Tomasz Mann. Droga piękna i droga ducha

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Na skutek wcielenia nasze ciała wyodrębniły się od innych, a zatem stały się osobne. Skutkiem wyodrębnienia jest odmienność, ona zaś rodzi porównanie, z którego źródła czerpie niepokój. Niepokój wzrasta w zdziwienie, które skutkuje zastanowieniem oraz dążeniem do wymiany, chęcią zespolenia. To staje się tamtym.

***

Bezwzględna cisza zmusza nas do uważnego napięcia umysłu. Pragnie, abyśmy nasłuchiwali wszystkiego, co nie jest w niej zupełnie ciche. Wówczas przemawia ona do nas, a my słuchamy jej we śnie.

***

Maurice de Vlaminck: Pejzaż jesienny

Maurice de Vlaminck: Pejzaż jesienny

Śmiech i płacz są ze sobą spokrewnione. Łudzimy się pragnąc sądzić, że radość i cierpienie są ściśle rozgraniczone, przydajemy im etykietę pozytywności i negacji, a przecież jedynie w połączeniu z czymś drugim można je nazwać złym lub dobrym. Takie to jest zespolenie. (więcej…)

Published in: on 3 listopada 2012 at 9:12  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Udręka i ekstaza poety

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Przemęczony pospieszną i niebanalną pracą godzin przedpołudniowych, wymagającą wzmożonej uwagi, przenikliwości i pedanterii, nie mogę, nie jestem w stanie wstrzymać działania twórczego myśli, i po południu nie potrafię dać tamy owemu motus animi continuus, w jakim giętki Cycero postrzegał jądro samej wymowy; i nie znajduję ulgi w lekkiej drzemce, która przy takim zużywaniu sił, jest mi do życia wręcz niezbędna, a która od tylu lat już nie zaszczyca moich progów.

***

Nazbyt zajęty zadaniami, które nakłada na mnie jaźń i sugestywne poczucie misji, zanadto obarczony zobowiązaniem tworzenia piękna, niezbyt przyjazny czczym rozrywkom, by jeszcze pojąć świat zewnętrzny z jego różnorodnością i barwnością, zadowalam się w zupełności pojęciem o świecie, jakie jest w stanie zdobyć każdy człowiek, nieruszający się ze swego kąta i nieopuszczający nigdy domu.

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Odkąd zaś życie moje poczęło chylić się ku zachodowi, odtąd lęk prowincjonalnego artysty, że nie skończę – owa szalona troska, że zegar mój ustanie, zanim w całości dokona swego, zanim bezbrzeżnie obnaży siebie – nie daje się już zepchnąć na bok, i nie pozwala na traktowanie wyłącznie w kategoriach kuriozum.

Niekiedy owszem, pragnę ucieczki, lecz nieodmiennie wyznaję sobie, iż ta tęsknota za cichą dalą, to rozpierające trzewia pragnienie przełomu i wyzwolenia się na zawsze, zrzucenia z siebie ciężarów i zapomnienia o twórczości, jest ułudą: mętną, wytrwałą i doświadczoną narastającym znużeniem ducha. (więcej…)

Published in: on 9 lipca 2012 at 10:32  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

Apocalypsis cum figuris

Jackson Pollock, ---

Jackson Pollock, —

Nigdy nie przypuszczałem, że tak makiawelicznie zimne tchnienie będzie przeszywać tę osobistą księgę spraw ostatnich, i że poczuję się zmuszony do relacjonowania pozornie prostych faktów mego życia w rytmie demonicznego scherzo. Ten bezustannie zaskakujący mnie, a jednocześnie wywołujący niejaką abominację rytm dygresji, łączy się ściśle z samym zamysłem mego dzieła, a nadto z kuriozalnym rozluźnieniem wszelkich rygorów psychicznych. Przejawia się ono wprost w postaci czystej bezpośredniości i intymności wynurzeń, a na dodatek eliminuje jakiekolwiek wzmianki o toczącym się wokół życiu publicznym.

W istocie parodiuję cudzą twórczość i jako wielkie dobrodziejstwo odczuwam fakt, iż nie jestem za nią bezpośrednio odpowiedzialny; nie jestem władny wchłonąć własną rzeczywistość czy przeniknąć misterium bytu. Jakże podniecające są ta maska i ta gra wobec powagi nałożonych na siebie zadań! Jakaż niepokojąca owa pozbawiona skrupułów gotowość do przywłaszczania sobie wszystkiego, co pojmuję jak własność! Jaka osobliwość myśli, ongiś rozsianych gdzieś na wiatr, a teraz powracających w nieco odmiennym kształcie. I jakie to wszystko niezbędne dla samopoczucia istoty tragicznie mądrej i ekskluzywnie chimerycznej!

Autoironia przytłumiająca chaos – oto, na co mnie stać.

* * *

Jackson Pollock, ---

Jackson Pollock, —

Najbardziej niewinny z pozoru kontakt ze światem zewnętrznym, przybiera dla istot mego pokroju posmak czegoś fantastycznego i dziwnego. Zależność ta potrafi omal bez intencjonalnego udziału osoby, kierować jej myślą, dyrygować, kształtować i zabarwiać przeżycia, rzutować na jakość relacji towarzyskich, na koniec nieodparcie wciągać w swą oszalałą orbitę. (więcej…)

Published in: on 30 maja 2012 at 12:22  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Tomasz Mann. Lament Faustusa

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Ewa Lipska: „Mój kraj włóczy się po wolności. Udaje Europę”.

Z coraz większym trudem przechodzę do porządku nad potyczkami z codziennością, nad infantylnym nadużywaniem przemocy, bezpodstawnością zdziczałych postaw, jawną agresją korupcji. Angażują mnie one zbyt trwale, wtrącają w zawstydzające i bezpłodne deliberacje, które swą uporczywość zawdzięczają temu, iż zjawiska te rozumieją się same przez się i są dotkliwie naturalne.

Wyczuwam jakiś chorobliwy nastrój, który unosząc się nieuchwytnie w przestrzeni, do znużenia zohydza ziemski pobyt. Atmosferze tej zbywa na niewinności i na swobodzie; epatuje za to wybujałym egocentryzmem, mętną ambicją i patetyczną niezdrową czujnością. O co tu chodzi?

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

Widoczne są zagadkowe rozczarowania, zadrażnienia, łkające aspiracje, źle rozumiana duma. Mnożą się spory, puchną kłótnie, owocują rojenia o randze i pierwszeństwie, do których miesza się kto może, nie łagodząc owych sporów, lecz arbitralnie rozstrzygając i broniąc wyimaginowanych zasad. Padają niezliczone frazesy i komunały o wielkości i godności, wobec których słabsi i bardziej strapieni wycofują się bezradnie, z trudem usiłując pojąć stan rzeczy, ów stan jakby choroby o niedorzecznej konieczności. (więcej…)

Published in: on 30 maja 2012 at 10:41  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Samotność poety

Michelangelo Antonioni: "Powiększenie" (scena z filmu)

Michelangelo Antonioni: „Powiększenie” (1966)

Antoni Czechow przedkłada tezę: „Prawdziwe szczęście niemożliwe jest bez samotności”.

Czyż nie odnosi się wrażenia, iż wewnętrzne doznania naszej istoty są tym intensywniejsze, a zarazem tym bardziej wyczerpujące, im egzystencja ta jawi się na pozór nieskrępowana, cichsza i zanurzona w samotności? Czyż nie jest raczej tak, iż życie biegnąc swą własną niepojętą drogą, osacza nas doszczętnie nawet w najdzikszym pustkowiu?

Dla wielu z nas śmierć jest bramą piekielną – utrzymuje George Bernhard Shaw – ale piekło znajduje się nie za bramą, a przed nią”. Wizja z pewnością demoniczna. A jednak wypada kultywować to istnienie, gdyż zmienna chimera losu przymuszająca do wyartykułowania postaw wobec świata, o ile nie znajdzie naturalnego ujścia w czynie, osiada w głębi ludzkiej duszy i krępuje ją pancerzem martwoty.

* * *

Michelangelo Antonioni: "Powiększenie" (scena z filmu)

Michelangelo Antonioni: „Powiększenie” (1966)

Henry David Thoreau wyraża przekonanie, że poeta stanowi najwyższą i najszlachetniejszą kwintesencję współczesnej mentalności; niejako jej transparentną esencję, osobowość o kondycji przewyższającej godność filozofa i uczonego pospołu. Kroczy on drogą oddaloną, nieco niedbale i pogwizdując, z głową pozornie nieobecną; unika ścieżek pospolitych, jak gdyby jawnie się błąkając a zarazem patrzy w starannie uściśloną dal. W istocie nie podąża naprzód wcale, a zapytany, dokąd pragnąłby dotrzeć, udzieli jakąś zgoła niezobowiązującą odpowiedź; być może nawet stwierdzi, iż nosi w sobie tysiączne warianty istnienia, a zatem wolno mu wybrać którąś z dróg, jakie oferuje świat. (więcej…)

Published in: on 10 maja 2012 at 11:17  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Mann. Fontane. Wagner

Ryszard Wagner, inscenizacja "Złota Renu"

Ryszard Wagner, inscenizacja „Złota Renu”

Tym, co nieodparcie urzeka w postaci Manna jest umiejętna elastyczność w pokonywaniu złudnych meandrów dziejów; owa zachwycająca zdolność akomodacji, jakiej nigdy nie dane było doznać egzulom pokroju Rachmaninowa czy Maraia. „Upadek epoki estetyzmu i dojście do głosu świata niedoli społecznej – pisze on – zwycięstwo pierwiastka religijnego nad kulturalnym – były to problemy (…) Europy jakby zmalałej na skutek wojny, ściśniętej i bardziej swojskiej”, i następnie dodaje: „Jak nikt inny chyba, odczułem na własnej skórze wywołującą we mnie gwałtowny sprzeciw historyczną konieczność przejścia od postawy metafizyczno-indywidualistycznej do społecznej”.

W tym miejscu przedwojenny marzyciel z „Czarodziejskiej góry” okazuje czysto ludzki strach przed Nieznanym, strach w pełni uzasadniony po doświadczeniach błotnistej Flandrii; cóż z tego, że nie wynikających z autopsji. „Problem człowieka nabrał pod wpływem krańcowych doświadczeń, którym poddał on samego siebie, osobliwej aktualności” – zaznacza dobitnie, poświadczając, iż cierpiał duchowo ze wszystkimi, czując się „powołanym” przez „moment dziejowy”.

Ryszard Wagner, inscenizacja "Zygfryda"

Ryszard Wagner, inscenizacja „Zygfryda”

Jaki to rodzi skutek? „Niechaj twórca zacznie wreszcie odczuwać silny, tajemny powab życia, płynący z efektywnego łączenia rzeczy rozbieżnych – demonizmu z oficjalnością, samotnictwa i ducha przygody z reprezentatywnością społeczną”. Ot, taki: ujarzmienie odwiecznych sprzeczności, umowny ład w rozochoconej naturze rzeczy, rygorystyczna prawidłowość będąca – jak skromnie podkreśla – „spokojną zgodnością i analogiczną jasnością twórczego planu życiowego”. (więcej…)

Published in: on 10 maja 2012 at 10:16  Dodaj komentarz  
Tags:

Tomasz Mann. Jeux interdits

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Tydzień z Mannem w ręku. I któż by pomyślał, że skromnie prezentujący się szary zbiór z dumną notą „Eseje” na obwolucie, do tego stopnia mnie pochłonie, że pragnąłbym bez końca dywagować z tym żywym starszym panem z hanzeatyckiej, zmurszałej Lubeki? Z dystyngowanym mędrcem, rozważającym jakby z oddalonego piedestału krytyczny bieg oszalałej ludzkości.

Tym, co uderza jest paternalizm; rzekłbym pewnego pokroju namaszczenie, z jakim ta do cna zdrowa latorośl i spadkobierca przebiegłych rodów kupców, cierpliwie poucza maluczkich. A także epicka pedanteria, ów – jak sam nie bez ogródek przyznaje – „fanatyczny pociąg do rozpoczynania tematu ab ovo”.

A jednak jest w tej z pozoru bezosobowej pozie dumnego estety, w tym skrupulatnym i omal automatycznym pochyleniu nad maluczkim; w tym uniżeniu, łacno pozwalającym na przywołanie udręczonej figury Rodina, jakaś olbrzymia i wzruszająca do cna prawda. Chociażby w owym ustępie zaczerpniętym z autobiograficznego szkicu (1930), gdzie nie bez zakłopotania przyznaje się on do swojej fascynacji Nietzschem. Czyni to niejako marginalnie, ex-post odrażających wydarzeń Wielkiej Wojny; niemal tak jakby chciał się tłumaczyć z pewnej nieprzyzwoitej choroby, jakiej machinalnie zdarzyło mu się kiedyś ulec. Dobiegający sześćdziesiątki noblista wstydliwie i kruchym szeptem wyznaje nie tak młodzieńcze znowuż winy; on – humanista, cicerone, punkt odniesienia generacji. (więcej…)

Published in: on 10 maja 2012 at 10:08  Dodaj komentarz  
Tags: ,