O Bożym jedynowładztwie

Correggio

Spośród wielu prawd częściowo tylko wyjaśnionych, a niewątpliwie pożytecznych, pojęcie monarchii niebieskiej jest jednym z najbardziej wartych uwagi i zarazem niełatwym do rozwikłania. Temat ten już podejmował Dante, dopatrując się w nim wyraźnej korzyści; zajął się całą kwestią wydobywając ją z mroków ciemności. W swoich pismach pytał czym są rządy Boga i co się o nich powszechnie sądzi? Jest to mocarstwo, a zatem jedynowładztwo rozciągające się na wszystkie istoty żyjące w czasie i przestrzeni oraz na „wszystkie rzeczy podległe mierze czasu”. Wyłania się z tego kwestia: Czy monarchia niebieska jest konieczna dla zapewnienia prawidłowego ładu we wszechświecie? Stwierdzenie to nie napotyka na przeszkody ani ze strony rozumu, ani historycznej tradycji i jest udowodnione mocnymi i jasnymi argumentami. Tam, gdzie istnieje wielość zorganizowana wokół jednego celu, musi istnieć element porządkujący i rządzący, a jest nim Bóg. To samo dotyczy państwa, którego dążeniem jest zapewnienie jego mieszkańcom niezagrożonego i dostatniego życia. Potrzebne jest jedno berło, zarówno w ustroju słusznym jak i wadliwym, inaczej bowiem zaciera się obraz życia społecznego, a państwo przestaje być tym, czym powinno.

W monarchii niebieskiej, której cele są zbieżne z zadaniami państwa świeckiego, istnieje tylko jeden Bóg, który nią kieruje i zarządza. Bez Niego żywe istoty nie mogłyby zrealizować swoich dążeń, a i samo królestwo byłoby bliskie upadku zgodnie z tym, co mówi Pismo: „Każde królestwo wewnętrznie podzielone pustoszeje”. Wszystkie rzeczy materialne i niematerialne są podporządkowane Bogu; prawdą jest zatem twierdzenie, że cały rodzaj ludzki także zmierza do jednego celu. Na drodze tej ogół pilnie potrzebuje kierującego i rządzącego, Jego istnienie jest niezbędne dla zapewnienia dobrego porządku we wszechświecie. Muszą Mu być podlegli ziemscy władcy i ich domeny, każda społeczność pozostaje w łączności z kosmosem, czyli Bogiem. Wszystko, co przystosowuje się do pierwotnej siły sprawczej, ma się dobrze i jest wspaniałe; dobroć Boga osiąga tu pełnię doskonałości. (więcej…)

Published in: on 12 grudnia 2019 at 9:00  Dodaj komentarz  

Mauriac. Moje miasto

Francois Mauriac

To niepojęte, ale nie napisałem dotychczas ani słowa o moim rodzinnym mieście, punkcie na mapie, którego domy i ulice były wydarzeniami mojego życia. Nie mogę doczekać się chwili, gdy pociąg zwalnia za Taczanowem, i kiedy ze zmierzchu wyłania się wydłużony kształt przylegający do płaszczyzny pól, rozświetlony setkami przytłumionych świateł. Przez krótki moment dostrzegam szczupły cień św. Jana i szukam wzrokiem wieży od Zbawiciela. Wyznaczają one miejsca, w którym doświadczałem kruchego szczęścia i smutku, błahych przewinień i marzeń. Wspominam godziny chłopięcej niewinności, czas cnotliwości i ładu; masyw kościoła górował nad dachami, spośród których jeden użyczył mi schronienia. Do lat dziewiętnastu moje losy były związane z tym grodem i jego okolicami, rzadko wykraczały poza te granice. Stare ściany zdawały się oddzielać nasz powiat od reszty świata czymś – jak pisze Mauriac – na modłę muru chińskiego. Jako dziecko żyłem w tej krainie cudów, w cieniu rodziców pełnych doskonałości. Lecz oto przyszedł wiek męski i nagle miasto wokół mnie skurczyło się i pomniejszyło, dostrzegam jego skończoność. A jednak to skromne i ciche miejsce, jego zanieczyszczona rzeczka o mętnych wodach, rozpościerające się wokół pola rzepaku i kukurydzy, suche sosnowe laski, wystarczyły, bym poznał całe życie, wszystko, co miało być mi później objawione. Gdziekolwiek bym się nie udał, poprzez niziny i góry, trawnik przed moim domem będzie stale pachniał jaskrawożółtym mleczem i zeschłym rumiankiem, jak w owe lipcowe dni, kiedy ryk karetki odrywał mnie od wakacyjnych zajęć.

Kroczę wąskimi zaułkami prowadzącymi do cmentarza na Kaliskiej i chłonę zapach zakurzonych ulic. Czy znajdzie się tu kamień, który nie będzie pamiętał chłopięcych walk, odwiecznych dylematów, przeistaczania dziecka w mężczyznę? Do dziewiętnastego roku życia przeszłość nie przytłacza nas swoim ciężarem: „czas jeszcze nie ukuł kajdan nawyków”. Lecz ileż tu namiętności: Miłość do Boga, pragnienie czystości, chęć osiągnięcia wewnętrznej harmonii, wstyd, że się jest tak odmiennym, tak niezrozumianym! Pamiętam tę fatalną nieśmiałość nastolatka posiadającego poczucie własnej wartości, a jednocześnie odkrywającego, że wartość ta nie popłaca wśród mieszkańców miasteczka. To właśnie tu, na ścieżkach przyszkolnego parku, na chodnikach Poznańskiej i Sienkiewicza kształtowała się osobowość samotnika unikającego przyjaźni, obawiającego się miłości i brutalnej rady; tu przyswoiłem sobie charakter, którego się nie wyprę, od którego nigdy się nie uwolnię. Tragizm tego miejsca polega na dylemacie, jaki tam przeżywałem, a który jest tak typowy dla prowincji: bogate istnienie indywidualne, pozbawione widoku rozwoju. (więcej…)

Published in: on 21 listopada 2019 at 12:06  Dodaj komentarz  
Tags:

Rolland. O istocie sztuki

Romain Rolland

Johann Wolfgang Goethe: „Pisząc i czytając wiele książek sami stajemy się książką”.

W tekstach różnych autorów nie odnajduję ich głosów, ale obraz samego siebie. W ich czcionkach odczytuję nie to, co oni mają do powiedzenia, lecz to, co sam mam ochotę oznajmić. Porwany słowami, nie mogę wyzwolić się spod ich uroku, i cytuję, cytuję bez końca. Odkrywam w nich własne myśli wyrażone o niebo lepiej, niż gdybym uczynił to swoim głosem. Nigdy nie pochłaniam bezmyślnie książki – raczej śledzę ją po to, aby się rozszyfrować bądź przeanalizować swoje postępowanie. Tekst „odbija się w mózgu jak przekaz telegrafu na taśmie papieru”, podsyca życiodajne płomienie, jest „pożarem przenoszącym się z lasu do lasu”. Ale sam ogień nie wystarczy. Słońce rozdziera powłokę chmur, a potem ją szczelnie zamyka; pola zalane światłem nikną znów w odwiecznym cieniu. I trzeba naprawdę wysiłku, aby natrafić na szparę w obłokach, przerwać je i ujrzeć jasność. Niejeden gubi ją po drodze,  niewielu ma niestrudzoną cierpliwość.

Rolą pisarza jest odnalezienie kanwy, na której rozwijać on będzie poetycki wątek. Musi on doznawać całej pełni uczucia, tego uczucia, które pragnie przekazać swoim czytelnikom. Powinien być poetą, dla którego nagrodą jest odczytanie tekstu przez odbiorców, są one po to stworzone. Artysta nie należy już do siebie, jest niewolnikiem idei, ściga ją i się z nią jednoczy, nie porzuca, dopóki jej nie posiądzie. Pisarz kontemplujący świat i usiłujący przeniknąć go myślą, nie może poddawać się biernie fali, nie może być nieświadomy, musi mieć oczy otwarte. Nic bowiem nie jest w życiu artysty tak trudne, jak samo życie, jak torowanie sobie ścieżki w tym wrogim, brutalnym świecie. Rolland podkreśla, że w życiu i sztuce nie chodzi o to, aby wyeliminować własne Ja, ale o to, by „wydobyć z niego głębokie człowieczeństwo, wspólne innym Ja”. W tym sensie sztuka jest rodzajem komunii, można się nią przełamać jak chlebem żywota. (więcej…)

Published in: on 19 listopada 2019 at 7:59  Dodaj komentarz  
Tags:

O zadaniach pisarza

Antoine Watteau

Dante: „Wszystkim ludziom, którym Wyższa Natura wszczepiła umiłowanie prawdy, winno zależeć najbardziej na tym, żeby pozostawić po sobie coś dla potomnych, by tak jak oni czerpali z dorobku poprzedników i potomni mogli się kiedyś dzięki nim ubogacić„.

Aż do najdalszej starości pisarz nie powinien poniechać okazji przemawiania i pouczania swoich czytelników. Jakkolwiek w podeszłym wieku rzadko tworzy się dzieła oryginalne i szokujące, to w tej fazie życia, kiedy „poznanie świata staje się pełniejsze a świadomość wyrazistsza”, łatwo o ponowne użycie własnych utworów, jako tworzywo do pogłębienia wiedzy. W młodości z zapałem podążamy drogami bytu, gardząc roszczeniami i myślami innych ludzi, wiek podeszły z kolei pozwala na zainteresowanie się autorem w ogóle. Zadaniem biografii jest próba pokazania człowieka na tle jego epoki i przedstawienie wszystkich okoliczności sprzyjających i przeciwstawiających się jego woli. Pod ich naporem artysta kształtuje sobie pogląd na świat i w osobisty sposób odzwierciedla go na zewnątrz. Czy jest możliwe dogłębne poznanie siebie i własnej ery, jako nurtu „porywającego zarówno chętnych, jak opornych”?  Tak, jest to niewykluczone, jednak często się zdarza, że mylimy własne zapatrywania i nabyte doświadczenia z tym, co usłyszeliśmy od innych. Umysł zaludnia mnóstwo obrazów i wydarzeń; jest on bez przerwy zajęty przetrawianiem, fabrykowaniem i przerabianiem idei.

Filozofia zaprzątająca myśl ludzką i klasyfikująca na podstawie ogólnie przyjętych norm, odeszła od ustalonej dyscypliny i stała się obca dla jej wyznawców. Niejasne i niepotrzebne wywody treściowe, nieodpowiednie stosowanie przyjętych metod i przesadne rozwodzenie się o przedmiotach uczyniły ją zbędną. Daleko idące upraszczanie w pracy myślowej upoważnia do filozofowania niemal każdego, wielu z nich uważa się tedy za filozofów. Sztukę rozumowania zastąpił mniej bądź więcej wyćwiczony rozsądek, który wkroczył w pojęcia ogólne i wydaje sądy o „wewnętrznym i zewnętrznym doświadczeniu”. Zapanowała tolerancja wobec wszelkich ideologii a zwykła powierzchowność umysłu zdobyła poważanie i roztrząsa idee na wszystkich fakultetach. (więcej…)

Published in: on 23 października 2019 at 7:14  Dodaj komentarz  
Tags:

Spowiedź poety (II)

Jan Jakub Rousseau

Miguel de Unamuno: „Nieustające napięcie prowadzi mnie do duchowych roztrząsań, do ciągłego analizowania siebie, do stałego przekopywania własnej duszy„.

Czasy zmieniają się, a ja pozostaję ten sam. Wolałbym, aby pozostawiono mnie w spokoju tym, kim jestem, nie poniżając i nie wywyższając. Tryb życia, jaki obrałem, to jest „pisać i pozostawać w ukryciu” najlepiej mi służy. Nikt nie domyśla się z codziennych zbliżeń, że jestem coś wart, nikt nawet tego nie podejrzewa, i tak jest dobrze. Właściwie wszystko, co obejmuję myślą, nauczyłem się sam. I choć lęki rozpraszają moją uwagę, pragnę iść własnym krokiem i nie umiem dostroić się do cudzego. Kocham niezależność, lecz nigdy nie zażywam jej do syta. Opuszczam dom tylko dla pracy w biurze, na zakupy i do kościoła, i mam niewiele pokus. Dzięki temu cieszę się potrzebnym spokojem i mile snuję wspomnienia. Przypominam sobie czas i osoby, zwierzęta i znaki, nieokreślony zapach miejsc, których doznałem niegdyś, wcześniej, i które budzą uchwytne wrażenia.

Szczęśliwe chwile młodości – oto, co lubię, jakże są one słodkie! Były tak rzadkie i krótkie, że samo ich echo napawa mnie czystą delektacją. Ach, jak niewinnie z nich korzystałem! Czystość obyczajów ma swoje przymioty, wyższe może od innych, gdyż „nie podlega zmąceniu”. Jakkolwiek by się rzeczy miały, nie potrafiłbym żyć już bez niej. Niepewność przyszłości sprawia, że patrzę na rzeczy dalsze bez szczególniejszego niepokoju. Poddaję się złudom nadziei, gdyż ona nic nie kosztuje. Staram się nie być „niewolnicą przedmiotów i zdarzeń”, nie umiem upiększać – chcę tworzyć. Ponad przedmioty realne przedkładam czary zrodzone w wyobraźni. (więcej…)

Published in: on 17 października 2019 at 7:34  Dodaj komentarz  
Tags:

Spowiedź poety (I)

Jean-Jacques-Rousseau-008

Jan Jakub Rousseau

Romain Rolland: „Mówię nie po to, by przekonać. Mówię, aby ulżyć swojemu sumieniu”.

Po pięciu latach milczenia powracam do pisania esejów. Wiem, jakie są przyczyny tej mojej pauzy, ale nie będę o nich prawić. Pragnąłbym jedynie rzec, że czas ten minął spokojnie, wśród życia regularnego i słodkiego, bez większych dramatów i dobrodziejstw. Moja żarliwa, lecz słaba natura łatwo się zniechęca pod wpływem doraźnych podniet, z upodobaniem sprowadzając mnie do życia bezczynnego i gnuśnego, do jakiego wydaję się być stworzony. Jestem wątły, niezapobiegliwy i rozżalony; nigdy nie dokonałem niczego wielkiego. Przestaję z cieniami przeszłości, z której wydobywam najsłodsze wspomnienia, i są to lata piękne. Jestem posiadaczem uroczych wrażeń, którym towarzyszy zdolność zapominania zła, „pociecha zesłana przez niebo wśród niedoli”. Popełniam błędy w ocenie faktów, omyłki i nieścisłości w datach, ale nie mylę się co do przedmiotu moich uczuć, do tego, co czuję i czego doświadczam. I to jest właściwa materia tych wyznań. Jest to „historia mej duszy”, do przedstawienia której nie trzeba innych zapisków. Wracam do nich wciąż z najżywszą przyjemnością, jestem z nich rad.

Kiedy ta spowiedź ujrzy światło dzienne, przypomnę fakty, które wcześniej chciałem sam wymazać, przekażę je mimo chęci przemilczenia. Światły ten cel nie pozwala zboczyć z drogi, wypełnię go w całej rozciągłości, nic nie oddali mnie od niego. W położeniu, w jakim się znajduję, winien jestem głosić prawdę. „Wymyślanie z niczego nigdy nie było moją sprawą. Zawsze uważałem świat za bardziej genialny niż własny geniusz” (J. W. Goethe). Piszę to wyznanie po to, aby ukazało się jeszcze za mego życia, za życia zainteresowanych osób. Pracuję nad nim kilkanaście dni, a mimo to nie posuwa się ono daleko. Teksty tego rodzaju wymagają czasu, spokoju, medytacji. Nie można pisać ich ukradkiem. Wolę objaśniać i wspomagać myśli drugiego aniżeli je tworzyć, przedsięwzięcie nie jest łatwe. Chodzi mniej więcej o przeczytanie i przemyślenie a następnie sporządzenie wyciągu z ponad 800 stron, mętnych i gadatliwych, pełnych powtórzeń i rozwlekłości; wyławiam z nich „pojedyncze myśli wielkie, piękne i dające siłę zniesienia tej uciążliwej pracy”. O ileż blisko jestem jej poniechania! (więcej…)

Published in: on 17 października 2019 at 7:20  Dodaj komentarz  
Tags:

Listy do Rilkego

Rainer Maria Rilke

Moje teksty dźwięczą jak dawniej, czasem rozgłośnie, a innym razem szeptem, którego puls tylko ja wyczuwam. Za każdym razem są one inne, gdyż spoglądam mej nostalgii w oczy, i ona mnie prowadzi łagodnie. „Potrafię stać się cichszym w moim każdym słowie”, znajduję w nich od dawna oczekiwaną ojczyznę. Jest jesień i wszystkie najskrytsze refleksje i dążenia, które z wiatrem halnym pędzą po świecie, zostały zamknięte w czterech ścianach wąskiego pokoju. Dzięki zuchwałej potędze słowa, nowy esej „dostąpił w moim odczuciu łaski namaszczenia”. Czuję się, jak gdyby wypełniły się wszystkie moje marzenia z całym ich dobrem i złem, i niecierpliwie wyglądam tego, co dalej. Pragnę spełnienia; wola urzeczywistnienia moich marzeń wiedzie mnie coraz głębiej na skrzydłach wiary po ścieżkach objawienia. Biegnę po wielkiej drodze, u której kresu spoczywa wszechogarniająca radość, mistrzowskie zadowolenie, święte przekonanie. Czuwam i gnębi mnie myśl, że Bóg mieszka tak daleko ode mnie, spoczywa w samotnej warowni, dokąd nie zdołam dotrzeć. Słońce wzbija się w górę i zamiera, spogląda na dzikie róże pnące się wokół opustoszałych murów, widzi, jak oplatają kruszące się kolumny, wypełniają świątynię pokoju. Z jej wyżyn uśmiecha się Pan, pieszcząc delikatnie mą duszę i błogosławiąc mi z uśmiechem.

Wdzięczność człowieka spragnionego polega na tym, że nie zanurza się on w zimnej i gładkiej wodzie, by potem wędrować radośnie w górę i w dół, ale na tym, że buduje on sobie schronienie u chłodnego źródła. Pragnie on słyszeć jego żarliwy śpiew, i pozostaje na zawsze w tej sennej, jesiennej dolinie, aż jego zmęczone oczy odpoczną od światła, a serce napełni się zachwytem nad darami Natury. Po gwałtownej burzy, kiedy słońce rozlewa swój blask tysiącem promieni i wydobywa z każdego kąta „szczerozłote szczęście”, jestem bogaty, wolny i rozmarzony. Stan ten przenika wszystkie tak drogie mi sekundy popołudnia, po cichu śnię swoje sny i ozdabiam je lśnieniem mądrości. Na moich wargach wykwita uśmiech, „pnie się na policzki i zaraża pociemniałe źrenice”, aż rozbłyska w ogarniającej wszystko radości. Rośnie i rośnie bez końca i oblewa całą moją postać, otula mnie na kształt aureoli. (więcej…)

Published in: on 9 października 2019 at 6:54  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Modlitwa poety

Tintoretto

Miguel de Unamuno: „Wielu wielkich świętych jawi się światu jako próżniacy, a modlitwę nazywa się próżniactwem„.

Jezus jest jasnym źródłem, i jestem Mu winien wdzięczność. Nie chcę spoglądać na kwiaty, słońce i niebo, bez myśli, że stworzył je Pan. Jakże wszystko staje się piękne i przecudowne, kiedy Ty na to spoglądasz: wiotki goździk u Twych stóp, który nie może znaleźć ukojenia w mokrym, dojrzałym życie, w Twojej dobroci mieni się i przegląda. Łaknie on nieba, z którego głębin wydobywasz blask. Ty rozpromieniasz ludzką duszę, Ty jesteś źródłem najczystszym, poprzez które oglądam życie. Nigdy nie przestałem wierzyć w Twoją postać, nigdy się modlić do Ciebie. Nigdy nie wytęskniłem kogoś innego, dla którego pragnąłbym cierpieć. Nigdy nie pożądałem Ciebie inaczej jak marząc, aby mi było dane klęczeć przed Tobą. Panie, należę do Ciebie, „niczym kij pielgrzymi do wędrowca”; jak gwiazdy będące własnością nocy, jak berło w rękach króla, jak blask jutrzenki na szarym niebie. Pragnę przywołać błogosławieństwo Twoich rąk, spoczywających na mojej głowie, i nie chcę roztrwonić Boskich słów. Ich dźwięk przekracza szum banalnych rozmów i wzbogaca je swoją melodią. W ogniach Twych oczu rozpala się tysiąc świec, patrzę w nie bez końca i podnoszę ufną modlitwę. Tęsknię być Twoją ofiarą, roztopić się w Tobie, nie patrzeć na inne światło, jak „rakieta przy samotnych gwiazdach”.

Panie, Ty obdarzasz noce marzeniem, poranki ptaków śpiewem, nadajesz cel moim cichym dniom i amarantowym zmierzchom. Dajesz mi siebie bez końca, a ja klękam i wznoszę ku górze ramiona, by przyjąć Twoje obfite łaski. Jestem oto przed Tobą i błagam, abyś mnie wziął bez wahania, takiego, jakim chcesz. Jestem skromnym urzędnikiem, zależę od Twego uśmiechu i gniewu, staję się człowiekiem tylko w Twej mocy. Powtarzam Ci moje wołanie, wyznanie to dojrzewa w moich piersiach, coraz wyraźniej, coraz jaśniej: „Tyś mą nocą czerwcową z tysiącami ścieżek, po których żaden pielgrzym przede mną nie kroczy. Ja jestem w Tobie” (Rilke). Myślę bez końca o Tobie, wszystkie moje uczucia i niepokoje podążają za Tobą po ludzkich drogach. Każdy sen, każde tchnienie bryzy, dotykającej lekko czoło i całującej wargi, przemawiają do mnie Twoim głosem. O Ty! Miłość Twoja jest jak ciepły, wełniany płaszcz, który ogrzewa i chroni. (więcej…)

Published in: on 9 października 2019 at 6:36  Dodaj komentarz  
Tags:

Poeta w poszukiwaniu Absolutu

the-day-of-the-god

Paul Gauguin

Nie jestem dla mnie weselem, nie cieszę samego siebie. Przechadzam się lekko po parku, mijam jego różane ścieżki, zachwycam kasztanami. W ich bladym cieniu oddaję się bóstwu kontemplacji, odprawiam codzienną pokutę, pogrążam w rozważaniach, składam ofiarę z samego siebie. Moje gesty są pełne godności, jedyne i przynoszące radość. Skromne myśli i subtelne refleksje napływają z falą pobliskiej rzeczki, biegną ku roziskrzonym gwiazdom i wyciągają się ku rozżarzonym promieniom słońca. W upale marzę o nauce, która ukoi wszelkie wątpliwości, odczuwam w sercu niezadowolenie; czuję, że miłość matki i radość z posiadania przyjaciół nie na zawsze i nie po wszystkie czasy będzie mnie uszczęśliwiała, nie na zawsze mnie zaspokoi, nasyci i dopisze. Kościół i jego nauczyciele przekazali mi już największą i najlepszą cząstkę swojej mądrości, przelali całe bogactwo w to niecierpliwe naczynie, a jednak nie napełniło się ono do syta, umysł dalej znosi męki niedostatku, dusza nie jest spokojna, serce nie doznaje uciszenia.

Codziennie przed mszą, maczam dłonie w wodzie święconej, i boję się, że jest to tylko woda, nie ma siły zmazania grzechów, nie gasi pragnienia ducha, nie niweluje uporczywego lęku. Wzywanie Boga jest piękne, ale czy ono wystarczy? Czyż świat ten nie jest dziełem Najwyższego i Jedynego, czy Jezus nie był stworzeniem jak każdy z nas, podległym czasowi, przemijalnym? Tak wiele pytań błądzi po mej głowie. Czy dobre jest, rozumnie i wzniośle składać ofiarę z samego siebie? Komu oddawać cześć, jeśli nie Jemu, jedynemu? Lecz gdzie Go szukać, gdzie On przebywa, gdzie bije wieczne Jego serce, gdzie? Hesse odpowiada: „W naszej własnej jaźni, w tym najgłębiej ukrytym, niezniszczalnym pierwiastku, który każdy nosi w sobie”? Idę więc dalej i pytam, gdzie jest ta nasza jaźń, a może dusza, gdzie ten najbardziej tajemniczy i niezniszczalny pierwiastek, tchnienie Boga? Nie pochodzi ono ani z ciała ani z kości, nie jest też świadomością ani myślą; więc gdzie jest? Jak dotrzeć do siebie, jeśli nie przez Chrystusa, czy warto szukać innej drogi, innej duchowości? (więcej…)

Published in: on 1 października 2019 at 11:50  Dodaj komentarz  
Tags:

Męstwo poety

William Blake

Najchętniej piszę przy pełnym świetle, w cieple otulającego świat słońca, w domu lub na ławeczce pobliskiego parku, gdzie gorące promienie załamują się na bujnym listowiu drzew. Chłód parkowej gęstwiny lśni srebrzyście zachęcając do podjęcia pracy i przemawiając do mnie czymś nowym. Czuję, że w tej rozmyślnie wybranej samotni znajduję rozwiązanie i oto przepełnia mnie żar wykonania dobrej, niezwykłej pracy, której siła polega nie na uchwyceniu zgodności z otaczającym mnie życiem czy na jego wzniosłym odtworzeniu, ale na tym, że ten niewzruszony i tajemniczy byt, ta nieznosząca sprzeciwu natura, rozdziera się na mgnienie oka gwałtownie, i ujawnia gniewny, potężny oddech rzeczywistości.

Przystępuję do pracy, lecz odczuwam nieuwagę i rozproszenie, i natychmiast doświadczam wewnętrznego wzburzenia. Nie jestem w stanie odnaleźć czystej koncentracji, która sama z siebie przedkłada dobre pomysły. Odsuwam od siebie klawiaturę, biorę do ust filiżankę gorącej herbaty, wypijam ją, i zdecydowanym krokiem wychodzę na dwór. Pobliska rzeczka mieni się srebrzystym refleksem, na zewnątrz bucha letni dzień, a przeniknięty blaskiem słońca park rozbrzmiewa licznymi ptasimi głosami. Spoglądam w komórkę i włóczę się bez celu, patrząc na rozsłonecznione ścieżki i nasłuchując uważnie w stronę mieszkania; krążę koło placyku ze zjeżdżalnią i piaskownicą. Z ulotnym zainteresowaniem chłonę wysokie korony kasztanów, obsypane kwieciem lipy i uchronione przed piłą topole, gdzie pośród masy liści i stożków kwiatów rozlegają się ciche brzęczenia pszczół i bzykanie komarów. W ciszę południa wdziera się dźwięczne uderzenie zegara na wieży kościoła farnego.

(więcej…)

Published in: on 1 października 2019 at 11:07  Dodaj komentarz  
Tags: