Po tamtej stronie

   „Persona” (1966)

Z oddali napłynęły słowa, wypowiadane przez niewidoczne usta; stawały się one żywe i przybliżały się do mnie. I oto tańczą teraz przed moim wzrokiem i drgają na wietrze, „jak pstro ubrane niewolnice”, a potem pogrążają się w podłodze, lub znikają w ulotnym powietrzu, lśniąc się i błyszcząc w blasku słońca, lub ustępują miejsca innym. I każde tryska nadzieją, że zostanie wybrane, lecz oto ciągle przybywają nowe; niektóre „świetne jak pawie w mieniących się od barw szatach”, inne powolne i odmierzone, jak „przestarzałe i przeżyte królowe o farbowanych powiekach, o rysach twarzy prostytutki i zmarszczkach pokrytych wstrętną szminką” (A. Kubin). Spoglądam na nie, jak się zjawiają i odchodzą, a mój wzrok ślizga się po niewyraźnych konturach myśli, szarych postaciach o pospolitych twarzach, które zaprawdę ciężko pamiętać.

***

„Persona” (1966)

Książki już dawno przestały do mnie przemawiać, ich miejsce zajęły głosy, które ustawicznie coś ode mnie pragną, żądają czegoś, czego nie jestem w stanie uchwycić, choć nie wiem jak usilnie starałbym się to zrobić. Dręczą mnie one niepojętymi pytaniami, i są wymarłe i bez echa. Ich echo rozpada się z każdym dźwiękiem wypowiedzianym w przytomności, i odpowiada wielokrotnie, jak cień okalający postać, który ma także wiele cieni małych. (więcej…)

Published in: on 22 Kwiecień 2015 at 9:38  Dodaj komentarz  

Występ poety

Tony Ray Jones

Tony Ray Jones

Życie jest nie tylko regułą i nakazem, łańcuchem pewnych zdarzeń, jak to dotychczas przyjęto, ale także porywem serca, swobodnym, bezcelowym i nierozważnym.

***

Poczułem lekki podmuch, kołysanie: smętne i osobliwe słanianie się przenoszące mnie w sam środek namiętnego żywiołu, jakim jest morze, którego monotonne falowanie jest zarazem niebezpieczeństwem i kołysanką, drobną przygodą i bezsilnym losem. Doznaję zawrotu głowy i oddalam się od skraju rzeczywistości, a jednocześnie ze zdziwieniem konstatuję, iż w tym nowym, nieogarniętym żywiole tkwi dla mnie jakaś wola życia i świadomego poruszania się. I oto wraz z powolnym kołysaniem fal oddalam się od brzegu, powoli tracąc łączność z realnością, i lekko posuwam się przed siebie, bez głębszej woli i namysłu, w stronę unicestwienia. Od czasu do czasu spoglądam dokoła sennym wzrokiem, jakbym wynurzał głowę z piany, by ją po chwili zanurzyć i dać się pochłonąć przez groźny i obojętny żywioł. Kołysząc się delikatnie zapadam w nicość, która koi choć jest antytezą życia, a może nawet „najlepszym ze wszystkiego, co może dać życie” (S. Márai), to falowanie i opadanie, w trakcie którego gubi się wspomnienia i wszystko staje się bezpiecznie mroczne.

***

Tony Ray Jones

Tony Ray Jones

Pisanie jest rodzajem władzy, jest władzą samą w sobie, jedyną i prawdziwą. Jest to kreator wolności, dzięki któremu i głupcom przyznano dostęp do łaski. To siła, której ekspresja zawiera w sobie moc daleko większą od słów ludzi i narodów. Słowem pisanym rozmawiam o moim życiu, jego litery już dawno skruszyły dręczące łańcuchy, z liter tych skręciłem drabinę i sznur wyprowadzający mnie na wolność, z piekła na ziemię, a może nawet z ziemi do nieba? (więcej…)

Published in: on 16 Marzec 2015 at 12:31  Dodaj komentarz  
Tags:

Głód

Jasper Johns: Fools House

Jasper Johns: Fools House

Lekki brzask rozjaśniał stopniowo kłębiący się labirynt ulic i z coraz większą łatwością mogłem odczytywać afisze na tablicach ogłoszeń aż do małych beznamiętnych literek czarnych klepsydr. Otwarłem na oścież okno i zobaczyłem trzepak i kawałek ogrodu, dalej zaś sznur do suszenia bielizny i rumowisko kloców drewna. Oparłem się łokciami na parapecie, spoglądałem na niebo i z westchnieniem skonstatowałem, że dzień będzie pogodny. Na zewnątrz królowała jesień, pora, w której wszystko zmienia barwę a następnie przemija. Pęczniejący na ulicy gwar wyciągnął mnie nareszcie z domu, oderwał stopy od skrzypiącej podłogi, która chwiała się za każdym moim krokiem. Jeszcze przez chwilę oparłem wzrok na wiklinowym fotelu, na którym zwykłem ucinać sobie drzemkę, dumając o tym i owym; otarłem się o drzwi, przez które dochodziły niejednoznaczne świsty i chwyciłem się zmurszałego tynku, który odpadał kawałami.

Jasper Johns: Racing thoughts

Jasper Johns: Racing thoughts

Poranny chorał głosów rozbrzmiewał coraz intensywniej, przerywany szumem warczących pojazdów; wyciągnął mnie wreszcie na zewnątrz, gdzie mnie ożywił i rozochocił. Myślałem o przechadzce na świeżym powietrzu, ale cóż mnie to powietrze obchodziło? Byłem silny i zwinny, zdawałoby się, iż na mych barkach pomieszczę cały wszechświat. Z góry spojrzałem na otaczający mnie tłum, obserwowałem mijanych ludzi, czytałem afisze, chwytałem spojrzenia rzucane z przejeżdżających pojazdów, oddawałem się bez zastrzeżeń każdemu drobiazgowi, całej tej przypadkowości życia, która stanęła na mojej drodze i przepadała już po chwili. Wędrowałem dalej bez celu, nie martwiąc się o nic i przystanąłem bez powodu na skrzyżowaniu, a potem skręciłem nie wiadomo po co w bezbarwną, małą uliczkę. I tak płynąłem z ludzką falą, ukołysany blaskiem ranka, nie troszcząc się o kierunek, na równi z innymi szczęśliwcami, a myśli mej nie przysłaniał żaden cień. (więcej…)

Published in: on 16 Marzec 2015 at 12:09  Dodaj komentarz  

Poeta gra z Bogiem

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Właściwie znam świat wyłącznie z filmów i książek. Czy można zatem powiedzieć, że w ogóle znam świat? Dzieje się tak dlatego, że na świecie jest tyle zmiennych, więcej aniżeli pojąć by mogła moja wyobraźnia. W istocie nie zrozumie tego żadna wyobraźnia, chyba że mamy do czynienia z istotą natchnioną i wizjonerską. Gra z Bogiem daje fantazję i natchnienie, ale nie pozwala na przewidzenie najskromniejszych zdarzeń. Wyobraźnia zużywa się w jakiś sposób podobnie jak rzeczywistość – to, co wyobrażone nie może się już wydarzyć. Ale zdarzają się rzeczy niewyrażalne, jak gdyby wyobraźnia i rzeczywistość czerpały z tego samego źródła, „z poczekalni rzeczywistości

***

Na ziemi wszystko zostało już bezapelacyjnie ustalone i nie ma miejsca na jakieś improwizacje. Wszystko znajduje się na swoim miejscu, i to nawet w mojej rzeczywistości, kiedy lata poprzewracały co się dało. Rzeczy szukają swoich miejsc i zakładają gniazda. Potrzebują niewiele czasu, aby się znaleźć tam, gdzie powinny być. Książki na stole, jakby przyrośnięte do sosnowej powierzchni, obrazy na ścianach zadomowione i prawie niezauważalne. Chodnik perfekcyjnie skupiony na drewnianej podłodze, przeczysta miękkość pod moimi stopami. Lampa ukryta poza własnym światłem.

***

"Grona gniewu"

„Grona gniewu”

Przez cały dzień pisałem zaskoczony ogromem czasu, jaki nieprzerwanie rozpościerał się przede mną. Kiedy bolały mnie ręce od wystukiwania słów na klawiaturze, kładłem się na kanapie i przypominałem sobie szczegóły, marzyłem i wyobrażałem sobie, badałem swoje możliwości. Po raz kolejny piszę o sobie, ale zaskoczony odkrywam, że to pisanie kreuje coś innego, aniżeli ja sam. Nie można być przecież równocześnie obserwowanym i obserwującym, poznawanym i poznającym. Może dlatego w moich tekstach jest coś, co wykracza poza rzeczywistość, jakaś kreacja, lecz nie fałsz. (więcej…)

Published in: on 29 Listopad 2014 at 9:18  Dodaj komentarz  
Tags:

Droga mistyczna

Jusepe de Ribera: Święty Andrzej

Jusepe de Ribera: Święty Andrzej

Jakże niewinne jest piękno wciskające się pomiędzy własne pragnienia a Boga! Lecz święci go nie widzą, są prawie obojętni, zwróceni ku swojej nowej miłości, miłości wiecznej.

***

Nawet na samym dnie grzechu człowiek może zostać wybrany.

***

Głosy wewnętrzne, nawet te u dusz najświętszych, zmuszone są przedzierać się przez nędzną powłokę ziemskich namiętności.

***

Jusepe de Ribera: Sen świętego Jakuba

Jusepe de Ribera: Sen świętego Jakuba

Wraz z niebem zdobyć i ziemię!

***

Ludzie upadli są przekonani o utracie łączności z ich Stwórcą, sądzą że związek Boga z tak skalanym tworem jest dłużej niemożliwy. Nie wiedzą tym samym, iż utracona łaska nie jest jednoznaczna z utratą miłości Boga, nie mają pojęcia o tym, że istnieje pewna konfrontacja naszej duszy z Panem, której nie zniszczy żadna zbrodnia. Grzech wnosi pewną aurę dramatyzmu i odłącza nas od innych istot, a zarazem przeznacza do wyższej miłości, która daje odkupienie. W ten sposób przeciwstawianie się Bogu jest tylko „nieświadomym podstępem, by Mu nas oddać” (F. Mauriac). (więcej…)

Published in: on 24 Październik 2014 at 13:57  Dodaj komentarz  
Tags:

Początek nocy

André Kertész

André Kertész

Zapomnienie jest lenistwem, niechęcią do oddzielania pewnych woni, dźwięków i kształtów, do wybierania ich spośród miliona innych.

 ***

Przez gasnącą żarówkę przebiega nagły błysk, dyskretny szum wysłużonej klawiatury narzuca rytm mojemu milczeniu. Zewsząd otaczają mnie książki, ściskają mnie bez wytchnienia, niektóre szeroko otwarte przemawiają do mnie swym cichym głosem, śpiewają odwieczną pieśń o nieznanej linii, inne nieme, ale najeżone podkreśleniami i zakładkami, jak gdyby oczekiwały na wezwanie. Milcząco pragną ofiarować mi własną mądrość w spokoju nocy, w rytmie wieczornej pracy, w trakcie której usiłuję o nich zapomnieć.

 ***

Tak bardzo lękam się mego smutnego myślenia, tęskniącego do więzów, które nie chcą ode mnie odpaść.

 ***

André Kertész

André Kertész

Wiele jest sposobów zerwania ze światem i „rzucania rękawicy jego konwencjom”. (więcej…)

Published in: on 24 Październik 2014 at 13:18  Dodaj komentarz  
Tags:

Lunatycy

Hermann Broch

Hermann Broch

Człowiek spowity w mundur jest przesycony świadomością wypełniania pewnego właściwego mu sposobu życia i tym samym zapewnia sobie względne bezpieczeństwo w przyrodzie. Mundur jest obrazem ustanawiania porządku w świecie i eliminowania z życia tego, co miękkie, zacierające się i płynne. Mundur zakrywa to, co w człowieku nieokreślone i delikatne i oto mężczyźnie, który codziennie przyobleka się w mundur, dana jest „druga, gęstsza skóra”. Jest ona symptomem trwalszego i właściwszego egzystowania. Człowiek zamknięty w mundurze „niczym w futerale”, pozapinany na paski i klamry, szybko zapomina o tym, co ma pod spodem a towarzysząca mu niepewność życia ulega oddaleniu bądź nawet eliminacji.

***

Hieronymus Bosch: Kuszenie św. Antoniego

Hieronymus Bosch: Kuszenie św. Antoniego (I)

Niegdyś Kościół panował jako sędzia nad ludźmi i każdy z nich miał świadomość, iż jest grzesznikiem. Teraz grzesznik osądza innego grzesznika, a wszystkie wartości na świecie padają pastwą anarchii. Szata duchownego, odcinająca się od mundurów i odzienia ludzi pełniących różne funkcje, była w przeszłości czymś nierzeczywistym w stosunku do innych szat. Teraz zaś prześwituje spod niej ziemska świeckość pragnąca czegoś pozaziemskiego. A podnoszenie tego co ziemskie na wyżyny absolutu jest zawsze romantyzmem.

***

Bywają wieczory wiosenne, podczas których zmierzch trwa daleko dłużej aniżeli wynikałoby to z astronomicznych obliczeń. Rzadka połyskliwa mgła osiada welonem na miasto i nadaje mu piętno wolnego wieczoru, który poprzedza dzień świąteczny. Światło plącze się w tej przyćmionej, szarawej mgle i tkwią w niej jeszcze jasne nici, jakkolwiek ona sama już sczerniała i przyoblekła się w aksamit. (więcej…)

Published in: on 7 Grudzień 2013 at 10:12  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Kuszenie poety (II)

Martin Parr

Martin Parr

Lato ściągnęło przestrzeń kosmiczną ku ziemi i sprowadziło ją do szemrzącego echem zagajnika, w którym króluje czyste marzenie. Porusza się ono wraz z ludzkim oddechem,  przepływa strumieniem pośród snu, wzlatuje tchnieniem zmieniającym się ustawicznie, jak gdybym tkwił w sercu tego lasu, którego wierzchołków i korzeni nie sposób odróżnić i gdzie człowiek i sen wzajemnie się przenikają, noc w noc, dzień w dzień. I wówczas lato zwalnia mnie od rozlicznych pytań, jakie zamierzam stawiać życiu, oczywiście nie ma ono przygotowanej odpowiedzi, a tylko sprawia, że już nie mam żadnych pytań. I jest mi tak lekko na sercu.

***

Dookoła mnie słońce wyławia iglasty kobierzec, odłamane gałęzie i skrawki rzadkiej ściółki. Drzewa obsiadają gęsto liście, których zielone żyłki korespondują z barwą mchu i tak przypominają skórę płazów. Twarda, spękana ziemia obejmuje pnie z przylepionymi kroplami żywicy. Splecione czernią wysokie konary dźwigają się do błękitnej wieczności, a senne brzęczenie owadów wtapia się w przejrzysty obłok lata, jak sen wtopiony w sen, świetlistość płynąca z duszy.

***

Martin Parr

Martin Parr

Przepełniło mnie osłupienie, które nie wypływało z obfitości życia, ile ze mnie samego, którego tu a nie gdzie indziej umieszczono, stworzenia związanego z wszelkim innym stworzeniem, poruszającego się na nogach poprzez poranną rosę i chwytającego jasny dzień. A przecież jestem tylko złudnym snem wobec wszystkich innych snów, które noszę w sobie wędrując poprzez deszczowe pole i wyczekując blasku słońca. Wnikam w jego chłodny cień, samemu będąc tylko kroplą rosy, która w mgnieniu oka wyparuje. Słyszę kukanie kukułki i śpiew słowika, przemieszczający się z krańca na kraniec aż po granice pojmowania, najdalszy kres mojej jaźni. I niepostrzegalnie zapadam w zdziwienie. (więcej…)

Published in: on 30 Listopad 2013 at 9:30  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Kuszenie poety (I)

André Kertesz

André Kertesz

I oto siedzę tu przytomnie, ja człowiek niemłody, oczekujący cicho starości i pragnący zrelacjonować coś, co leży już poza mną w bezkształtności, a co było bez dwóch zdań moim przeżyciem. Pragnę to zapisać, a jednak ledwie sięgam do tego pamięcią, tkwię tu pomiędzy wiedzą a zapomnieniem, które przebiegają przez moje życie, wyłaniając się, to zapadając w otchłani, a czasem całkowicie znikając, tak osobliwie, jak za przyczyną czarodziejskiej różdżki. Jak gdybym w pełnym blasku słońca roztapiał się nagle w szczerym polu, wchłaniany przez nagą przestrzeń i szarpany przez czas, wciągnięty w jedno i drugie. I tak dzień za dniem spędzam w niejasności.

Takie są moje lata, takie ich szczęście i obowiązki. A mimo to ogarnia mnie owa bezkształtność, wynikająca z wady mej duszy, z której wypływają fragmenty większej całości, jakiejś wiedzy nie do ogarnięcia, zastrzeżonej przede mną, niemogącym osiągnąć doskonałości. A przecież ta wiedza jest czymś dostępnym całej ludzkości, gdy mnie tymczasem przypadają jedynie jej fragmentaryczne urywki. I nie jestem w stanie pokonać niemoty takiego życia.

André Kertesz

André Kertesz

Ta płynność i niejasność istnienia i jego języka stały się tak przemożne, iż zmuszają mnie, abym ich pragnął wbrew własnej woli, żądał z odrazy. Ciągną one za sobą jakąś nieopisaną katastrofę, nieodparcie zmierzają  do czegoś nieuniknionego, co przenika na wskroś świat. To powszechne zagrożenie wzbudza we mnie lęk, iż nieuchronnie utracę swoje życie, jego radosną różnorodność, o ile nie wyrwę się z niego, choć bowiem „człowiek jest bardzo różnorodny, nadchodzi moment, w którym raz obrany tor, staje się czymś nieodwracalnym” (H. Broch). (więcej…)

Published in: on 30 Listopad 2013 at 9:06  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Posłuszeństwo ziemi

Zofia Rydet: Człowiek przede wszystkim

Zofia Rydet: Człowiek przede wszystkim

Tymczasem spoczywałem posłusznie wśród traw. Zagłębiałem się w żółte morze zbóż, runąłem jak kłoda na ziemię i długo trwałem tak bez ruchu. A kiedy słońce swymi palącymi promieniami rozjątrzyło me plecy i rozpaliło je nie do zniesienia, odwróciłem się na wznak i zasłoniłem twarz rękami, aby nie widzieć nazbyt jaśniejącego blasku. Ciężkie kłosy suchością szeleściły wokół bezwładnego ciała udręczonego troską, chmary świerszczy bezustannie ćwierkały swoją niemilknącą pieśń, upał rozjarzał niebo. Usiłowałem przypomnieć sobie jakąś książkę, ale nie byłem w stanie, w oczach zderzały się ze sobą cienie zdarzeń, w uszach świdrowały dawno zapomniane głosy, wszystko to przytłaczało me wątłe piersi. Zsunąłem bluzę i wystawiłem nagie ciało na ostre promienie słońca, wierząc, że lżej mi będzie oddychać i wzdychałem co chwila ciężko, szepcząc do siebie jakieś oderwane frazy. Odpowiadał mi lekki poszum kłosów i świergot ptactwa, granie koników polnych. Unosząc co jakiś czas głowę napotykałem mieniący się dywan łanów i sterczące w zagajniku nędzne zabudowania stacyjne. Poza tym znużoną od upału równiną zawładnęła nieogarniona pustka pod błękitnym sklepieniem nieba. I zdało mi się, iż oto sam jestem na tej ziemi, że leżę niemrawo w jej środku i nikt tu do mnie nie przyjdzie, aby rozproszyć bezgłos samotności. Nikt, nigdy.

Zofia Rydet

Zofia Rydet

O zmierzchu dobiegły mnie nawoływania, głosy zderzały się ze sobą, a jednak nic nie odrzekłem. Gorzkie łzy pociekły po moich policzkach, spływały ciurkiem po mej szczupłej twarzy. Ocierałem je nagą ręką i opierałem się o suchą i ciepłą ziemię, pragnąc rozproszyć melancholię, która mną coraz silniej szarpała. Łkałem tłumiąc westchnienia, jakby w obawie, że ktoś je usłyszy i zabroni mi płaczu. A kiedy zapadła noc dźwignąłem się powoli i powłóczyłem nogami, kierując się w stronę domu. Tam oparłszy się plecami o zimną ścianę, jeszcze długo wpatrywałem się w zboże. Aż roztopiło się w fiolecie nocy. (więcej…)

Published in: on 11 Październik 2013 at 9:17  Dodaj komentarz  
Tags: ,