakim giętki Cycero postrzegał jądro samej wymowy; i nie znajduję ulgi w lekkiej drzemce, która przy takim zużywaniu sił, jest mi do życia wręcz niezbędna, a która od tylu lat już nie zaszczyca moich progów.

***

Nazbyt zajęty zadaniami, które nakłada na mnie jaźń i sugestywne poczucie misji, zanadto obarczony zobowiązaniem tworzenia piękna, niezbyt przyjazny czczym rozrywkom, by jeszcze pojąć świat zewnętrzny z jego różnorodnością i barwnością, zadowalam się w zupełności pojęciem o świecie, jakie jest w stanie zdobyć każdy człowiek, nieruszający się ze swego kąta i nieopuszczający nigdy domu.

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Odkąd zaś życie moje poczęło chylić się ku zachodowi, odtąd lęk prowincjonalnego artysty, że nie skończę – owa szalona troska, że zegar mój ustanie, zanim w całości dokona swego, zanim bezbrzeżnie obnaży siebie – nie daje się już zepchnąć na bok, i nie pozwala na traktowanie wyłącznie w kategoriach kuriozum.

Niekiedy owszem, pragnę ucieczki, lecz nieodmiennie wyznaję sobie, iż ta tęsknota za cichą dalą, to rozpierające trzewia pragnienie przełomu i wyzwolenia się na zawsze, zrzucenia z siebie ciężarów i zapomnienia o twórczości, jest ułudą: mętną, wytrwałą i doświadczoną narastającym znużeniem ducha. (więcej…)

Published in: on 9 lipca 2012 at 10:32  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

Apocalypsis cum figuris

Jackson Pollock, ---

Jackson Pollock, —

Nigdy nie przypuszczałem, że tak makiawelicznie zimne tchnienie będzie przeszywać tę osobistą księgę spraw ostatnich, i że poczuję się zmuszony do relacjonowania pozornie prostych faktów mego życia w rytmie demonicznego scherzo. Ten bezustannie zaskakujący mnie, a jednocześnie wywołujący niejaką abominację rytm dygresji, łączy się ściśle z samym zamysłem mego dzieła, a nadto z kuriozalnym rozluźnieniem wszelkich rygorów psychicznych. Przejawia się ono wprost w postaci czystej bezpośredniości i intymności wynurzeń, a na dodatek eliminuje jakiekolwiek wzmianki o toczącym się wokół życiu publicznym.

W istocie parodiuję cudzą twórczość i jako wielkie dobrodziejstwo odczuwam fakt, iż nie jestem za nią bezpośrednio odpowiedzialny; nie jestem władny wchłonąć własną rzeczywistość czy przeniknąć misterium bytu. Jakże podniecające są ta maska i ta gra wobec powagi nałożonych na siebie zadań! Jakaż niepokojąca owa pozbawiona skrupułów gotowość do przywłaszczania sobie wszystkiego, co pojmuję jak własność! Jaka osobliwość myśli, ongiś rozsianych gdzieś na wiatr, a teraz powracających w nieco odmiennym kształcie. I jakie to wszystko niezbędne dla samopoczucia istoty tragicznie mądrej i ekskluzywnie chimerycznej!

Autoironia przytłumiająca chaos – oto, na co mnie stać.

* * *

Jackson Pollock, ---

Jackson Pollock, —

Najbardziej niewinny z pozoru kontakt ze światem zewnętrznym, przybiera dla istot mego pokroju posmak czegoś fantastycznego i dziwnego. Zależność ta potrafi omal bez intencjonalnego udziału osoby, kierować jej myślą, dyrygować, kształtować i zabarwiać przeżycia, rzutować na jakość relacji towarzyskich, na koniec nieodparcie wciągać w swą oszalałą orbitę. (więcej…)

Published in: on 30 Maj 2012 at 12:22  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Tomasz Mann. Lament Faustusa

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Ewa Lipska: „Mój kraj włóczy się po wolności. Udaje Europę”.

Z coraz większym trudem przechodzę do porządku nad potyczkami z codziennością, nad infantylnym nadużywaniem przemocy, bezpodstawnością zdziczałych postaw, jawną agresją korupcji. Angażują mnie one zbyt trwale, wtrącają w zawstydzające i bezpłodne deliberacje, które swą uporczywość zawdzięczają temu, iż zjawiska te rozumieją się same przez się i są dotkliwie naturalne.

Wyczuwam jakiś chorobliwy nastrój, który unosząc się nieuchwytnie w przestrzeni, do znużenia zohydza ziemski pobyt. Atmosferze tej zbywa na niewinności i na swobodzie; epatuje za to wybujałym egocentryzmem, mętną ambicją i patetyczną niezdrową czujnością. O co tu chodzi?

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

Widoczne są zagadkowe rozczarowania, zadrażnienia, łkające aspiracje, źle rozumiana duma. Mnożą się spory, puchną kłótnie, owocują rojenia o randze i pierwszeństwie, do których miesza się kto może, nie łagodząc owych sporów, lecz arbitralnie rozstrzygając i broniąc wyimaginowanych zasad. Padają niezliczone frazesy i komunały o wielkości i godności, wobec których słabsi i bardziej strapieni wycofują się bezradnie, z trudem usiłując pojąć stan rzeczy, ów stan jakby choroby o niedorzecznej konieczności. (więcej…)

Published in: on 30 Maj 2012 at 10:41  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Samotność poety

Michelangelo Antonioni: "Powiększenie" (scena z filmu)

Michelangelo Antonioni: „Powiększenie” (1966)

Antoni Czechow przedkłada tezę: „Prawdziwe szczęście niemożliwe jest bez samotności”.

Czyż nie odnosi się wrażenia, iż wewnętrzne doznania naszej istoty są tym intensywniejsze, a zarazem tym bardziej wyczerpujące, im egzystencja ta jawi się na pozór nieskrępowana, cichsza i zanurzona w samotności? Czyż nie jest raczej tak, iż życie biegnąc swą własną niepojętą drogą, osacza nas doszczętnie nawet w najdzikszym pustkowiu?

Dla wielu z nas śmierć jest bramą piekielną – utrzymuje George Bernhard Shaw – ale piekło znajduje się nie za bramą, a przed nią”. Wizja z pewnością demoniczna. A jednak wypada kultywować to istnienie, gdyż zmienna chimera losu przymuszająca do wyartykułowania postaw wobec świata, o ile nie znajdzie naturalnego ujścia w czynie, osiada w głębi ludzkiej duszy i krępuje ją pancerzem martwoty.

* * *

Michelangelo Antonioni: "Powiększenie" (scena z filmu)

Michelangelo Antonioni: „Powiększenie” (1966)

Henry David Thoreau wyraża przekonanie, że poeta stanowi najwyższą i najszlachetniejszą kwintesencję współczesnej mentalności; niejako jej transparentną esencję, osobowość o kondycji przewyższającej godność filozofa i uczonego pospołu. Kroczy on drogą oddaloną, nieco niedbale i pogwizdując, z głową pozornie nieobecną; unika ścieżek pospolitych, jak gdyby jawnie się błąkając a zarazem patrzy w starannie uściśloną dal. W istocie nie podąża naprzód wcale, a zapytany, dokąd pragnąłby dotrzeć, udzieli jakąś zgoła niezobowiązującą odpowiedź; być może nawet stwierdzi, iż nosi w sobie tysiączne warianty istnienia, a zatem wolno mu wybrać którąś z dróg, jakie oferuje świat. (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 11:17  Dodaj komentarz  
Tags: ,